Złoto dla każdego

Katarzyna Emigracja, Norwegia, Styl życia 2 Comments

Nie wszystkie dzieci mają jednakowy dryg do sportu, dokładnie tak samo jest z dorosłymi. Wśród naszych pociech też jest różnie, są nie tylko orły, ale i kurczaczki. I nic w tym złego nie ma. Za to dużo dobrego jest w norweskim systemie, który zachęca każdego do uprawiania sportu. Rywalizacja jest początkowo na dalszym planie, predyspozycje też nie odgrywają szczególnie ważnej roli. To podejście sprawia, że  dzieci chętnie trenują i nie mają powodu by popadać w rezygnajcę, nawet jeśli ich wyniki nie są rewelacyjne. Na początkowym etapie te wyniki nie są ważne (choć można znaleźć również bardziej profesjonalne drużyny i turnieje).
Niedawno byliśmy na miniturnieju piłki ręcznej, organizowanym dla dzieci z pierwszych klas podstawówki. Krótkie mecze, trwające po dwanaście minut każdy, są okazją do sprawdzenia swoich umiejętności, ale mogą być też miejscem, gdzie mały człowiek zdobywa pewność siebie  i by tak się stało nie musi być wcale tym najlepszym graczem na boisku. Dzieci mają poczucie, że ich wysiłek jest ważny, a rówieśnicy nie mają do nikogo pretensji z powodu przegranego meczu. Trochę to może dziwić, ale punkty w tych meczach wcale nie są liczone, nie ma przegranych, za to są sami zwycięzcy, bo każdy zawodnik zasługuje na złoty medal, w myśl zasady, że najważniejsze nie jest zwycięstwo, a uczestnictwo. Jednym może to się podobać, innym nie, ale zauważyłam, że to dobra zabawa i duża zachęta do brania udziału w podobnych imprezach, a co ważne zachętę dostają wszystkie dzieci, nie tylko te najbardziej wysportowane (których zwykle i tak zachęcać nie trzeba). Rozmawiałam z trenerką, która mówiła, że ważne jest dla nich, by dzieci czuły się bezpiecznie i pewnie na boisku, drużyny konfigurowane są także według tego klucza. Dobrzy zawodnicy nie są jakoś szczególnie dopieszczani pochwałami, pewnie w taki sposób Norwegowie od najmłodszych lat przyswajają sobie zasady skandnawskiego janteloven. Dobrzy nie powinni czuć się lepsi od innych,  by słabsi nie poczuli się gorsi – to charakterystyczne dla całej norweskiej edukacji. Wszyscy są więc nazywani „flink„, co czasem wydaje mi się demotywujące. Jednym z ważnych  haseł w norweskim społeczeństwie jest inkludering (włączanie). Czasem jest obecne tylko w sferze teorii, jednak  w tym przypadku widać, że rzeczywiście jest praktykowane. Chodzi o to, by nikt nie zostawał poza nawiasem, by dla każdego znalazło się miejsce w grupie, bez względu na ewentualne ograniczenia czy odmienność. W wielu pozalekcyjnych zajęciach sportowych widać, że inkludering działa, a poziom dzieci w jednej grupie może się bardzo różnić. Głównym celem treningu nie musi być osiąganie sukcesów i może jest właśnie tak, że w wielu przyszkolnych klubach prowadzonych przez stowarzyszenia pozarządowe nie ma presji na wyniki, a dzieci uczą się, że sport to przede wszystkim nie rywalizacja, a dobra zabawa.

 

Jeśli lubisz czytać wpisy na blogu proszę daj nam o tym znać:

  • podziel się swoimi przemyśleniami w komentarzu
  • udostępnij wpis znajomym
  • a przede wszystkim polub fanpage tutaj

Pozdrawienia

Trzy i my

Comments 2

  1. Cześć , ciesze się ze więcej wpisów się pojawiło . Cudownie by było gdyby u nas rywalizacja nie była taka zaciekła ….Moja córka jest obecnie w pierwszej klasie , rywalizacja wśród dzieci jest ogromna, oceny nie są opisowe tylko normalne i jest walka o 6 .Do tego stopnia ze zdarzyło się wyjść mojej z koleżanką i koleżanka owa powiedziała cała radosna do mnie ze ona dostała 6 a moja córka tylko 5 ……Konkurs goni konkursem.Ale jest tez i dobra tego strona bo dzieciaki szybko się przyzwyczaiły ,że na wyniki trzeba pracować,że nie zawsze są docenione :)czasem nie jest łatwo i tak jakby tego chciały.Cóż chyba życie w Polsce takie jest 🙂

    1. Post
      Author

      Witam 🙂 Czasem, zwłaszcza w wymiarze nauki, brakuje mi tego przełożenia: praca= dobre wyniki, nic za darmo. W Norwegii na starcie jest się już super i wysiłki nie są jakoś szczególnie doceniana. Obserwując poziom wykształcenia dorosłych Norwegów wydaje mi się, że w negatywny sposób odbija się to na nich, choć może jestem niesprawiedliwa. Natomiast w kwestiach sportu jestem jak najbardziej na tak, by rywalizację odłożyć na bok, bo to zachęta do zdrowego trybu życia i aktywności, bez względu na dyspozycje. A dla „diamentów” można znaleźć bardziej profesjonalne kluby, gdzie mogą się rozwijać  z myślą o medalach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *