Wrażenie pierwsza klasa. Norweska szkoła przyjazna dzieciom

Katarzyna Norwegia Leave a Comment

Norweska szkoła przyjazna dzieciom

W pierwszej części – subiektywne odczucia mamy pierwszoklasistki. Poniżej znajdziecie też informacje praktyczne dotyczące norweskiej szkoły.

Początek roku szkolnego i nasze emocje – nie wiem, czyje większe: Kai – tegorocznej pierwszoklasistki, czy rodziców. Nagle dziecko przestaje być takim całkiem dzieckiem. Idzie w świat, z którym my, rodzice, nie mamy już (albo jeszcze) takiej zażyłości.

Nie wiem, jak dokładnie wygląda teraz początek roku pierwszoklasistów w Polsce. Pamiętam za to mój pierwszy dzień w szkole. Pośród wielu uczniów podstawówki czułam się jak mała pchła odziana w biało-granatowy skafander, ograniczający swobodę ruchów (i te zsuwające się podkolanówki!). Pamiętam ciągłe czekanie – żeby wejść na salę gimnastyczną na apel, żeby z niej wyjść, żeby wejść do klasy. Oprócz zainteresowania, czułam też lekkie zagubienie.

A jak wygląda to w Norwegii? (W zasadzie napiszę, jak wyglądało rozpoczęcie w naszej niewielkiej szkole w niewielkiej mieścinie, jakich w Norwegii wiele).
Pierwszoklasiści spotkali się na podwórku przed szkołą chwilę przed rozpoczęciem roku szkolnego przez starszych uczniów. Każdego nowego ucznia osobiście witał dyrektor szkoły. Kilka słów przywitania – żadnych hymnów, patetycznych przemówień,  tylko ciepłe Velkommen. W Norwegii nie są wymagane mundurki, czy jakieś szczególne stroje (być może w szkołach prywatnych). Dzieci przyszły ubrane zwyczajnie, niektóre ciut odświętnie. Jednak żadnych białych bluzek i granatowych spodni, lub spódniczek. Czy to dobrze, czy źle? Nie wiem. Każde z rozwiązań ma plusy i minusy. Jedno co zauważyłam, to fakt, że dzięki „codziennemu” strojowi zmniejsza się stres wywołany nową sytuacją. Norwedzy luźno podchodzą do spraw związanych z wyglądem i często stawiają na wygodę zamiast elegancji. Choć nieszczególnie podobało mi się, gdy na dniach „próbnych” (w maju dzieciaki z zerówki miały przez dwa dni krótkie zajęcia w szkole, czego efektem w większości przypadków była fascynacja szkołą) jeden z chłopców przesiedział zajęcia w klasie z czapką bejsbolówką na głowie i nikt nie zwrócił mu uwagi, żeby ją zdjął. Nie wiem, może jedynie ja byłam trochę zdziwiona tym widokiem i brakiem reakcji? W każdym razie zaczęłam się obawiać, że w tej szkole dzieciakom wszystko wolno i niczego nie muszą. W Norwegii należy do rzadkości, by dzieci/młodsi pierwsi pozdrawiali starszych (córki naszych najbliższych sąsiadów nigdy jeszcze się pierwsze nie przywitały, a mieszkamy tu ponad rok). Dlatego ucieszyło mnie, że dzieci w szkole, podobnie jak miało to miejsce w mojej klasie, witają się z nauczycielką stojąc obok ławki. Z tą różnicą, że robią to w trzech językach – po norwesku, angielsku i po polsku (uważam, że to sympatyczne; na 27 dzieci jest dwoje Polaków). Dodatkowo na niedawnej wywiadówce odetchnęłam z ulgą słysząc dyrektora, który mówił, że w szkole trzymają dyscyplinę i uważają, że dzieciom należy stawiać wymagania i podnosić poprzeczkę, bo dzięki temu mogą się rozwijać. Może to oczywiste, ale obserwując co dzieje się dookoła wydaje mi się, że to nie jest najpopularniejsza z postaw.

Klasa pierwszoklasistów jest przytulna – dużo drewna, z tyłu, za ławkami znajdują się książki, a nawet zabawki. Każda klasa ma osobne wejście i szatnię. Wszystko zdaje się zaprojektowane naprawdę z myślą o dzieciach i ich wygodzie.
Klasa nie ma tradycyjnej tablicy, tylko skomputeryzowany duży ekran, służący zarówno jako rzutnik do oglądania jak i miejsce do pisania. Sporo materiałów edukacyjnych dostępnych jest na internetowej stronie szkoły.  Ale szkoła bardziej niż nowoczesna, jest po prostu przyjazna.

Dzieci nie przeciążają kręgosłupów kilogramami książek. Do domu zabierają tylko te, w których jest zadanie domowe do odrobienia. Reszta czeka w szkole. Jest ich około pięciu. Na tym poziomie nauczania wszystkie są bezpłatne.W Kai szkole dzieci dostały również kredki i ołówki.

Mali uczniowie przez najbliższych kilka lat nie będą dostawać ocen. Norweski system ma zapobiegać nierównościom i widać to również w szkole: żadne dziecko nie powinno czuć się „gorsze”, ani „lepsze”, „zdolniejsze”, czy „mniej zdolne”. Póki co uważam, że oprócz wielu zalet, takie podejście może zabijać w człowieku ambicję.  Ogólnie o norweskim poziomie nauczania mam nie najlepszą opinię, opartą na krótkich doświadczeniach z nauczycielami w szkole językowej, a także na kontaktach z miejscowymi, którym według mnie zbyt często brakuje podstawowych umiejętności wynoszonych ze szkoły (jak tabliczka mnożenia). Te obserwacje są dość powierzchowne i wyrywkowe, przez co subiektywne i z pewnością można się z nimi nie zgodzić. Kto wie, może i ja zmienię zdanie.

Na koniec trochę PRAKTYCZNYCH INFORMACJI:

Dzieci rozpoczynają naukę w roku kalendarzowym, w którym kończą 6 lat. Nowoprzybyli do Norwegii powinni zgłosić dziecko do urzędu gminy, albo do najbliższej szkoły. Dla uczniów nie znających języka norweskiego są specjalne, bezpłatne zajęcia.
Barneskole ma 7 klas. Nie ma ocen, dzieci dostają znaczki (typu dobra robota, lub nie postarałeś się). W starszych klasach wyniki niektórych kartkówek podpisywane są przez rodziców. Dzieci dostają punkty.

Istnieje możliwość zamówienia mleka/owoców, które dziecko dostaje każdego dnia w szkole.

Ungdomskole (gimnazjum) trwa 3 lata.

Nauka w barneskole i ungdomskole (oba te poziomy tworzą grunnskole) trwa razem 10 lat i na tym kończy się obowiązek szkolny. Oczywiście zdecydowana większość uczniów kontynuuje naukę.
Videregående skole (szkoła średnia)- nauka może trwać 3 lata – by zdobyć generell studiekompetanse, uprawniające do kontynuacji nauki w szkole wyższej lub na uniwersytecie; lub 4 lata- to tzw. fagutdanning, czyli kształcenie zawodowe, po którym jest się gotowym do podjęcia pracy.
Jeśli ktoś po szkole zawodowej zmieni zdanie i chce iść na studia, może to zrobić, przedłużając naukę o  tzw. påbyggingsår.

Nauka jest bezpłatna na wszystkich poziomach.
Wakacje trwają od połowy czerwca do połowy sierpnia.
W norweskiej szkole ważniejsza zdaje się wiedza praktyczna, niż teoria. Bardzo rzadko zdarza się powtarzanie klasy przez ucznia i jest to wspólną decyzją nauczycieli z rodzicami.

P.s. Zdjęcie tytułowe pochodzi z miejscowej gazety Vennesla Tidende (www.venneslatidende.no). Na planie głównym Kaja w towarzystwie taty witana przez dyrektora szkoły w czasie pierwszego dnia nauki. Tak sobie myślę, że chcieli sfotografować typową norweską rodzinkę, a tu taka zmyła.

 

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać. Twoja opinia jest dla mnie bardzo cenna.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

Dobrego dnia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *