Wiadro zimnej wody Matko-Polko na twą głowę

Katarzyna Styl życia, Wychowanie 2 Comments

124_1

W ostatnich dniach pojawiło się w sieci kilka wpisów związanych z buntem przeciw postawie Matki-Polki, a raczej przeciw robieniu z siebie ofiary tego modelu. Z wieloma tezami się zgadzam. Jednak ciut z przekory staję w ich obronie. A właściwie kto to taki?

Matka-Polka przyszła na świat w czasach rozbiorów Polski. Gdy mężczyzna walczył o Ojczyznę w powstaniach, kobieta musiała zapewnić byt rodzinie, a także zajęła się patriotycznym wychowaniem dzieci. Było to kluczowe dla przetrwania Polaków. Matka-Polka była kobietą, którą najlepiej opisywały dwa słowa: siła i heroizm. Poświęcała się nie tylko dla dzieci, ale także dla kraju.

Czasy się zmieniły. Teraz  patriotyczne wychowanie odeszło do lamusa, a większość nawet nie dostrzega współczesnego rozbioru Polski. Współczesna Matka-Polka to ta, która poświęca się wyłącznie dla rodziny, wydaje się, że często kosztem własnego zadowolenia.

Sama rosłam ze świadomością, że jestem najważniejsza dla mamy. Ważniejsza od jej pracy, zainteresowań, książek (choć z tym ostatnim bywało różnie;). I było mi z tym bardzo dobrze. Czy tak samo bym się czuła, gdybym zajmowała w jej życiu drugie, czy trzecie miejsce?

Jasne, że fajnie się spełniać zawodowo i realizować pasje. Dobrze jest wyjść z przyjaciółmi i zadbać o własne samopoczucie. Nie ma w tym nic złego, a nawet odwrotnie – myślę, że to dobroczynne. Jednak myślenie, że mając dzieci, można żyć tak jak wcześniej, gdy się ich nie miało, wydaje mi się bardzo naciągane (chyba, że pracują dla nas babcia, albo niania). Gdy jednak jesteśmy samodzielną rodziną, dla mnie jest oczywiste, że odbywa się to na zasadzie „coś kosztem czegoś”. I nie chcę z tym walczyć.

Dzieje się tak nie dlatego, że staram się sprostać czyimś oczekiwaniom. To co inni myślą o mnie nie jest wyznacznikiem i motorem moich działań. Dzieje się to zupełnie naturalnie. Gdybym oczekiwała, że mogę wychowywać dzieci, nie poświęcając im czasu i uwagi, byłabym teraz bardzo sfrustrowana. Pogodziłam się z tym, że moje zainteresowania rozwijam często „po godzinach” – gdy dzieciaki już śpią. I ze spokojem przyjmuję, że nie chodzę na takie imprezy, jak dawniej.

Nie jestem piewcą robienia czegoś wbrew własnej woli. Ale nie uważam też, że odrobina poświęcenia jest szkodliwa. Czasem rezygnacja z mojego „chcę”, „dla mnie”, „należy mi się” dobrze robi. Nie, nie zachęcam do całkowitego zapomnienia o swoich potrzebach. Chodzi mi tylko o to, by nie przesadzić w drugą stronę, żeby miłość własna nie stała się najważniejszym uczuciem w rodzinie, która i tak w ostatnich latach ze wszystkich stron rwana jest na strzępy. Bo jeśli po emancypacji kobiet przychodzi czas na wyzwolenie ich spod jarzma rodziny, to przyznam, że trochę się boję tego nowego wspaniałego świata.

 

Comments 2

  1. Zgadzam sie w 100% z tekstem i chyba naturalnym jest ze w rodzinie to Ci najmniejsi stają sie najważniejsi choćby przez pierwsze kilka lat:)))Warto jest nie zapominać o sobie, ale pod warunkiem, ze nadal mieści to sie w ramach rodzicielskiego rozsądku:)))

    1. Post
      Author

      Też mi się wydaje, że to zgodne z naturą. Ale w tym zwariowanym świecie (może nie tak bardzo dotyczy to Norge) gdzie ludzie pracują do 18.00 nie dlatego, że chcą, tylko muszą, chyba co raz trudniej wszystko ze sobą godzić i stawiać dzieci na pierwszym miejscu. I nie dzieje się tak ze złej woli mam (rodziców).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *