Ulubione miasta: Barcelona

Katarzyna Hiszpania, Podróże z dziećmi, Ulubione 0 Comments

P1040448

 

Kto był, ten wie, że Barcelonę trzeba odwiedzić. Miasto tętni życiem i każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Trudno dokładnie określić, co tworzy niepowtarzalną atmosferę, która pozytywnie nastraja do życia i udziela się przyjezdnym. Chyba żadne inne miasto nie zachwyciło naszych dzieci do tego stopnia, co Barcelona.

Byliśmy tam z dwójką maluchów (rok i trzy lata) i parą znajomych, również z dwójką dzieci (rok i pięć lat).  Najlepszą opcją w takiej sytuacji było wynajęcie apartamentu. Oprócz korzystnej ceny mieliśmy świetną lokalizację, a także stały dostęp do kuchni, co w przypadku wyjazdu z małymi dziećmi jest ważnym udogodnieniem. Poza tym, gdy dzieciaki szły już spać, mogliśmy do woli relaksować się w salonie. Wychodziło nam to tak dobrze, że zarywaliśmy wszystkie noce, śpiąc po 5 godzin na dobę. Funkcję budzika przejęły dzieci, nastawione nieprzestawialnie na godzinę ósmą. Rano, po bolesnej pobudce, kawa stawiała nas na nogi i wyruszaliśmy na całodzienne wędrówki po mieście. Pokonywaliśmy mnóstwo kilometrów, czasem tylko korzystając z dobrodziejstw metra. W czasie tego wypadu dotarło do mnie z całą jaskrawością, że na wyjazdach z dziećmi obowiązuje inny rytm.

P1040562

Napięty plan na każdy dzień nigdy nie został zrealizowany. Wciąż zaskakiwał nas zmrok. Mimo przekładania z dnia na dzień kolejnych atrakcji, wyjazd był intensywny i interesujący. Dzieci przemierzały z nami ulice miasta, radośnie naładowane. Wózki sprawdziły się wyśmieniacie, podobnie jak chusta.

P1040411P1040289

 

Najdłuższą przerwę stanowił czas posiłków. Hiszpanie lubią biesiadować, a kelnerzy szanując te przyzwyczajenia również się nie spieszą. Zatem dwie godziny przy stole, chcąc – nie chcąc, spędzaliśmy codziennie.

P1040415

P1040416

 

Przysmaki trafiają głównie w gusta miłośników owoców morza. Ulubionym śniadaniem  naszych dzieci były kanapki ze smarzonymi krążkami kałamarnicy. Na obiad jadły je chętnie z warzywami.

Jeszcze długo po przyjeździe z Katalonii słyszałam z ust Kai pytanie „Kiedy znów pojedziemy do Barcelony?”. Co takiego urzekło ją w tym mieście?

Kolory Parku Güell?

P1040474

Czy może mężczyzna grający na afrykańskim instrumencie kora?

P1040484

Ślimaki spełzające z wież La Sagrada Familia?

P1040379

A może kominy La Pedrera, kolejnej budowli projektu Gaudiego?

P1040317P1040328

La Boqueria, czyli targ przy Las Ramblas?

P1040287

Czy  kąpiel w morzu w połowie października?

P1040573

Atrakcje miejscowego Oceanarium (w mojej opinii dość mizernego, ale dzieciom się podobało)?

P1040539P1040550

P1040553 P1040535

Miejskie zebry?

P1040421

Drzewa na murze?

P1040425

Czy po prostu dobre towarzystwo?

P1040487

Myślę, że brak jednoznacznej odpowiedzi. Bo Barcelony nie da się opisać. Ją trzeba poczuć!

P1040275

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *