Zrolkowani

Katarzyna Styl życia 2 Comments

Znacie to uczucie, kiedy wybieracie się dziećmi na wycieczkę z zamiarem robienia
wspólnie świetnych rzeczy? Humor dopisuje wszystkim; do czasu pierwszej porażki,
lub nieporozumienia i czar pryska. Z przyjemnej rodzinnej atmosfery robi się draka,
rzeczy, które miały być rozrywką więcej nie cieszą i nawet ta myśl
czająca się nieśmiało w tyle głowy, że być może i kto wie, możliwe i nie wykluczone,
że jestem całkiem fajnym rodzicem, pęka jak balon, czasem nawet z hukiem. Nam
właśnie przydarzyło się to całkiem niedawno (znów się przydarzyło, bo byłabym oszustem pisząc, że to pierwszy raz), wczoraj. Pojechaliśmy w nasze miejsce
pojeździć na rolkach, Mateusz wziął jeszcze deskorolkę, Samuel miał rower. Ja rolek
nie miałam, bo jeździć nie umiem. Kaja z Mateuszem jeżdżą, uczą się,
praktykują i nagle bum – córka trochę wolniejsza od młodszego brata popada w ten
właśnie nastrój, który jak za dotknięciem różdżki przemienia rodzinną sielankę w nieco
mniej urocze zjawisko. Kaja jeździć już nie będzie, rolki są głupie i w ogóle to nawet zepsute,
więc nigdy więcej. Płacz. Rozmowy, tłumaczenia nie działają, trzeba odczekać.
Cierpliwie. Cierpliwie. Na to Kuba, czyli posiadacz rolek w rozmiarze 42 mówi
Spróbuj“. Zaplanował to skubaniec, bo gdy sprytnie odpowiadam: „Patrz mam sandały, bez skarpetek
nie da rady“ , on wyciąga zza siebie parę niebieskich skarpet i mówi „Mam“.
Ja na to „Ale, ale, rolki twe mężu są na mnie za duże“. A on, że mocno zwiążę.
Spoglądam na córkę pogrążoną w nastroju dalekim od radosnego i myślę sobie, że kilka moich gleb nie zaszkodzi, a wręcz może pomóc. Zakładam na nogi sprzęt, a ostatni i jedyny
raz miałam na nogach rolki dwie dekady temu. Boję się walać po ziemi w obecności
dzieci i ukochanego, ale wierzę, że poczucie misji pomoże mi przełknąć wszelkie
upokorzenia. Uwaga, ruszam. Ooo i nie jest tak źle. Jest nawet lepiej, bo Kaja widząc
mamę chwiejącą się niepewnie na rolkach sama szybko zakłada swoje, zapominając
całkowicie, że są głupie, a nawet zepsute i ruszamy. Jeździ się świetnie, robimy
zawody, ustawiane, bo najpierw ma wygrać Mateusz (i wygrywa), potem Kaja (też jej
się udaje), sama też jestem zadowolona, bo w końcu trzecie miejsce, to dobre miejsce. I już naprawdę jest czadowo, podoba nam się wyśmienicie. Jest jak marzenie. Ale przecież jakby tak miało być różowo  24h/na dobę, człowiek by się zanudził. Podejrzewam, że Mateusz to wie i dlatego przesiada się na deskorolkę. Z tym sportem dopiero zaczyna i powiedzmy, że brakuje mu jeszcze płynności ruchów, a to człowiek równie ambitny, co niecierpliwy. I znów płyną łzy. Jest i złość.  Tłumaczę cierpliwie, rozumiem, pocieszam. Na dziś jednak deskorolka zostaje porzucona na rzecz rolek. Znów jest cudownie. Podoba się dzieciom, mnie również. Do tego stopnia, że następnego dnia jadę odkupić rolki. Chciałam jechać tego samego dnia, ale sprzedająca nie miała czasu. Podjeżdżam więc pod dom, gdzie już rolek nie chcą, mierzę je wspominając coś o tym, że jeżdżę od wczoraj. Nie zauważyłam, że stoję na lekkiej górce, więc mknę wprost na samochód zaparkowany nieopodal. Sąsiedzi stojący na werandzie patrzą z zapartym tchem, a ja ledwo skręcam i ląduję na płocie.
Biorę“ mówię szybko, by delikatnie przykryć zmieszanie. No i mam pierwsze rolki. I coś czuję,
że przed nami sporo tych niedoskonałych wspólnych chwil. Uwielbiam je! (moje
nowe rolki oczywiście).

***

Hej hej! Lubisz czytać nasze teksty? Daj nam znać:

  • podziel się swoimi przemyśleniami w komentarzu
  • udostępnij wpis znajomym
  • a przede wszystkim polub nasz fanpage tutaj

Pozdrawiamy

***

Comments 2

  1. Super my też jeździmy ,z tym ,że ja kiedy jestem na górce to bez to tamto zdejmuje swoje i ide w skarpetkach .Ludzie mi nie przeszkadzają więc lepiej jak jestem w miejscach mniej uczęszczanych ale jest fajnie 🙂 dzieci już wiedzą ,że muszą trzymać się z dala ode mnie .Udanego rolkowania !!!!

    1. Post
      Author

      Haha, dzięki. Na to nie wpadłam, ale póki co jeździłam prawie wyłącznie po płaskim (nie licząc inauguracji w nowych rolkach). Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *