Za co lubimy Norwegię

admin Emigracja, Norwegia, Pozytywnie 6 Comments

 

DSCN0721

Norwegia da się lubić. Zanim tu przyjechałam myślałam przede wszystkim o depresji związanej z nocą polarną. Dziś w ogóle o tym nie myślę (bo też mnie nie dotyczy – mieszkamy na południu kraju). Pierwszym skojarzeniem obecnie jest kontakt z naturą, przed którym na próżno uciekać. Wszędzie skały, wodospady, fiordy i lasy. Dzikie i mniej dzikie zwierzęta.

DSCN7965 DSCN7977

Natura wpływa pozytywnie na człowieka. By zamieszkać w dużym mieście, trzeba udać się do Oslo (blisko milion mieszkańców), które jako jedyne spełnia wszelkie kryteria, by w oczach przyjezdnych za takie uchodzić. Tam też jest duża przestępczość, wielu narkomanów. Bergen, drugie co do wielkości miasto w Norwegii, ma ok. 240 tys. mieszkańców. Poza stolicą życie płynie wolniej i bezpieczniej, a im dalej od większych aglomeracji, tym spokojniej. I pewnie jest to jeden z powodów, dla których Norwedzy zwykle nie bywają nerwowi. Nie raz widziałam sytuacje na drodze, w której jeden kierowca ewidentnie zawalił, wystawiając na próbę umiejętności drugiego. W Polsce absolutnym minimum w takiej sytuacji byłoby trąbienie. Niemal pewną reakcją – wyklinanie gapy, w skrajnych przypadkach (i sprzyjających okolicznościach) szarpanina. A w Norwegii? Hmmm, zdawałoby się, że tu nie montują klaksonów w samochodach, bo bardzo rzadko da się je słyszeć (przynajmniej na południu kraju). Zamiast przekleństw na ustach kierowcy pojawić się może uśmiech. I wolę taką reakcję.

Kolejna niespodzianka to brak biurokracji. Gdy przyszła na świat nasza córka zdziwiłam się wyciągając ze skrzynki pocztowej kopertę, a w niej akt urodzenia. Żaden list polecony, zwykły list. Kolejne zdziwienie przyszło, gdy przez Konsulat w Oslo załatwialiśmy polski akt urodzenia. Abstrahując od kosztów takiej usługi, dostawałam chyba ze trzy przesyłki polecone z informacją, że moje dane zostały gdzieś wpisane, kolejna, że dane mojego męża zostały gdzieś wpisane…  nie pamiętam dokładnie czego dotyczyły te urzędowe noty. I zupełnie nie wiem, w jakim celu były do mnie wysłane. Znaczy wiem tak w ogólnym zarysie – żeby olbrzymi sztab urzędników w Polsce miał co robić.

Podobnie w przypadku kredytu w Norwegii wystarczy krótka rozmowa z pracownikiem banku, przedstawienie kilku dokumentów – i już za chwilę (w przeciągu kilku dni) jest decyzja. A gdy znajomy pracujący w Norwegii brał kredyt w Polsce, jego norweski pracodawca w pewnym momencie stał się bardzo podejrzliwy, zastanawiając się, czy aby kredyt nie jest brany na niego. Dlaczego się wystraszył? Ponieważ jako pracodawca musiał wypełniać dużo więcej dokumentów zaświadczających dochody i zatrudnienie pracownika, niż miałby do wypełnienia biorąc kredyt w norweskim banku jako klient.

Dodatkowo Norwegia jest przyjazna dzieciom. Zdecydowana większość stacji benzynowych ma przewijaki w łazienkach. W urzędach, bankach, w przychodniach i sklepach są kąciki zabaw dla maluchów, a dziś natknęłam się na stoliczek z poczęstunkiem.

stolik dla dzieci w sklepie spożywczym stolik do zabawy

Gdy przyjechałam do Polskiego Konsulatu w Oslo po dwóch latach pobytu za granicą oburzyło mnie, że dziecko musiałam przewijać w holu na podłodze. W Konsulacie nie było nawet toalety dla petentów. Wystarczył tak krótki okres, żebym uznała za normę to, co w Polsce normą jeszcze nie jest (nie było przynajmniej, kiedy wyjeżdżałam z kraju).

Mimo, że w Norwegii poziom zarobków i cen jest wyższy niż w Polsce, słoiczki z jedzeniem dla dzieci kosztują niemal tyle samo w obu krajach, a pieluchy bywają nawet tańsze w Skandynawii. Państwo wypłaca (bez względu na zamożność) stałą kwotę na każde dziecko do 18 roku życia w rodzinie i dofinansowuje pobyt w przedszkolu. Taka polityka przynosi efekty, rodziny wielodzietne można spotkać na każdym kroku.

ryba

Za co jeszcze lubię Norwegię? Za wodę, którą bez obaw można pić z kranu i za czyste powietrze. Za pyszne ryby łowione przez mojego męża. Za długie, letnie dni, kiedy człowiek o jedenastej wieczorem zabiera się za mycie okien i ze zdziwieniem spostrzega, że dawno powinien spać. Za uprzejmość, która dominuje na ulicach większości miast i miasteczek i uśmiech – mimo niepogody. I za możliwość patrzenia na 80-letnie osoby, które ubrane w dres drepczą jogging. I jeszcze za to, że to kraj, w którym uczciwa praca jest ceniona i wystarczająca, by żyć bez stresu.

 

Nie ma ideałów… Przeczytaj też: http://trzyimy.pl/ciemna-strona-norwegii/

***

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

***

Comments 6

  1. Po raz kolejny podglądam Wasze artykuły. Bardzo się ciesze że trafiłem na mądre i przemyślane artykuły. Jestem emigrantem po raz kolejny wyjeżdżając- już na stałe z Polski do Skandynawii. Marek

    1. Post
      Author

      Dziękujemy. Wyjazd na stałe? Mocna decyzja. Ale może tak lepiej, niż ciągle tam i z powrotem, to dość męczące. Pozdrawiamy i powodzenia.

  2. Bardzo dobrze czyta się o tej Norwegii….
    Mąż od roku jeździ do Tranby, ja z dwójką dzieci (w tym jedno ośmiomiesięczne!) tu w Bydgoszczy..
    Wiem, że nie chce dalej tak żyć. Nigdy nie chciałam żyć poza ojczyzną, ale tak jak pisałaś w jedności siła, zaczynam coraz intensywniej myśleć o wyjeździe tam. Pierwszy raz jestem u ciebie na stronie, szukałam informacji o tym kraju. Jak tam się żyje?
    Co z językiem? Pracując na stacji znałaś choć trochę norweski?Nie wiem co robić, ale wiem jedno, że na dłuższą metę nie przetrwamy, mąż niby przyjeżdża co miesiąc, ale co to za życie na skypie….

    Pozdrawiam

    1. Post
      Author

      Żyje się dobrze. I zdecydowanie minusy życia poza Polską rekompensuje bycie razem z mężem, tak sądzę. Dzieci potrzebują taty i mamy, to chyba najważniejsze. Wiele zależy, jaką jestes osobą. Czy lubisz zmiany, czy jesteś otwarta (to ułatwi Ci znależć nowe znajomości). Pracując na stacji znałam już norweski, jestem tam sprzedawcą, a prawie wszyscy klienci to Norwedzy. Ale kiedy języka nie znałam (tylko angielski) pracowałam w kuchni, jako pomocnik kucharza. Szczerze polecam taki wyjazd, bo jeśli nie ma perspektyw na powrót męża, bycie w Norwegii jest całkiem pozytywną opcją. Norwegia jest w wielu aspektach bardzo pozytywnym krajem, w którym ceni się pracę człowieka. Dużo by pisać, są oczywiście i minusy, ale w ogólnym rozrachunku myślę że warto. Pozdrawiam i życzę powodzenia 🙂

  3. Fajnie, ze zauwazacie tez te pozytywne aspekty, a nie tylko skupiacie sie na egatyenych stronach Norwegii tak jak to robi większosc naszych rodakow 🙂 Fajnie sie czyta Wasze posty, pozdrawiam serdecznie Ps Ja rowniez pochodze z Krakowa, a w NO od pięciu lat 🙂

    1. Post
      Author

      Dużo jest jasnych stron Norwegii, ale z pewnością łatwiej je dostrzec gdy świeci słońce, czyli niebawem powinno być jeszcze łatwiej. Co tu dużo gadać, dobrze się tu żyje, bo gdyby tak nie było, przecież nie karalibyśmy siebie samych mieszkaniem w Norwegii. Mimo wszystko uważam jednak, że Kraków jest najlepszy 😛 Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *