Zimny wychów w skandynawskim stylu. Co to właściwie jest?

Katarzyna Wychowanie 12 Comments

Określenie „zimny chów” poszerzyło znaczenie.  Pierwotnie dotyczyło cieląt i polegało na umieszczaniu ich zaraz po urodzeniu w półotwartych domkach znajdujących się na zewnątrz obory.

W latach 70-tych i 80-tych chodziło o podejście do dzieci: zamiast okazywania uczuć – dyscyplina. Promowano mleko modyfikowane, jako zdrowsze od mleka matki i z zegarkiem w ręku pilnowano pór karmienia, nawet wówczas, gdy dziecko wyło z głodu. Zalecano nie nosić zbyt dużo na rękach, by dziecka „nie rozpieścić”.  A na płacz w nocy najlepszą reakcją był brak reakcji. Mówiono: niech się wypłacze, to dobrze robi na płucka.

Współcześnie zimny wychów czasem rozumiany jest dosłownie, jako nieprzegrzewanie dziecka.

Skandynawski model wychowania, który z pewnością hołduje również tej zasadzie, dotyczy całokształtu postawy rodziców. Bynajmniej nie jest to brak okazywania uczuć, czy nadmierna dyscyplina. Zwłaszcza to ostatnie zdaje się nie grozi norweskim dzieciom.

Wychowanie dzieci w Norwegii nastawione jest na ich samodzielność. Przyglądając się z boku można czasem odnieść wrażenie, że opiekun „nie troszczy się” o własne dziecko. Widać to choćby na  placach zabaw, gdzie niewielkie szkraby mają dużą swobodę i zwykle rodzice nie biegają za nimi krok w krok. W takich okolicznościach i o dziwo bez szkody dla siebie, maluchy mogą bez skrępowania znajdować własne granice. Uwagi „ostrożnie, bo spadniesz/zrobisz sobie krzywdę” zdaje się nie są ulubionymi powiedzeniami norweskich mam.

Podobnie jest w przedszkolach. Dzieci (pod nadzorem opiekunów) wbijają gwoździe, strugają patyki scyzorykiem. Nikt się nie trzęsie nad maluchami, które w przedszkolach mają prawo wchodzić na skałki i drzewa. Gdy do Norwegii przybyła grupa polskich przedszkolanek, po jednym z przedszkoli oprowadzał je dyrektor placówki. Na podwórku zobaczyli dzieciaka siedzącego na dachu domku dla dzieci. Polskie nauczycielki spodziewały się, że dyrektor karze maluchowi natychmiast zejść. Tymczasem ten tylko pozdrowił dziecko machając do niego.

Powiedziałabym, że „skandynawski zimny chów” to po prostu luźne podejście do dzieci. O maluchy nie drży się na każdym kroku, ufając ich możliwościom radzenia sobie w codziennych sytuacjach. Dla ludzi nieprzyzwyczajonych do takiego sposobu bycia może wyglądać to dość dziwnie. Czasem zakrawa na brak empatii.

Rodzice nie wydają się szczególnie przejmować tym, że dziecko się pobrudzi. Także dopuszczalne jest chlapanie się w kałużach, a nawet tarzanie w błocie. Tak przynajmniej wnioskuję, gdy odbieram dziecko z przedszkola.

Nie ma spinania się, że dziś nie będzie ciepłego obiadu. Pamiętam, gdy odwiedzałam moją norweską koleżankę dziwiłam się, że wyciąga z lodówki słoiczek z obiadkiem, odkręca i karmi dziecko. Spostrzegła chyba moje zdziwienie. Dla mnie wówczas było oczywiste, że należy podgrzać. Dla niej nie. Z czasem sama wyluzowałam, bo słoiczki dawałam okazjonalne, głównie w plenerze. Oczywiście nie rozpalałam ogniska, by je podgrzać. Ale również nie wyciągałam ich z lodówki.

Nie wszystkie przedszkola oferują ciepły posiłek dla dzieci. Czasem są to tylko owoce i kanapki przyniesione z domu, a niekiedy robione na miejscu. Często dzieci same smarują kromki. Coś ciepłego mają możliwość zjeść dopiero w domu.

Z dzieciństwa pamiętam wizyty u babci. Od święta fundowała nam Pepsi, takie w grubych, szklanych butelkach. I mimo naszych głośnych protestów oprócz napoju wlewała do naszych szklanek trochę wrzątku. Tymczasem w Norwegii dzieci cały rok piją zimną wodę z kranu. Nawet po długim zimowym spacerze.

Inny element typowy dla norweskiego wychowania to brak porównywania.  Wszystkie dzieci zasługują na pochwałę, unika się wartościowania dzieci. Nie ma presji. Dlatego widok 3-latka z pieluchą to norma. Czterolatki ze smoczkiem też się zdarzają (choć rzadziej).

Wyścig szczurów nie jest tu popularny, bo brak go na etapie przedszkola, czy podstawówki. Ocen nie dostaje się przez pierwsze lata nauki. Ma to swoje dobre strony, bo pomaga budować pozytywny obraz samego siebie każdemu, bez względu na zdolności, choć może też wpływać na rozmycie ambicji.

Może cię też zainteresować norweski sposób na hartowanie: Polskie chuchanie kontra norweska kałuża

 

Comments 12

  1. Dobrze ze wspomniałas o katarach przedszkolakow. Myslalam ze skoro tak hartowane to nie chorują;) w Pl trudno o zimny chow zwlaszcza w blokach gdzie trudno obnizyc temp do mbuwh niz 20 kilka stopni… Przedszkole tez przegrzane a na spacerze byli dwa razy od wrzesnia…

    1. Post
      Author

      Dzieciaki oczywiście bywają przeziębione, ale tu hartowanie polega m.in na pozwoleniu organizmowi, żeby sam sobie poradzil z infekcją (pić dużo wody, to główne zalecenie lekarzy, a gdy jest gorzej – paracet). Norwegii jest dużo świeżego powietrza, więc to też wpływa na zdrowie. Gdy mieszka się w bloku łatwo o chorobę. Ale to, że dzieciaki w przedszkolu były dwa razy na spacerze od kilku miesięcy, to może przerazić. Pozdrawiam

  2. Ja mieszkam w Polsce, moje dzieci od roku „nie chorują” nie liczac kataru czy kaszlu z przegrzania w szkole czy przedszkolu ale wlasnie od roku mamy pieska, dzieki niemu chcac czy nie wychodzimy na dwor codziennie w kazda pogode bo mieszkamy w bloku z najbardziej chorujacego dziecka moja 6 latka dzis w szkole ma najwyzsza frekwencje bo nie choruje. Takze jesli ktos nie planuje przeprowadzki do Krajów Skandynawskich proponuje kupic psa on wyciąga na dwór o kazdej porze roku i w kazda pogode dzieci wracaja brudne i szczesliwe i duuuzo zdrowsze a posiadanie zwierzecia wyrabia wiele cech np empatie ktorej wielu ludziom brakuje…

    1. Post
      Author

      Z psem to świetny patent. Nawet nie przyszło mi to do głowy, choć jako dziecko mieliśmy psa, mieszkając w bloku. Ale było tak: na początku kłótnie, bo każdy chciał z nim iść na spacer. Po kilku miesiącach kłótnie, bo nikomu się nie chciało. Ale było inaczej, bo mimo, że mieszkaliśmy w bloku, dzieciarnia siedziała całymi dniami na podwórku (może nie w deszcz), też brudaski wracaliśmy do domu.

  3. Ja mieszkam w Holandii i mam męża Holendra. Przyznaję, że o wychowaniu dzieci nie miałam żadnego pojęcia do momentu gdy sama zaszlam w ciążę i to na dodatek nie planowaną. Dziecko wychowuje wzorując się na holenderskich sąsiadach i kolezankach, nie mam w swoim otoczeniu innych Polaków.
    Jak bardzo różne jest wychowanie dzieci w PL a w NL przekonałam się gdy syn miał 7 miesięcy a my byliśmy na odwiedzinach w Polsce. Moje dziecko jako jedyne pelzalo na brzuchu po całym domu (niepoodkurzanym i z nie ogrzewana podłogą) świetnie się bawiąc, podczas gdy kuzynki trzymały dzieci na kolanach bo brudno i zimno i kontakty nie zabezpieczone.
    To samo z zakładaniem czapki. Tu uczą, że jeżeli okna są zamknięte to noworodek w domu powinien leżeć bez czapki. Czapkę na dworze zakłada się dzieciom w ogóle dopiero gdy jest minus 5, a i wtedy dzieci z czapkami można policzyć na palcach jednej ręki. Dzieci jeżdżą od niemowlęcia w specjalnych fotelikach na rowerach mam, bez czapek nawet gdy na dworze jest 10 w skali Beauforta. Temperatura w domu? 17-18, a wiele osób w sypialniach nie włącza ogrzewania nawet w zimę.
    No i picie wody z kranu! Mleko w proszku rozrabiaja z wodą z kranu i podgrzewaja chwilę w mikroweli. Choć trzeba przyznać że jakość wody tu jest nieporównywalna do polskiej.
    Moje dziecko w większości zostało wychowane po holendersku, chodzi do przedszkola i jest regularnie zakatarzony. Ale jeszcze nigdy nie brał antybiotyku, nie złapał rotawirusa, czy innego swinstwa. Oprócz ospy, ale z ospa też tu się normalnie puszcza dziecko do przedszkola…
    Tak tu jest jakoś bezstresowo:)

    1. Post
      Author

      To widzę, że bardzo podobne podejście w Holandii i Norwegii. Co wydaje nam się normą, może bulwersować w Polsce. Przeżywałam podobną konsternację, gdy z pierwszym dzieckiem byłam w Polsce i ciągle coś robiłam „nie tak, jak należy”. Pozdrawiam 🙂

  4. I owszem, sama widziałam norweskie przedszkole, na oko czterolatki, połowa miała smoczki. Dlatego też nie zabrałam smoczka swojej, tylko wymieniam na świeże. Przynajmniej nie ssie kciuka. Młoda też biega dość cienko ubrana, brudna od stóp do głów, wygląda na zadowoloną z życia, chociaż i tak się awanturuje o każdą pierdołę, taki charakter. 😉 Ogrzewania nie włączyliśmy w domu od dwóch lat. Nie było potrzeby, w domu temperatura od 18-20 stopni, to i po co. Jak młoda miała ospę, to wychodziła na dwór, tylko z dala od innych dzieci (nie było trudno, bo był grudzień). Czy muszę dodawać, że ospę przeszła bez jednego kichnięcia i z normalną temperaturą? Dwulatka? Mam chyba jakies holenderskie geny, czy co. Na mrozie młoda jeździ w foteliku rowerowym już trzeci sezon. I żyje.

    1. Post
      Author

      To z pewnością. Kto miał możliwość taplania się w kałużach, dobrze wie, jaka to frajda. Dzieci nie lubią być ograniczane, chyba podobnie jak dorośli.

  5. Ciekawy wpis. Komentarze też dają do myślenia. Mieszkam w Polsce a mimo to moje dziecko od pierwszych dni nie było owijane w miliony kocy, kaftaników, i czapeczek. Za to mógł pełzać po każdej podłodze i bawić się z psami i kotami. Mój zubelek urodził się w lutym 2015 i wbrew protestom babci nie jest ubierany na cebulkę a w domu zimą mamy zakręcone kaloryfery (bo i tak ok 20 st C się utrzymuje). Odporność na choroby ma super. Już kilka razy było tak że ja czy mąż chorowaliśmy o on nic, nawet kataru nie miał. Niestety organizm uległ w chwili gdy ja i opiekująca się nim, kiedy ja jestem w pracy, babcia zachorowałyśmy na zapalenie oskrzeli a jego dziadek i tata na zapalenie górnych dróg oddechowych. Zachorował jednak jako ostatni i najkrócej się leczył.
    Jak tylko przyjdzie wiosna zakładamy kalosze i skaczemy po kałużach i błotku. Najgorsi są obcy ludzie którzy potrafią zwrócić uwagę że dziecko za zimno ubrane albo że rozchoruje się bo spaceruje w deszczu… Z moich doświadczeń wynika że nic z tego nigdy mu nie zaszkodziło.

    1. Post
      Author

      Super, że tak wychowujesz dziecko, wlaśnie widać tego efekty. Tylko trzeba mieć mocne nerwy, by znosić komentarze nawet obcych ludzi, którym nie pasuje, jak dziecko jest ubrane. A odporność nabiera się na całe życie, więc jak w dzieciństwie o to się nie zadba, to potem może być trudniej. Pozdrawiam, chciałoby się napisać chłodno, ale nie, pozdrawiam całkiem ciepło 😉

  6. Zimny chów :)Jak super się tu czyta 🙂 napisze trochę o nas , moj pierwszy syn był mega przegrzany aż do czasu kiedy poszedł do szkoły i zaczął byc samodzielny w ubiorze :)kiedy to przegrzewałam syna ciagle był chory i o dziwo ciągle były to zatoki z pod ciepłej czapy :O Kiedy skończył 6 lat odpuściłam, trenuje football i treningi odbywają sie na podwórku 1,5 h trzy razy w tyg , niezależnie od pogody nawet przy -15 st,na odzież termiczną dres , albo koszulka getry i spodenki ,czapka i rękawiczki .Córka to przeciwnik kurtek i czapek ,jako dwulatka czasem zimą potrafiła nieść ją w rękach ale nasza zima to ciepła zima dośc często więc niema co przesadzać .Czasem się śmieje z mężem czy kurtka na wiosnę ma sens bo jej wszystko szeleści i zawsze szuka okazji żeby się jej pozbyć …Moje dzieci przeginają chyba w drugą stronę często…Mój tata często opowiada ze jako dziecko musiał chodzić w zimę w sandałach do szkoły po śniegu , miał bardzo ciężko ale to skała nie człowiek teraz .Nasze dzieci mają wszystko a jednak wolą nosić to czasem w plecaku .Czy chorują czasem tak , nawet wczoraj mała miała 37 i śpiki , wyleżała się w łóżku wypociła , być może przesadziła z bieganiem w czwartek ( może ten deszczy i troche zmarzła ) , a moze to była ta angina którą przechodziło pół przedszkola .Dziś ok zapytana jak sie czuje powiedziała na rower … Dzięki Wam dowiedziałam sie o wełnie merynos muszę poszukać takiej odzieży dla naszej rodziny .Do Norwegi wybieramy się w tym roku chyba na wakacje na ryby o ile nie wygra nasza ukochana Grecja 🙂 ps właśnie syn mi oznajmił ze idzie w krótkich spodenkach grac w piłkę , rozkazałam ubrać bielizne termiczna pod to i usłyszałam że jest zima ale każdy czuje że to lato …..oj jestem na językach ludzi jestem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *