Zaczytani

Katarzyna Styl życia 2 Comments

Czytanie fajna sprawa, nie? Próbuję pielęgnować w moich dzieciach to przekonanie. I one owszem, lubią książki, jednak głównie gdy się im czyta. Ale nie zdarzyło się jeszcze, żeby wybrali samodzielne czytanie zamiast oglądania dobranocki. I może się nie zdarzy. Lecz ja, mama która czasem czyta sama, chciałabym, żeby tak było. Nie gonię ich do czytania, bo przecież nie o to chodzi. Delikatnie zachęcam i widzę tego delikatne efekty. Bo są przecież dzieci zakochane w książkach po uszy, a nasze po prostu lubią czasem sobie czytnąć i basta.

Dlatego nawet podobają mi się pomysły wdrażane przez szkołę. Norwedzy mają świra na punkcie tego, by wszystko było „gøy„, zabawne,  i nauka w szkole i pobyt w muzeum, i w kościele, i wszędzie. Poniekąd budujące, choć mam wrażenie, że brakuje niekiedy czasu na to, by się przez tych pięć godzin lekcyjnych czegoś  nauczyć .

Patent na zwiększenie czytelnictwa to na przykład leselotteri (loteria czytelnicza), skierowana do uczniów w podstawówce. Nie wszystkie szkoły ją prowadzą, ta, w której są nasze dzieci, tak. Przez dwa miesiące dzieci dostają podpis za czytanie minimum 15 minut dziennie (pierwszoklasiści za dziesięciominutowe czytanie). Trzy podpisy to los. Oprócz tego mają arkusz bingo, gdzie skreśla się okienka z „zadaniami” – czytanie pod stołem, w bejsbolówce, z przyjacielem, na zewnątrz, z latarką pod kołdrą i na różne inne sposoby.

Mnie, jako córce pracownika biblioteki, nie spodobało się tylko czytanie przy kolacji, bo przecież można pobrudzić stronę, a w moim rodzinnym domu to niemal święty obiekt, taka biblioteczna książka, no ale to Norwegia i ma być zabawnie. Było więc również czytanie przy kolacji. I w owym czasie moje dzieci (uczniowie trzeciej i pierwszej klasy) czytały, że tylko słychać było szelest przewracanych kartek. I nawet przychodziłam do córki, idź już spać, mówię, a ona, czy może jeszcze trochę poczytać. I ten mój pierwszoklasista, co to wciąż myli „b” z „d” i czyta zawsze na głos, też do tych książek zapłonął taką miłością. Taką miłością, zdawałoby się nieśmiertelną. Taka byłam szczęśliwa.

A tu loteria się skończyła. Czar prysł.

– Poczytasz sobie w łóżku? – pytam synka.

– E, nie chce mi się.

– Nie kochasz mnie już? – szlocha książka rzucona na biurko.

A Mateusz nawet na nią nie spojrzy. Nawet nie spojrzy! Córka troszkę łaskawsza jest, ale ona zawsze coś tam sobie podczytuje, więc tak całkiem obojętna nie jest. Tak całkiem nie, ale dosyć.

Namiętne czytanie odeszło do przeszłości, już zapomniałam o tych dobrych czasach. A tu znienacka w szkolnym plecaku pojawia się informacja o Sommerles (Letnie czytanie). Można sobie otworzyć profil na stronie sommerles.no , zbierać totemy i punkty, za które odbiera się nagrody (drobiazgi) w miejscowej bibliotece. I znów moje dzieci zmieniają się w okamgnieniu.

Mateusz czyta ponad  godzinę dziennie. Jak sam się zmęczy to chodzi za mną, żebym mu czytała. Co za mole, mogłabym pomyśleć, ale już tego nie robię. Mam świadomość, że wraz z końcem Sommerles pewnie i zamiłowanie do książek gdzieś odpłynie. Ale póki co jeździmy co kilka dni do biblioteki i bardzo mi się to podoba!

Hejka. Jeśli lubisz czytać wpisy na blogu proszę daj o tym znać:

  • zostaw komentarz
  • udostępnij wpis znajomym
  • a przede wszystkim polub fanpage tutaj

Pozdrawienia

Trzy i my

Comments 2

  1. Każdy pomysł jest dobry. Podzielę się swoim. Jestem mamą dwóch dorosłych już synów, namiętnych czytelników książek. Wojtek słuchał czytanych przeze mnie książek z wypiekami na twarzy. Od 4 roku życia czytałam z nim książki dla dzieci z treścią i akcją np: Mio mój Mio, Chłopcy z placu broni, Lassie wróć, Przygody Tomka Sawyera itp… Nie powtórzyłam tego z o dwa lata młodszym bratem Maćkiem. Wojtek gdy tylko nauczył się czytać, wszystkie książki słuchane chciał przeczytać samodzielnie. Poczuł smak życia życiem bohaterów. Maciek miał opory, nudził się, jeżeli czytał to tylko komiks ulubiony Tytus, Romek i Atomek . Gdy miał ok 10 lat postanowiłam, że zachęcę go zapłatą. Umawialiśmy się że za każdą przeczytaną stronę otrzyma np. 20 gr To było śmieszne gdy mówił – przeczytałem za 2,40 czy 8,60. Trwało to jakiś czas, podsuwałam mu ciekawe książki ( np Alfreda Szklarskiego itd ….)płaciłam za pracę czytania i rozmawialiśmy o bohaterach. Odmówił czytania gdy dostał zadanie przeczytania Przeminęło z wiatrem – po jednym tomie powiedział, że będzie teraz czytał to co lubi i nie chce już zarabiać w ten sposób. To były lata 90te w Polsce. Pomysł był to jakiś, pomógł zrozumieć jak to jest super mieć życie drugie, trzecie i piąte poprzez losy bohaterów. Pozdrawiam mile

    1. Post
      Author

      O, dobrze słyszeć, że taka zewnętrzna motywacja może przemienić się w motywację wewnętrzną. I dziękuję za podpowiedź, już wiem, co będziemy czytać razem w te wakacje! Serdeczne pozdrowienia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *