TOP 10. Książki, które warto czytać dzieciom

Katarzyna Wychowanie 2 Comments

Lubicie czytać dzieciom? Ja tak, choć czasem nie.

CZYTANIE OBRAZKÓW

Lubię czytać książeczki najmłodszym, kiedy na kilku stronach nagle odkrywamy coraz to nowe szczegóły. Albo takie książki, w których są same obrazki, jak np. Lato na ulicy czereśniowej (z tej serii znajdziemy wszystkie pory roku) autorstwa Rotraut Susanne Berner, wyd. Dwie Siostry (inne tego typu książki to np. seria Mam oko autorstwa Aleksandry i Daniela Mizelińskich, to samo wydawnictwo). Zawsze może się ułożyć jakaś fajna historyjka i jest wiele rzeczy do opowiadania. Lubię też wiersze klasyki, np. Tuwima, czy Brzechwy. Mimo, że znam je prawie na pamięć, są napisane w tak doskonały sposób, że trudno się znudzić. I dzieci też je doceniają. Zwykle lubią rytm, a dobre wiersze „same się czytają”.

P1130224

W KOŁO WOJCIECHU

Za to nie lubię czytać po raz 35 z rzędu Jak Wojtek został strażakiem. Mamy stare wydanie z 1980 roku. Tam rysunki są zupełnie inne, niż we współczesnych.

P1130229

Podobają mi się niebanalne „gęsi siodłate” i przyjemne dla ucha rymy. Jednak monofascynacja naszego 4-latka trwać może kilkanaście tygodni. I przyznam, że czasem ratuję się ucieczką, czuję wewnętrzny bunt.

P1130227

ASTRID NA TAPECIE

A najbardziej lubię czytać opowiadania. Kaja, która niebawem skończy 6 lat jest bardzo wdzięcznym słuchaczem: uważnym i nie zadaje pytań więcej, niż książka mieści w sobie zdań (to robi średni Mateusz, czym czasem zniechęca lektora niestety). Naszą ulubioną autorką jest Astrid Lindgren. Zaczęło się oczywiście od Pippi. Przeczytałyśmy wszystkie tomy. Podobało się? Podobało. Potem, troszkę ze względów „terapeutycznych” sięgnęłyśmy po Bracia lwie serce. To mądra opowieść o dwóch braciach: ciężko chorym Karolku i jego odważnym i szlachetnym bracie Jonatanie. Obaj trafiają do fantastycznej krainy Nangijali. Przeżywają przygody, o jakich marzy chyba wiele dzieci. Pokonują własne słabości i pokazują czym jest braterska miłość, która potrafi zwyciężyć nawet śmierć. Książka wymieniana jest jako świetna lektura dla tych dzieci, które z jakichś względów przybliżają się do tematu śmierci. Gdy same chorują, lub gdy umiera ktoś ukochany. To mądra i ciepła opowieść i zdziwi się ten, kto Astrid Lindgren kojarzy jedynie jako autorkę Pippi, albo Dzieci z Bullerbyn. Co prawda polecana jest dzieciom od 8 roku życia. Jest tam straszny smok Katla i kilka scen, które mogą dziecko odrobinę wystraszyć, jednak to wciąż książka dla dzieci i uważam, że dla młodszych lubiących literaturę także się nadaje.

Kolejna na tapecie była Mio, mój mio, która też mówi o przejściu do innego świata. Chłopiec adoptowany przez złych ludzi ginie w niewyjaśnionych okolicznościach i z zaniedbanego, niekochanego dzieciaka zmienia się w Krainie Dalekiej w królewskiego syna, którego czeka trudne zadanie. Nie zrobiła na mnie tak dużego wrażenia jak Bracia lwie serce, którego motyw odrobinę powtarza. Kai się podobała.

Ulubiona książka Kai to Emil ze Smalandii, najbardziej zabawna z wszystkich wymienionych tu tytułów.

P1130211

Postać urwisa Emila uwiodła ją tak bardzo, że do swojej modlitwy za braciszka, który ma się narodzić dodaje „i żeby koniecznie miał jasne włosy i piegi, jak ten chłopiec z książki, bo ja niestety nie mam piegów”. Książeczka jest cieniutka, doczekała się kontynuacji: Nowe psoty Emila ze Smalandii oraz Jeszcze żyje Emil ze Smalandii.

Teraz czytamy Ronja, córka zbójnika (dla dzieci od 8 lat, ta sama uwaga, co przy Braciach Lwie Serce). Ronję kojarzyłam do tej pory jedynie z filmu dla dzieci. I może coś pomieszałam, ale ta Ronja z ekranu to był jakiś strasznie rozwydżony bahor, któremu wszystko było wolno i każdy jej kaprys był zaspokajany. Książkowa Ronja to odważna dziewczynka (większość dziecięcych bohaterów Lindgren jest bardzo odważnych), potrafiąca sobie poradzić w lesie, a przede wszystkim potrafiąca kochać. Mocna osobowość Ronji bardzo mi się podoba. Książka pełna jest „mrocznego ludku” są pupiszonki, mroczniaki i wietrzydła. Są prawdziwe emocje, miłość, dzikie konie i przygody, które wciągają mnie do tego stopnia, że nie poprzestajemy na jednym rozdziale. Przed czym się nie wzbraniam, bo ciekawa jestem co będzie dalej. Kaja słucha z zainteresowaniem.

O, właśnie takie czytanie dla dzieci lubię najbardziej. Kiedy w ręce wpada nam książka, która jest wciągająca nie tylko dla malucha, ale też dla mnie. Wtedy wieczorny czas z lekturą to czysta przyjemność i pora, na którą sama również czekam. Oczywiście jest wiele interesujących pozycji, nie tylko Lindgren napisała naprawdę dobre książki. Ale obecnie zajmuje wyjątkowe miejsce w naszych głowach i na półkach w dziecięcym pokoju.  Dlatego chciałam się tym z wami podzielić.

P1130218

 

O TAK, WARTO

A oto kilka innych tytułów, według naszych małych recenzentów wartych przeczytania. Może to pomysł na prezent?

P1130200
12 ważnych opowieści. Polscy autorzy o wartościach, wyd. Publicat s.a. to książka w której każde z 12 opowiadań porusza ważne życiowe kwestie. Nienachalnie. Kaja bardzo je polubiła.

P1130208

Mapy. Świetna pozycja, autorzy to znów Aleksandra i Daniel Mizelińscy (wyd. Dwie Siostry, wydają dobre, interesujące książki). Pięknie wydane stronice z mapami i rysunkami, dzięki którym można przybliżyć dzieciakom w różnym wieku zróżnicowaną faunę i florę świata oraz kulturę poszczególnych krajów.

P1130196

Kot Kameleon, autorka Joanna Wachowiak. Natalia nie jest zadowolona, że musi zostać u babci na wsi przez kilka dni. Jednak gdy odkrywa na strychu witrażowe szkiełko, okazuje się, że świat wygląda o wiele ciekawiej, niż jej się zdawało. A czarny kot staje się białym.

P1130199

Marcelino, chleb i wino, legenda hiszpańska spisana przez José María Sánchez Silva. Marcelino to chłopiec wychowujący się wśród zakonników. Jego życie ulega totalnej przemianie, gdy na strychu poznaje tajemniczego Kogoś. Z urwisa, który więził owady w słoikach staje się chłopcem bardzo zamyślonym. Przy tej książce popłakałam się, muszę przyznać. Dzieciom też się spodobała, ale być może nie tak bardzo, jak dorosłym.

P1130213

No i powrot do przeszłości. Zbiorowe wydanie książeczek z serii Poczytaj mi mamo. Na pewno pamiętacie. Te same rysunki i nawet te same kolory (w Kolczatku jest mowa o czerwonej róży, a na rysunku róża jest żółta). Oraz te same pytania, bo pamiętam jak dziś, jak mama na moje pytanie o tę różę odpowiadała coś na temat drukarzy i braku czerwonej farby. Pewnie większość z zawartych w księgach  (jest ich kilka) książeczek jest wam dobrze znana. I w XXI wieku dzieciakom nadal przypadają do gustu.

***

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać. Twoja opinia jest dla mnie cenna.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

Dobrego dnia!

***

Comments 2

    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *