Z dziadka na ojca, z ojca na syna

Katarzyna Podróże z dziećmi, Styl życia 1 Comment

Spełniło się moje marzenie, żeby zabierać swojego syna na ryby, żeby uczyć go tego, co dobrego uczył mnie mój tata. Choć nie zawsze chciało mi się z nim jeździć na ryby, bo zrywał mnie z łóżka często w środku nocy, to na takie wyjazdy, pod namiot, czekałem z niecierpliwością. Tak samo było z Mateuszem, który przez ostatnie trzy dni przed wyjazdem pytał w kółko „Czy już jedziemy?„.

ryby8ryby2 ryby4

Na początku mieliśmy problemy z silnikiem, dlatego nie popłynęliśmy w zaplanowane miejsce, tylko trochę bliżej. Ale warto było, mimo, że ryb nie było wiele, to i tak było super. Jureczek z Mateuszem zrobili sobie kąpiel w wodzie, która miała tego dnia 21 st C (tutaj, w morzu Północnym, w Norwegii). Ja nie chciałem kłaść się spać cały słony. Ta temperatura dała nam do zrozumienia, że ambicje na wielkie połowy musimy schować na inną okazję.

Biwakowy super klimat: kiełbaska, ognisko, kleszcze i komary. No i my – harcerze. Oraz zuch Mateusz, który siedział z nami do późna.

ryby3ryby7ryby6g

Nastawialiśmy się na zimną noc, a okazała się wręcz gorąca. Najgorsze przeżycie to spanie z Mateuszem na jednej karimacie, a właściwie to on spał na tej karimacie, ja na ziemi. Cztery razy musiałem nurkować za nim do śpiwora, bo ciągle zsuwał się w dół. Towarzystwo miłe w ciągu dnia, ale w nocy… jeden chrapał, drugi sapał. A ja nie mogłem spać. Dlatego zastawiłem wędki na grunt, na nocne łowienie i czasem szedłem wyciągać jakieś małe rybki.

ryby5

Rano ognisko, kawka, śniadanko i konserwa turystyczna, która obowiązkowo znalazła się w menu (tak Jurek dba o tradycje). Dzień wcześniej zrobił nawet kotlety mielone z warzywami. Dobrze mieć na pokładzie kuka z prawdziwego zdarzenia.

Jurek stając przed trudnym wyborem – łowienie ryb, albo wygłupy z Mateuszem, wybrał drugą opcję. I gdyby tylko ryb było tyle, co pytań Mateusza, to bylibyśmy jak Szymon Piotr po nocnych połowach. Ale było inaczej.

ryby1 ryby-9

Na pocieszenie na wędkę wpadła jedna, całkiem spora rybka, którą Mateusz pomagał wyciągnąć tacie z wody. Za to pobiłem swój rekord sprzed roku i przywiozłem pięciu przyjaciół, zwanych kleszczami. Całe szczęście, że nie chiały się kumplować z Mateuszem i Jurkiem.
Już zaczynamy snuć plany na następny, pogodny weekend, żeby znów ruszyć na łowy. Jestem szczęśliwy, że Mateusz jest zainteresowany takimi wyjazdami i że mu się podobają. Fajnie widzieć coś takiego, co kiedyś sam przeżywałem, a teraz mogę dalej przekazać. Dziwne uczucie… piękne.

Comments 1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *