Smoki istnieją naprawdę?

Katarzyna Ulubione Leave a Comment

Czy świat kiedykolwiek przestanie zadziwiać? Mnie chyba nigdy. Począwszy od poczęcia i cudu powstawania człowieka w łonie matki, poprzez najdziwniejsze formy życia na Ziemi, aż po gwiazdy.

Moje zachwyty…

Pławikonik australijski (zwany liściastym smokiem morskim) to jedno  z tych stworzeń, którego widok przyprawił mnie o łzy. Nie dlatego, że widziałam go uwięzionego w oceanarium (w Lizbonie). Jego widok miał w sobie coś z nostalgii i zadumy, coś nieziemskiego zarazem. Jakby całą swoją postacią tęsknił do świata idealnego. Wyglądem przypomina wodorosty, podobieństwo do otoczenia to jego podstawowy mechanizm przetrwania. Żyje w samotności, w pary łączy się tylko na czas rozrodu. Samica składa do torby lęgowej  samca ok. 200 ziarenek ikry. Po 6 tygodniach inkubacji małe uwalniają się i rozpoczynają samodzielne życie. W naturalny sposób występują u wybrzeży Australii.

Co tu pisać, sami zobaczcie:

Pławikonik australijski

Pławikonik australijski

2369_b33e

Moja druga miłość od pierwszego wejrzenia to glaucus atlanticus, potocznie nazywany błękitnym smokiem morskim. A tak naprawdę jest ślimakiem. Drapieżnikiem. I sporadycznie kanibalem. Żyje  w ciepłych słonych wodach u wybrzeży Europy, Republiki Południowej Afryki , Mozambiku i przy wschodnim wybrzeżu Australii. Jest stosunkowo niewielki – mierzy ok. 3 cm. Jego barwy ostrzegają ryby, że jest toksyczny. Trucizny, która znajduje się na końcu jego odnóży nie produkuje sam. Pochodzi ona od atakowanego przez ślimaka żeglarza portugalskiego* (tego mieliśmy przyjemność zobaczyć w Brazylii, a Jakub miał nieprzyjemność być poparzonym przez niego). Macki żeglarza są wypełnione komórkami parzydełkowatymi. Glaucus atlanticus obgryzając je swojej ofierze nie trawi ich, tylko przenosi na końce własnych wyrostków. Są skuteczną bronią.

Glaucus atlanticus

Glaucus atlanticus

glaucus-atlanticus-on-hand

A na koniec jeszcze jedno dziwo, które  nie powaliło mnie urokiem. Za to zrobiło wrażenie. Skrzypłocza (inna nazwa to mieczogon) pierwszy raz widziałam w nadmorskim barze z owocami morza w Tajlandii, gdzie stanowił wciąż jeszcze żywe menu. Nie zjedliśmy go (sprzedawca sam mówił, że mięsa ma naprawdę niewiele). Okazuje się, że jego rola w przemyśle gastronomicznym nie dorówna tej, jaką pełni w przemyśle farmaceutycznym oraz kosmicznym. Krew skrzypłoczy, podobnie jak wielu innych skorupiaków ma niebieską barwę. Tlen w organizmie transportuje hemocyjanina (nie hemoglobina).

Skrzypłocz

Skrzypłocz

skrzyplocz2

Krew skrzypłoczy reaguje na endotoksyny produkowane przez bakterie Gram-ujemne, otacza drobnoustroje widocznymi gołym okiem „agregatami obronnymi” i  niszczy je. Od razu wiadomo, czy powierzchnia lub przedmiot potarte krwią skrzypłocza są  zainfekowane bakteriami i jaka jest ilość tych bakterii. Sama krew również jest jałowa i wolna od znanych bakterii. Stosowana jest m.in. do testowania implantów, czy sprawdzania czystości na sali operacyjnej. Rozcieńczona w destylowanej wodzie zachowuje swoje właściwości.

Populacja skrzypłoczy jest niewielka. Pobiera się od nich krew w sposób podobny do krwiodawców (choć to nie ochotnicy), czyli w taki, by krwiodawca przeżył procedurę i mógł oddać krew także w przyszłości. Podobno litr ich krwi wycenia się na 15 tysięcy dolarów.

 

* pierwsze cztery zdjęcia pochodzą z zasobów internetu, autorzy nieznani. Nam udało się uwiecznić  skrzypłocza i żeglarza portugalskiego. Ten ostatni, podobnie jak glaucus atlanticus ma ograniczone możliwości samodzielnego pływania, dlatego wraz z grupą innych organizmów unoszony jest prądami.

Żeglarz portugalski

Żeglarz portugalski

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *