Z norweskiej szkoły do polskiej

Katarzyna Norwegia 6 Comments

Norweska szkoła to interesujące zjawisko, zwłaszcza dla kogoś, kto zna głównie polski system nauczania. O jej plusach i minusach pisałam wielokrotnie, bo ta kwestia dotyczy bezpośrednio moich dzieci. Mniej piszę o polskiej szkole, bo informacje mam albo przestarzałe (pochodzą z zamierzchłych czasów, kiedy sama byłam uczennicą, choć nie tak znów wiele się zmieniło), a nieco świeższe nie docierają tutaj za często.

Co jest lepsze dla dziecka: szkolna dyscyplina rodem z polskiej szkoły, czy może luz jak w Norwegii? Z jednej strony posłuszeństwo i twardy podział na belfrów i uczniów, z drugiej swoboda, która daje poczucie komfortu w szkole. Dziś o tej sprawie znów subiektywnie – a jakże, od tego przecież jest blog – opowie ktoś, kto zna ją z każdej strony: Ines, która jako 12 latka przyjechała do norweskiej szkoły, a wróciła do szkoły polskiej w 2 klasie liceum.

„Najpierw trafiłam do klasy językowej. Było tam dwóch braci z Kambodży, chłopiec z Niemiec i dwie Polki – młodsza ode mnie dziewczyna i ja. Nawet mi się podobało, że prócz uczenia się słówek  nie miałam nic więcej na głowie związanego ze szkołą. Był luz, ale okropnie drażniło mnie to, że nie potrafię się dogadać. Były sytuacje, w których chęć odezwania się była tak silna, że aż wprowadzała mnie w złość, bo pozostawało mi  milczenie i niezręczny uśmiech. Czułam się jakbym była uwięziona w
ciele niemowlęcia. W Norwegii praktycznie każdy może pochwalić się świetną znajomością angielksiego, niestety ja na tamten moment nie mogłam, ponieważ w polskiej szkole miałam tylko język niemiecki.

Kiedy chodziłam do klasy językowej to nie było między nami szczególnych różnic  – wszyscy uczyliśmy się  głównie języka i nie było możliwości, by się wykazać. Natomiast rok później kiedy poszłam już do ”gimnazjum” czyli 8 klasy, byłam całkiem dobra z matematyki, przychodziła mi dosyć łatwo w porównaniu do innych mimo, że była w języku norweskim. Ogólnie w klasie 8 sporo się zmieniło. Często zdarzało się, że pisałam sprawdziany lepiej od Norwegów. Norwedzy natomiast byli lepsi w dyktandach no i oczywiście w angielskim. W liceum było jeszcze lepiej. Wiele przedmiotów szło mi bardzo dobrze. Egzaminy pisemne z j. norweskiego szły mi świetnia i nawet je lubiłam. Zdarzało się i to nie rzadko, że robiłam mniej błędów ortograficznych i stylistycznych od samych Norwegów.
Relacje w szkole norweskiej są nieco inne niż w polskiej. Może relacje między uczniami nie różnią się aż tak bardzo, w końcu młodzież to młodzież, ale na pewno są różnice w relacjach uczeń-nauczyciel. Jeżeli chodzi o tę relację to jest ona luźniejsza niż w Polsce. Uczniowie zwracają się na ”TY” do nauczyciela. Wiem, że w Norwegii nie mówi się nikomu Pan, Pani ale mimo to było to trochę dziwne z początku. To jest napewno jeden z powodów przez który relacja staje się luźniejsza. Lekcje też odbywają się w bezstresowej atmosferze. Nie ma tego strachu, który zazwyczaj towarzyszy w polskiej szkole przed lekcją. Nauczyciele są bardziej wyrozumiali, co jest dużym plusem. Najlepsze jest to, że mimo, iż nie ma stresu, ani zwrotów grzeczniościowych Pan/Pani uczniowie nie zapominają gdzie są i że należy okazać szacunek i życzliwość osobie starszej.
Co do norweskiej młodzieży to nie mam zbyt dobrego zdania. Nie mówię tutaj o wszystkich, ale niestety chyba o większości. Młodzi Norwedzy są bardzo zagubieni. Myślę, że ma na to wpływ fakt, że większość rodziców jest po rozwodzie i mają nowe rodziny, a dzieci mieszkają ” na walizakch” tydzień tu, tydzień tu. Żaden z rodziców nie poświęca im wystarczającej uwagi. Nawet kiedy nie pracują i mają czas wolny wolą wycieczki w ciepłe kraje, a dzieciom rekompensują wszystko pieniędzmi. Przez to są rozpieszczeni i uważają, że ”wszystki mi wolno”. Nie znają różnych wartości, totalna samowolka.  Młodzież jest bardziej zdana sama na siebie, nie mając pojęcia o wielu rzeczach, bo nikt im nigdy ich nie wytłumaczył i tu właśnie  widać jacy są zagubieni. Nauki dużo nie mają, a obowiązków w domu to już prawie w ogóle, przez co się nudzą. No i właśnie efektem tej nudy i chęci zwrócenia na siebie uwagi są narkotyki i inne używki, ale najgorsze jest chyba to, że tak wielu z nich ma problemy z psychiką. Nie radzą sobie z najmniejszym problemem. Wielu z nich chodzi do psychologów, głównie chyba po to, aby móc z kimś porozmawiać i czuć, że ktoś ich w ogóle słucha i poświęca swój czas. Oczywiście używki, problemy i tego typu sprawy występują w każdym kraju, zwłaszcza u młodych osób, ale uważam, że w Norwegii znacznie częściej i bardziej otwarcie. Co do przyjaźni to owszem, znalazłam i takie osoby, z którymi byłam dosyć blisko, które były naprawde w porządku i z niektórymi z nich nadal mam kontakt.
Do Polski wróciłam po troszkę więcej niż 5-ciu latach. Przestawić się nie było ciężko. Zawsze wolałam mieszkać w Polsce i może dlatego, że chęć była tak wielka, nie zwracałam uwagi na trudności. Byłam za bardzo podekscytowana tym wszystkim. Jedynie co to nauczyciele, tzn większość z nich była o wiele surowsza i dużo więcej wymagała. Jeżeli mowa o zaległościach to były i to OGROMNE! Zwłaszcza w języku polskim i matematyce, ale także i chemia, fizyka, biologia itp. Nie miałam niektórych przedmiotów w Norwegii, a jeśli nawet to nie na takim poziomie jak w Polsce. Gdy trafiłam do drugiej klasy, to nie dość, że musiałam uczyć się na bieżąco, czyli cały materiał, który był przerabiany, uczyć się do matury czyli WSZYSTKO co mnie ominęło przez te ponad pięć lat to jeszcze musiałam zaliczać pierwszą klasę. A dokładniej przedmioty, których nie miałam w Norwegii, albo różniły się one zbyt bardzo od polskich. Była to chemia, fizyka, biologia, informatyka, wok (wiedza o kulturze), po (przysposobienie obronne) i pp( podstawy przedsiębiorczości). Musiałam poświęcać noce na naukę. Na lekcjach polskiego w klasie drugiej byłam bardzo do tyłu. Poziom matematyki też był wyższy i tempo szybsze. Jedynie z angielskim szło mi dobrze, wybrałam rozszerzenie i to dzięki pobytowi w Norwegii. Można powiedzieć, że w trzy miesiące zrobiłam dwa lata liceum. Nie życzę nikomu takiego tempa, stresu i nerwów. No ale była to moja decyzja, więc robiłam co mogłam, starałam się ze wszystkich sił, żeby podołać wyzwaniu. Bardzo dużo się uczyłam, ale opłacało się, bo wyniki z matury są dla mnie trochę nagrodą. Problemów w relacjach nie miałam raczej żadnych. Od zawsze miałam przyjaciół w Polsce i przez cały pobyt w Norwegii utrzymywałam z nimi kontakt i naprawde nic się nie zmieniło. Z nauczycielami też szybko potrafiłam się dogadać.

Główną i dosyć dużą różnicą, którą zauważyłam między młodzieżą w Polsce, a Norwegii jest to, że polska młodzież jest bardziej zaradna. Nie mówię, że Norwedzy nie są zaradni, czy nie potrafią o siebie zadbać, ale na pewno mniej niż Polacy. W Polsce młodzież ma o wiele więcej obowiązków, których jest uczona już od dziecka. Np. pomoc rodzicom w sprzątaniu, nauka do sprawdzianów i odrabianie zadań domowych, bo już w podstawówce dostaje się oceny, itp. I to w późniejszych latach wychodzi im na dobre, ponieważ są lepiej zorganizowani, są w stanie o wiele więcej zrobić i lepiej o siebie zadbać. Na pewno też polska młodzież jest mniej rozpieszczona. W Polsce często trzeba sobie zapracować  np. dobrą oceną, czy dobrym uczynkiem w domu na jakieś większe prezenty od rodziców, droższe gadżety czy też wycieczki, albo dostaje się to ze względu na okazje typu urodziny, święta. Dlatego, że muszą często na to sami zapracować, potrafią o wiele więcej to docenić niż Norwedzy.
Norweskiej młodzieży się po prostu należy i już…
Na pewno w Polsce jest mniej młodzieży z problemami, które wymagają wizyt u psychologa. W Norwegii spora liczba młodych ludzi uczęszcza do psychologa z problemem typu ” Moje życie nie ma sensu”.
Według mnie Norwedzy są niestety  bardziej rozpieszczeni, mniej zorganizowani, są bardziej negatywni i każdy problem uważają za wielki problem. Ale są też o wiele bardziej tolerancyjni niż polska młodzież. Nie wyśmiewają aż tak rówieśników innego pochodzenia, czy też innej orientacji.
Mimo, że w polskiej szkole było o wiele więcej nauki, obowiązków i stresy to myślę, że wolałam ją bardziej, jak nie o wiele bardziej. System nauczania jest zupełnie inny. W Norwegii jest większy nacisk na naukę praktyczną typu szycie, gotowanie, i inne zajęcia, a w Polsce jest większy nacisk na wiedzę teorytyczną, a rzeczy parktycznych zazwyczaj uczy się w domu lub na praktykach. Polski system nauczania jest na pewno bardziej wymagający, bo dotyczy  w większej mierze teorii, a jest tego naprawde dużo i czasem ciężko jest wszystko pochłonąć, nie wspominając już o tym, że sporo z tej wiedzy jest zupełnie niepotrzebna. Zarówno w Norwegii jak i w Polsce systemy nauczania nie są i nigdy nie będą doskonałe według uczniów, ale patrząc teraz z dystansu, okiem starszej dziewczyny, która już tę szkołę ukończyła uważam, że jednak uczniowie w Polsce mają lepszą wiedzą ogólną niż Norwedzy. Potrafią wypowiedzieć się na różne tematy, o których młodzeż norweska nie ma zielonego pojęcia. Dlatego uważam, że jednak system polski jest lepszy, a poziom wiedzy u polskich uczniów jest wyższy.

Obecnie mieszkam w Szczecinie i studiuję skandynawistykę, a konkretniej filologię norweską. W przyszłości planuję pracować jako tłumacz przysięgły. Tempo na uczelni jest  szybkie, ale jak narazie idzie mi dobrze, także jestem zadowolona. Noo.. może obecnie trochę mniej, bo zaczęła się sejsa, czyli sporo egzaminów i zaliczeń, ale po niej zasłużony miesięczny odpoczynek, którego nie mogę się już doczekać”.

Powodzenia na sesji Ines i tego samego dla wszystkich, których czeka „szkolna przeprowadzka”.

***

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

***

Comments 6

  1. Zycze powodzenia Ines.Mam tez corke z ktora przyjechalysmy do meza 2,5 roku wczesniej. Miala wtedy 10 lat . I podzielam twoje zdanie. Dzielna jestes dziewczyna. Pozdrawiam i zycze powodzenia.

  2. Do polszy przyjechać z NO i to z własnej woli? Nie wierze. Przecież trzeba przeżyć czas russ jak sie jest w norwegii. Poza tym norwescy nastolatkowe często przerywają szkole w wieku 16 lat i idą do pracy i kto tu jest niesamodzielny?

    1. Przerywają szkołę ponieważ nie chce im się uczyć.. Mam znajomych w Norwegii, którzy przerwali szkołe w liceum i od tamtej pory ani stałej, dobrej pracy ani szkoły. Co taka osoba ma na swoim koncie ? na pewno nic co zapewni jej lepszą przyszłość. A co do russ to raczej nie każdy musi to przeżyć. Ja np. nie widzę jakiejś wielkiej frajdy robieniu ludziom żartów, piciu alkoholu bez umiaru i bieganie w śmiesznych spodniach, a w Polsce można robić praktycznie to samo bo kto po maturze nie biega pijany? nie chodzi na imprezy ? nie ma swojej paczki znajomych, z ktorymi robi głupoty ? Nie ma wielkiej różnicy oprócz tego, że w Norwegii charakteryzują się strojem przez co ludzię bardziej zwaracają na nich uwagę.

    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *