ŻYWIOŁOTERAPIA

admin Argentyna, Brazylia, Ulubione 0 Comments

Macie czasem wszystkiego tak dość, że bardziej chyba się nie da? Realne problemy, a czasem nawet te wydumane potrafią pozbawić energii i radości życia. Po prostu raz świeci słońce, ale czasem musi też pogrzmieć i popadać, tak już jest na świecie.
Całkiem przypadkiem odkryłam jeden ze skutecznych sposobów łagodzenia tych trudnych sytuacji. Nie zawsze chce mi się robić cokolwiek, czasem po prostu łatwiej jest zanużyć nos w poduszkę i moczyć ją łzami (pamiętam to szczególnie z czasów licealnych, kiedy bywało, że wielkie miłości i inne przygody rwały serce na kawałki). Ale nawet w przypadku mojej bierności los stawiał mnie w obliczu czegoś zupełnie nieogarnionego i potężnego, czegoś, co przychodziło mi z pomocą, albo może było mi dawane jako pomoc, bo raczej nie mogło przyjść.
To terapie, które dotyczą chyba każdego, tylko w różnych wariantach. Dobrze, dobrze, już przechodzę do rzeczy.

ŻYWIOŁOTERAPIA

Pojawiła się w moim życiu całkiem przypadkowo. Zaczęło się od burzliwego związku. Rozstania i powroty, jak w przydługim serialu. Po kolejnej awanturze znów nie byliśmy razem. I choć zdarzyło sie to po raz 17- ty, bolało jak zwykle. Emocje targające młodym sercem są zwykle jeszcze silniejsze niż gdy dotyczą osób dojrzałych. A ja nie byłam dojrzała, tylko zakochana, obrażona, skaleczona i wiecie jak to jest – młodzieńczo nieszczęśliwa. Złość bulgotała we mnie jak kapuśniak w garnku. Zapakowałam ręcznik i strój kąpielowy i pobiegłam na basen , który znajdował się kilka minut od mojego domu. I gdy wskoczyłam do wody poczułam ulgę. Jakby ten żar złości przygasł i żal znalazł wreszcie ujście. Lubię pływać, kąpiel to relaks, potrafi koić duszę. Tak było i tym razem. Ciężkie emocje zostawiłam w wodzie, nie robiąc szkód w otoczeniu. Odkryłam nawet, że mogę płakać pływając, a moje czerwone oczy i tak nikogo nie wprawią w zakłopotanie.

Trudnych sytuacji, w których intuicyjnie kierowałam się nad wodę, było sporo. Czasem wystarczyło usiąść na brzegu, by poukładać wewnętrzny chaos, lub pomóc wybrzmieć bólowi. I również teraz, gdy zjawił się smutek, nogi same poniosły mnie nad wodę. Tam, gdzie nie było prawie nikogo. Tylko rzeka, kamienie i ja. Woda znów przyniosła ukojenie i wysłuchała żali. Znowu stała się moim pocieszeniem. Nad rzeką nigdy nie ma ciszy, łatwiej jest otworzyć duszę i pozwolić, by strapienia wydały głos.
Woda przychodziła mi z pomocą wiele razy. Zupełnie nieproszona i nieposzukiwana. Ale o tym, jak ogromną ma moc oczyszczenia przekonałam się jeszcze w innych okolicznościach. Wtedy, gdy wcale nie byłam ani smutna, ani zagubiona. Wręcz odwrotnie – radośnie spoglądałam na dalekie kraje Ameryki Południowej, gdzie razem z Kubą po naszym boliwijskim ślubie przeżywaliśmy jedną z nalepszych podróży – naszą podróż poślubną. Tym razem znaleźliśmy się na pograniczu Argentyny i Brazylii. A tam czekała na nas kraina 275 wodospadów Iguazú ( hiszp. Cataratas del Iguazú, port. Cataratas do Iguaçu).

Oczyszczenie pochodzące od żywiołu wody nie tyle dotyczyło ciała, które owszem w niewielkiej odległości od wodospadu było całkiem mokre (ale akurat na tym etapie naszej wyprawy korzystaliśmy codziennie z kąpieli w całkiem cywilizowanych łazienkach, więc nie w tym rzecz, że trafiła się kąpiel).

www3

To było coś dużo głębiej. Jakby ktoś do środka człowieka nalał czystej wody, potrząsnął i wylał. Woda zmyła kurz. Po tym dniu pełnym wodospadów i kropelek unoszących się w powietrzu czułam, jakbym przeszła jakąś udaną terapię. Nie zgłaszałam się do wodospadów z żadną konkretną dolegliwością, a jednak poczułam, że woda wypłukała ze mnie brud złych myśli i ciężkich emocji. Były ze mną, choć na codzień nie czułam ich obecności. Za to poczułam, gdy odpłynęły wraz z wodą, a w ich miejsce pojawiła się wolna przestrzeń, którą mogłam zapełniać na nowo, czym chciałam. Miłością, złością, nienawiścią, współczuciem. Wiedziałam, że ode mnie zależy, jak wykorzystam tą przestrzeń. I co? Pewnie, mogłam zrobić to lepiej, ale bilans z pewnością jest na plus.

www9www1Untitled15

Gdy Indianie dotarli do wodospadów na rzece Iguaçu uznali, że to koniec świata. Widoki rzeczywiście są tak niecodzienne, że łatwo poddać się tej iluzji.  Obecnie z technicznego punktu widzenia nie ma najmniejszego problemu dotarcia w pobliże wodospadów, o udogodnienia dla turystów człowiek się wręcz potyka. Jest m.in 80-metrowa kładka prowadząca do największego z wodogrzmotów La garganta del diablo (Diabelska gardziel), na który składa się 14 kaskad. Zlewisko rzeki opada z ogromnym hukiem z 82 metrów, tworząc przepastną wodną gardziel. W okolicach tego wodospadu nie da się rozmawiać, tak potężnie hałasuje.

La garganta del Diablo www10  www12 www14www11

Mówią, że odgłos wodospadów słychać z 20 km.

Gdyby ktoś zastanawiał się, czy można jechać tam z dziećmi, powiedziałabym, że jak najbardziej tak. Metalowe poręcze i barierki oraz usytuowanie punktów widokowych w rozsądnej odległości od szalejącego żywiołu czyni to miejsce bezpiecznym. Oczywiście gdy dziecko ma temperament małpki, w każdych okolicznościach wymaga stałego nadzoru, tu również. Okolica zarówno po stronie Brazylii jak i Argentyny  żyje z turystyki (wodospady w 80% znajdują się po stronie argentyńskiej i 20% po stronie Brazylii). Po stronie argentyńskiej jest do dyspozycji kolejka wąskotorowa. Z kolei Brazylijczycy zbudowali nowoczesną windę, która wwozi na taras widokowy. Z niego można zobaczyć takie widoki:

Untitled16 www4

Za wszystko płaci się oczywiście, jednak cena nie przesłoni tego, co tam można zobaczyć. Oprócz wodospadów oczom turystów jawią się chmary motyli. Początkowo budziły we mnie zachwyt, jednak po pewnym czasie odganiałam się od nich, jak od natrętnych much.

www15 www7

Gdy jadłam kanapkę, podeszła do mnie (wygłodniała?) jaszczurka i miałam wrażenie, że jak piesek chciała wysępić kęs salami.

Untitled12 www6

Untitled3 Untitled2

Mrówkojady olbrzymie, wyjce, oceloty, i chmary różnobarwnych motyli to tylko kilka z atrakcji wpisanego na listę światowego dziedzictwa parku narodowego. W Iguazú jest mokro, kolorowo i chyba w wielu sercach miejsce to pozostawia niezmywalne wrażenia. Żywiołoterapia na całego. Podobna moc tkwi w ziemi. W ogniu. I powietrzu. O tym, być może, przy innej okazji.

Untitled8

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *