To ja mama: wyznanie szakala

admin Styl życia, Wychowanie

Według teorii NVC (porozumienia bez przemocy) żyrafa i szakal to zwierzaki, które przejmują kontrolę nad naszym zachowaniem.

Szakal reaguje nerwowo, szczerzy kły, zachowuje się agresywnie. Jest nieprzyjemny. Żyrafa jest uosobieniem empatii. Ma wielkie serce. Potrafi wczuć się w sytuację innych. Nie chce ranić, o czym zawsze pamięta.

Prawie każdy chce być jak żyrafa, ale często zachowuje się jak szakal. Bo ten agresywny typ z łatwością przejmuje kontrolę.

Szczerze

Może ty też bywasz szakalem? Często bijesz się w pierś. Żałujesz. Może nawet za każdym razem, gdy dajesz się ponieść negatywnym emocjom. Górę bierze zmęczenie, lub zniecierpliwienie. A dzieje się tak częściej, niż by się chciało.

Masz czasem poczucie, że każdy dzień to walka? Walka o to, by być dobrym rodzicem. Walka z własnymi słabościami. Walka, w której żyrafa niełatwo zdobywa dla siebie miejsce.

Czasem czuję się jak dupa. Bo mi nie wychodzi. Co prawda wieczorem cieszę się, że to był super dzień: byliśmy blisko, było wesoło, przyjaźnie. Już, już chcę wyciągnąć rękę po medal „super mamy”. A tu zdarzy się „coś”, oczywiście nie pierwszy raz tego dnia. Jednak tym razem zamiast spokoju, z którym było mi tak dobrze, pojawia się inna myśl. Coś pęka. I z moich ust dobiega ten dźwięk, którego w gruncie rzeczy tak nie lubię. Podnoszę głos. Jestem niemiła. Ja – mama. Ja – szakal.

Tak, znów nie byłam żyrafą. Znów pokazuję kły. Jest mi przykro. Staram się, każdego dnia się staram. Chcę być dobra dla wszystkich, a przede wszystkim dla moich dzieci. A jednak czuję się czasem tak bardzo słaba. Tak bardzo ludzka. Niepasująca do internetowego looku. Nie jestem idealna i to mnie frustruje. Trudno pozwolić sobie na tyle aktów niebohaterstwa tygodniowo. Naprawdę żałuję, że daję się ponieść emocjom. Naprawdę mam ich cholernie dużo. Tych przekleństw, irytacji, miłości, radości, czułości, wzruszeń. Pełna jestem życia, które często błogosławię, a bywa, że przeklinam.

Ślizgając się po powierzchni widzę tak wielu opanowanych, miłych i sympatycznych rodziców, którzy wiedzę, a przede wszystkim umiejętności podręcznikowe nie tylko połknęli, ale i przyswoili. Jednak rozglądając się bliżej, wśród ludzi, których znam, czuję większą wspólnotę doświadczeń i niedoskonałości.

Może to trochę tak, jak z okładkami kolorowych czasopism, z których uśmiechają się do nas nienaganne twarze (mimo, że po 40-tce, to bez jednej zmarszczki)? Internet to też przestrzeń, w której z łatwością pokazujemy nasze wyidealizowane oblicze. Nie mówię, że to źle. Czasem można znaleźć wiele wartościowych rad (np. w kwestiach wychowania; które wprowadzić w życie nieco trudniej, niż je znaleźć).

Dobrze jest nad sobą pracować. Warto stawać się świadomym rodzicem. Im więcej udaje mi się zrozumieć, tym ważniejsza staje się dla mnie ta droga. I wiem, że nie warto się poddawać, porównując się z niedoścignionymi ideałami (też mają zmarszczki, po prostu ich nie widać). Ta droga nie jest łatwa, dobrze wiesz. Ja też wiem, że całe życie będę pracować, próbować, upadać i wstawać. I to ostanie jest najważniejsze. Zaczynać od nowa, mimo rozczarowania, mimo szakala.

***

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać. Twoja opinia jest dla mnie cenna.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

Dobrego dnia!

***