Za modą, za zdrowiem – post dr Dąbrowskiej

admin Styl życia 8 Comments

Już chyba nie uświadczysz przestrzeni w internecie wolnej od diety dr Dąbrowskiej. I choć nie lubię ulegać modom, ta akurat mnie uwiodła. W tej diecie, czy też poście, chodzi przede wszystkim o zdrowie, a chudnięcie jest skutkiem ubocznym, niekoniecznie pożądanym przez stosujących ją. Mnie też nie chodzi o zgubienie kilogramów, a właściwie, pierwszy raz w życiu, boję się, że będę za chuda (zawsze marzyłam, by musieć przytyć, więc chyba po poście to marzenie się spełni). Oprócz korzyści dla zdrowia jest to, jak dla mnie, niezłe ćwiczenie silnej woli.

Post polega na jedzeniu wyłącznie niektórych warzyw, najlepiej surowych, oraz jabłek, grapefruitów i cytryn. Dokładny wykaz dozwolonych roślin oraz zasady postu znajdziecie tutaj. W skrócie chodzi o to, by dostarczać organizmowi niewystarczającej ilości kalorii (400-800 kcal dziennie), aby sam rozpoczął trawienie endogenne, czyli zużywał zgromadzone zapasy i tkanki. W pierwszej kolejności pozbywa się komórek uszkodzonych, zwyrodniałych, a zatem można to nazwać dobrą profilaktyką antynowotworową. Ponadto w czasie postu można wyleczyć wiele schorzeń, ich lista znajduje się w linku powyżej. W czasie diety możliwe są kryzysy ozdrowieńcze, które należy przebrnąć, bo to znak, że organizm działa i zwalcza chorobę. Pierwsze dni mogą być też dość trudne, jeśli organizm jest mocno zanieczyszczony niezdrową żywnością i chemią.

Jednak nie jest to dieta – cud, która ma przywrócić idealną sylwetkę; na pierwszym miejscu jest właśnie wymiar zdrowotny, oczyszczenie ze złogów i zwyrodnień. Ale żeby do tego doszło trzeba wprowadzić organizm w stan odżywiania wewnętrznego (endogennego), trwa to około 3 dni. Później organizm zaczyna się oczyszczać i jeśli zjemy coś niedozwolonego, czyli łatwoprzyswajalne  tłuszcze, węglowodany, lub białka, odżywianie wewnętrzne może ustać. Dlatego tak ważne jest przestrzeganie wytycznych postu i trzymanie się listy dozwolonych warzyw i owoców. Pokusa, by mimo „grzeszków” ciągnąć post dalej może doprowadzić do  poważnych konsekwencji, bo jeśli osoba będzie pościć, a organizm przestawi się na odżywianie zewnętrzne, to będziemy mieć do czynienia z głodzeniem organizmu, a post proponowany przez dr Dąbrowską nim nie jest (Choć jak zapewnia dr Dąbrowska Jeżeli zdarzy się to sporadycznie, to nic nie przeszkadza, aby uzyskać korzystny efekt kuracji*). Jeśli jednak odżywianie wewnętrzne zostanie wyłączone, to mimo , że osoba nadal będzie chudła, może to przypłacić anemią, osłabieniem, wypadaniem włosów, niszczeniem mięśni, czyli zamiast lepiej, będzie gorzej. Dlatego jeśli myślicie o podjęciu tego postu zapoznajcie się z materiałami źródłowymi, czyli np. książką Ciało i ducha ratować żywieniem dr Dąbrowskiej. Na różnych forach wypisywane są informacje, niektóre z czapy i opierając się na nich można sobie zaszkodzić (piszą, że np. dozwolone są pomarańcze, kiwi i inne owoce).

Sama postanowiłam pościć przez 4 tygodnie, 6 to maksymalny wymiar, tego się nie podejmuję, nie mam raczej żadnej przewlekłej choroby, a nie chciałabym aż tak dużo schudnąć.

Minął już drugi tydzień postu. Schudłam dotychczas 3 kg, głodna nie jestem, ale zastrzyku energii też nie odczuwam. Osoby z nadwagą w takim samym czasie chudną około 5 kg, post działa w ten sposób,  że osoby tęższe gubią więcej kilogramów.

Nie będę przytaczać całego sprawozdania, ale zamieszczam krótkie refleksje.

Najlepszy przepis:

Bulion z warzyw (korzeń pietruszki, seler, marchewka, por, cebula, czosnek + listek laurowy i ziele angielskie gotujemy przez 15 minut. Warzywa odcedzamy z wywaru i blednujemy (oczywiście bez listka i ziela angielskiego). W wywarze gotujemy – w zależności od ochoty – buraki, albo dynię, szpinak, lub brokuły, albo kapustę kiszoną,  dodajemy zblendowane wcześniej warzywa. Można wszystko zblendować, lub pozostawić kawałki warzyw. Sól i pieprz wystarczy, ale można doprawić carry, czy czosnkiem, według upodobań. To jest mega smaczna zupa i takie będę gotować dla całej rodziny.

Przepis pochodzi z tego forum, sporo smakołyków. Dużo inspiracji można znaleźć w necie, nawet pizzę z kalafiora. Tu jeszcze pyszne postne dania.

Pierwszy dzień i gafa – z rana zjadłam pomarańczę, już,  już miałam przełożyć plan na następny dzień (miałam straszną ochotę na jakieś ciasteczko, lub makowiec, który został po świętach) jednak nie poległam. Głód specjalnie mi nie doskwierał, bolała mnie trochę głowa – tak samo dzieje się ze mną, gdy nie wypiję rano kawy, a przecież jej nie piłam. Wieczorem basen – nie chce mi się pływać, na kraula prawie mnie nie stać, więc relaksuję się żabką. Zimno mi.

 2 dzień
Wyglądam jak zombi. Sińce pod oczami, trochę głodna, jem warzywa i jabłko, myślę o połknięciu czegoś „nielegalnego”. Choć czuję się bez sił, ćwiczę Killera Chodakowskiej (tak jak przed dietą**) i o dziwo znajduję dość energii. Ale chyba pierwszy raz w życiu w czasie ćwiczeń zaczynam czuć głód i myślę o jedzeniu.
Po usłyszeniu słów „jestem z ciebie dumna” idę do upieczonych buraków, kroję w plastry, posypuję solą i pożeram.
3 dzień
Jestem spowolniona, ale wyluzowana. Koleżanka mówi „obudź się”, choć dla mnie to stan dość kontrastujący z ostatnimi miesiącami. Czuję więcej wewnętrznego spokoju, aczkolwiek przetestowana przez dzieci przyznaję: jeszcze nie wystarczająco dużo.
Na stole króluje zupa z pora, selera pietruszki, marchewki, brokuła i kalafiora – zblendowane z carry, pyszna, zrobiłam pół garnka i zjadłam pół garnka.
4 dzień
Kawa cappuccino, kawa latte, gorąca czekolada syczą na zmianę wlewając się do kubków klientów na naszej stacji. Pachnie pięknie, a ja wiem, że po diecie nie porzucę mojego ukochanego napoju. Bardzo lubię kawę (no chyba, żeby się i to zmieniło; szczerze wątpię;).
6 dzień
Odkrycie tej diety: jaki pyszny jest seler. Choć wygląda niewdzięcznie, parchaty, bez koloru, to utarty z jabłkiem i polany sokiem z cytryny smakuje niebiańsko. Chodakówka poćwiczona. Nie tryskam energią, ale nogami przebieram.
7 dzień
Lubię zajmować się jedzeniem bardziej, niż przed dietą. Gotuję dla rodziny z przyjemnością, problem w tym, że nie mogę próbować („O, w tym domu już nie używa się soli”). Poza tym ucieranie i krojenie warzyw zajmuje też trochę czasu. Zatem dieta sprawia, że siedzę dużo więcej w kuchni, niż zazwyczaj.
8 dzień
Głodu nie ma. Pakuje sobie do pracy wielką śniadaniówkę z grapefruitem, surówką (dziś seler naciowy, pomidor, jabłko) i świeżą papryką, ale mam dużo do zrobienia i nie mam czasu zjeść. W krótkiej przerwie połykam sałatkę, bardziej dlatego, że jestem łasuchem, niż że jestem głodna. Dopiero po pracy zjadam grapefruita. Mam ochotę na pyszności, myślę o świeżych croissantach, które pieczemy w pracy. Uśmiecham się do nich, ale nie skubię ;).
9 dzień
W pracy nie byłam głodna, dla przyzwoitości zjadłam grapefruita i zaczęłam skubać sałatkę z selera naciowego, papryki, pomidora  i ogórka kiszonego. Zaraz po przyjściu do domu poćwiczyłam Killera i doszłam do wniosku, że następnym razem wezmę coś mniej intensywnego, np. Skalpel, bo zwyczajnie brakowało mi sił. Krzątałam się przy kuchni robiąc obiad dla rodzinki. Ugotowałam im nawet zupę na jutro, a to już do mnie naprawdę niepodobne. Odnoszę wrażenie, że robię rzeczy dokładniej, jestem bardziej w nie zaangażowana. Nie czuję się zmęczona, ani głodna, czuję się aktywna, choć zastanawiam się, że może robię wszystko powoli, dlatego cały dzień jestem na nogach. Na kolację pyszna zupa z burakami i czas do snu. Refleksja na dziś: Kocham warzywa 🙂
Ha ha, zobaczymy co będę mówiła za kilka dni
11 dzień
Przeciążenie, zmęczenie, osłabienie. Czuję, że potrzebuję wypoczynku, a to nie jest łatwe przy trójce dzieci, pracy i domu. Dziś to detoks emocjonalny: wychodzą ze mnie zazdrości złości, narzekania, gniewy.
12 dzień
Dziś cud miód, długa wycieczka, słońce, radość. Wszyscy porozbierani, a ja w bluzie i kurtce, bo wciąż mi zimno.  To był dobry dzień. Pogodny. Rozumiem więcej, ale nie łatwo to stosować.
15 dzień
Dziś wodziło mnie na pokuszenie. Tyle smaków dookoła, rodzince robiłam tajskie pad thai, ponoć wyszło wyśmienicie, a ja się musiałam obejść zapachem (bo nawet nie oblizuję łyżek). Na pocieszenie pojechałam po dynie i ugotowałam krem. Dobre, nawet bardzo. Lubię warzywa i owoce, ale zakazane zawsze ciągnie najmocniej.
17 dzień
Chyba wreszcie mam przypływ energii, choć już sądziłam, że to zjawisko mnie ominie. Wciąż kocham warzywa. A grejfrut jaki jest pyszny!  Dr Dąbrowska  mówi o zmianie podejścia do pożywienia po tym poście, to na pewno świetny moment by zmienić przyzwyczajenia żywieniowe. My od dawna jemy tylko razowo, kaszowo, warzywnie, choć z pewnością nie w takiej ilości i nad tym popracuję. Ale nie zamierzam zrezygnować z wszystkich przyjemności świata, choć postaram się wychodzić z postu jak należy (a należy robić to co najmniej tak długo, jak długo było się na diecie; wskazówki znajdziecie w linkach powyżej).
Post ma sens. Dr Dąbrowska mówi o jego wymiarze duchowym
 * za E. Dąbrowska Ciało i ducha ratować żywieniem
**intensywne ćwiczenia to błąd, organizm nie ma energii i spala mięśnie, a przecież nie po to się ćwiczy, by ich ubywało

***

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

***

Comments 8

    1. Post
      Author
    1. Post
      Author

      Nawet jeśli nie wytrwasz zakładanych 6 tygodni, czy ile tam byś postanowiła, to nawet kilka dni postu będzie prezentem dla ciała.

  1. Ta dieta jest o tyle głupia, że warzywa i owoce mają mnóstwo węglowodanów, więc po zakończeniu diety organizm momentalnie zaczyna puchnąć, jeśli ma do tego tendencję. Ot kolejna moda, a wystarczy zrezygnować z chipsów, pizzy i słodyczy. No i więcej się ruszać. 🙂

    1. Post
      Author

      Nie, dieta nie jest głupia. Owoce i warzywa, które można na niej jeść są niskowęglowodanowe i mają niski wskaźnik glikemiczny (nie je się ziemniaków, fasoli, soczewicy itd. za to można pietruszkę seler, brokuły, rzodkiew itp, a z owoców jedynie jabłka, grapefruity – w ograniczonej ilości oraz cytryny). Poza tym to dieta – post, która przede wszystkim ma służyć poprawie zdrowia, bo oczyszcza organizm.

    1. Post
      Author

      Kurcze, to są pyszne rzeczy. Zawsze były dostępne, ale jakoś nie ciągnęło mnie aż tak do warzyw. Jedząc czwarty tydzień same jarzyny i nieliczne owoce chętnie zjadłabym coś treściwszego i niedługo to zrobię, ale WARZYW nie porzucę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *