Skandynawscy „ławkersi” i tajemnicze drzewko

Katarzyna Norwegia

Wychowałam się na nowohuckim osiedlu. Jest inny od Śródmieścia. Ale nie trzeba mieszkać w owianej legendami dzielnicy, jak Nowa Huta, by poznać bliżej ławkersów. Wszędzie, gdzie są bloki, są i oni.

Co robią? Siedzą. Plują. Palą. Piją. Rozmawiają. Głośno się śmieją. Marnują czas.

Nigdy nie byłam ławkersem, ale pod moim blokiem stało kilka ławek. Mieszkaliśmy w M3 na parterze. Latem przez otwarte okno wlatywały melodyjne kurwy poprzetykane innymi słowami. Nasłuchałam się, choć zwykle nie było czego.

Najbardziej utkwił mi w pamięci ich śmiech, wydawany jak na komendę, rechotliwy, głośny i niezbyt ubawiony.

I tak sobie myślę o miejscach, w których bloków jest jak na lekarstwo. I ławek posucha. Takich jak nasza mieścinka w Norwegii. Gdzie mają się podziać ci młodzi, bez zainteresowań, którzy też przecież mają potrzebę towarzyskich spotkań?

Na szczęście życie pustki nie znosi, a świat daje wiele możliwości. Ten śmiech odnalazłam i tutaj. Miejscowi młodzi, trochę bardziej dziani od polskich ławkersków, przyjeżdżają swoimi volvo rocznik 82′ na stację benzynową. Zwłaszcza w weekendy mogłoby się zdawać, że to kino samochodowe. Tylko bez ekranu. Parkują ciasno samochód przy samochodzie, odkręcają szyby i tak spędzają długie wieczorne godziny. Pali się dużo. Leje się mniej piwa, niż w Polsce (po tym można poznać Polaka, który niedawno przyjechał do Norwegii, że wpada po północy na stację beznynową i zdezorientowany pyta, gdzie stoi piwo; a tu z mocniejszych trunków co najwyżej red bull).

Ale też się dzieje. Co? No w zasadzie nic. Basowe śmiechy, lub muzyka dudniąca basem, który porusza starą karoserię z łomotem. Czasem przyjdą na stację po papierosy, snus (tytoń do ssania), bibułki rizzla. Czasem kupią hot doga. Ale częściej kupują drzewka zapachowe do samochodu, aż zaczynam się zastanawiać, co oni z nimi właściwie robią?

Czas mija, młodzi spędzają w samochodach wiele godzin. Niektórzy w pojedynkę, inni mają zajęte pasażerskie siedzenia. Centrum spotkań „vovlviarzy” naznaczone jest śladami opon, bo gdy się rozkręcą palą z piskiem gumy (zwykle koło północy). O czym rozmawiają, nie wiem. Jak dużo przeklinają też nie jestem w stanie powiedzieć. Przede wszystkim dlatego, że ich rozmów nie słyszę. Czy wiele ich łączy z „ławkersami”? Dość dużo. Bąki zbijają zawodowo. Ale dostrzegam zasadniczą różnicę. Oni nie żyją w beznadziei. Nie są wściekli na życie. Nie ma w nich agresji i rozgoryczenia skrywanego pod maską chamstwa. Co tu dużo mówić. Żyje im się lepiej, skoro czas spędzają na wygodnych siedzeniach samochodu, zamiast na twardych ławkach.

p.s. Dotychczas nie udało mi się rozwikłać tajemnicy „drzewek”. Przypuszczam, że to kolekcjonerzy.

***

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać. Twoja opinia jest dla mnie cenna.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

Dobrego dnia!

***