Tam, gdzie mieszają się kultury. Rzecz o wychowaniu w Norwegii

Katarzyna Emigracja, Wychowanie

Życie na emigracji, zwłaszcza w kraju, do którego chętnie emigrują ludzie z wielu zakątków świata, to świetne miejsce do obserwacji. Moją ostatnią fascynacją są rozmowy z nastolatkami. Sama całkiem niedawno (jak mi się zdaje), byłam nastką. I to bardzo interesujące, czym żyją młodzi dzisiaj. A jeszcze bardziej, jak żyją zależnie od tego, skąd pochodzą. Wiem, że te obserwacje mają zerową wartość socjologiczną, trafiam po prostu na przypadkowych, młodych ludzi, którzy być może wcale nie są reprezentatywni dla większości nastolatków pochodzących z danego kraju (to być może trochę tak, jakby spotkać akurat młodego Polaka np. z patologicznej rodziny i mówić, że taka jest właśnie polska młodzież). Ale mimo to, chciałabym przedstawić wam trójkę moich znajomych.
D pochodzi z Niemiec.
Ma długie włosy, zielone oczy, drobne, kształtne usta. Cera odrobine dotknięta dojrzewaniem, ale nie na tyle, by rzutowało to na jej urodę.
Buzia jeszcze dziecinna. I co rzadkie w tym zacnym wieku – całkiem niewinna. Z resztą nie tylko wygląd, ale i sposób bycia wskazuje na to, że w kręgu zainteresowań dziewczyny pusta kokieteria się nie mieści.
Miała 8 lat, gdy przyjechała na stałe do Norwegii z rodzicami i trójką rodzeństwa. Teraz ma 17 lat, na koncie wicemistrzostwo świata w rzucie oszczepem. Chodzi do jednej z lepszych szkół w mieście. Po wygranych mistrzostwach otrzymała propozycję jednego z amerykańskich uniwersytetów , by studiować tam medycynę. Rozważa tą możliwość, zwłaszcza że miałaby szansę pogodzić studia z treningami. A na sporcie zależy jej najbardziej.
Życie D jako najstarszej siostry może nie przypominać życia jej norweskich rówieśników. Ale daleka jest od narzekania. Odkąd skończyła 11 lat gotuje czasem obiady dla całej rodziny. Pomaga w domu, na ile pozwala jej na to czas.
– Norwescy znajomi pytają mnie, ile mi rodzice płacą za odkurzanie – opowiada, ubawiona unosząc brwi.
Czasu nie ma za wiele. Sześć razy w tygodniu trenuje, z czego trzy razy w klubie, pozostałe trzy z własnym tatą. Gdy mi to opowiada, myślę, że właśnie takie osoby mają szanse na mistrzostwo. Nie robią tylko tego, co potrzeba do dobrego treningu. Robią dużo więcej (taka inspiracja:).
– Wiem, że w domu szefami są rodzice. Słucham ich, a często wcale nie muszą mi mówić, co mam robić, czy mnie upominać. Trochę inaczej jest z moim młodszym rodzeństwem. Wszyscy czekają na mnie. Jeśli tylko mam czas, bez gadania zabieram się za obowiązki.
O, myślę sobie, taką właśnie chciałabym mieć córkę. Zdyscyplinowaną, rozsądną, pracowitą i skromną. Bo gdy w weekendy obserwuję młodą klientelę na stacji benzynowej, gdzie pracuję, jestem trochę podminowana myślą, że w taki sposób może zachowywać się za kilkanaście lat moja córka. Główna rzecz, która rzuca mi się w oczy, to brak szacunku kolegów w stosunku do nastoletnich dziewczyn, które dają na to pełne przyzwolenie.
Moim drugim kumplem jest pochodzący z Kambodży K. Bardzo sympatyczny gość. Atletyczna budowa ciała, ładnie zarysowane mięśnie, pogodny uśmiech. Modna fryzura, która z azjatyckimi włosami nie do końca chce się zasymilować.
K ma 19 lat. Przyjechał z siostrą i rodzicami do Norwegii 10 lat temu. Czuje mocny związek z tutejszą kulturą, przyjaźni się głównie z Norwegami. Choć potrafi zdobyć się na duży dystans.
– Mój tata jest naprawdę równym gościem. Nie ogranicza mnie, tak jak robią to rodzice moich znajomych ze środkowego wschodu żyjący w Norwegii. Mogę iść na imprezę, napić się alkoholu, zabawić się z dziewczyną. Daje mi dużo wolności. Ale powtarza, że nie mogę ożenić się z Norweżką. I ma racje, sam tego bym nie chciał.
Tata K był wojskowym w Kambodży. I stosował bardzo surowe, wręcz wojskowe metody wychowawcze. Gdy K coś przeskrobał jako dzieciak, musiał np. biegać  aż do utraty sił, do wymiotów.
– Choć byłem urwisem, to działało. Nie chciałem więcej robić głupot. Poza tym, choć to może dziwne, pokochałem sport.  Jestem bardzo wytrzymały.
Teraz K czeka obowiązkowa służba wojskowa, z czego się cieszy. Widać, że postać ojca – wojskowego mocno mu imponuje. Bardzo szanuje swojego tatę, a mamę uważa za najwspanialszą kobietę świata. K, mimo dość młodego wieku, poważnie myśli o życiu i przyszłości. Po służbie wojskowej chce studiować ekonomię. Wie, że chciałby mieć w przyszłości żonę, chętnie ze swojego kręgu kulturowego. Uważa, że oprócz inteligencji i urody liczy się to, by kobieta była miła. I to właściwie jest najważniejsze.
– Czemu akurat to takie ważne?
– Od tego zależy, jak będzie wyglądał mój przyszły dom. Uprzejma, miła kobieta potrafi sprawić, że mężczyzna i cała rodzina są szczęśliwi.
Mój trzeci kumpel N to rodowity Norweg. Wychowywany przez dwie mamy (swoją rodzoną i jej partnerkę). Z tatą ma ograniczony kontakt. Niedawno skończył 20 lat. Od jakiegoś czasu planuje wyprowadzkę do środkowej Norwegii, do swojego chłopaka. N jest szczupłym wysokim chłopakiem o trochę zniewieściałych ruchach. Często przegląda się w lustrze. Dba o swój wygląd, fryzurę, modne ciuchy. Sympatyczny i uczynny. Kilka lat tańczył w balecie, teraz okazjonalnie występuje na scenie śpiewając (skończył szkołę muzyczną). Swoje dzieciństwo określa jako dobre, nie zaznał prześladowań z powodu rodziny, w jakiej dorastał. Ceni tolerancyjność swoich rodziców (mam). Co do planów na przyszłość nie jest zdecydowany, czym chciałby się zajmować zawodowo. Ale wie, że chce mieć rodzinę oraz dwójkę dzieci. I chce, by zostały urodzone przez surogatkę, by miały coś z jego genów. Nie wie, czy z obecnym partnerem założy tę rodzinę, ale jego marzeniem jest to, by być szanowanym przez najbliższych i otoczenie. Na razie lubi dobrą zabawę i czas spędzany z przyjaciółmi.
Z pewnością to dość przypadkowy przegląd metod (i skutków) wychowawczych, bo przecież znam też norweskie dzieciaki, które mają całkiem standardowo poukładane w głowie. Choć jedna rzecz w norweskim wychowaniu rzuca się w oczy: dzieci mają bardzo dużo swobody i dość niewiele obowiązków. Z drugiej strony zdarza się, że już jako nastolatki pracują (w niepełnym wymiarze oczywiście), co uważam za dobrą szkołę, uświadamiającą młodemu człowiekowi, że żeby coś osiągnąć, trzeba się wysilić i poświęcić swój czas (zarówno ja, jaki i mój brat pracowaliśmy jako nastolatki i jestem przekonana, że wiele nas to nauczyło).
Wychowanie to obszerny temat. Idee nie zawsze sprawdzają się w praktyce, a praktyka czasem zaskakuje. To jak wychowujemy jest mocno związane z kręgiem kulturowym, w jakim dorastaliśmy. Tu również  sprawdza się powiedzenie „co kraj, to obyczaj”.
Mieszkając na emigracji w Norwegii możemy bardziej krytycznie wybierać z tutejszych wzorców to, co nam odpowiada jako rodzicom. Lecz zdarza się i tak, że nauczyciele lub inne osoby próbują ingerować w metody wychowawcze opiekunów, nakłaniając ich do większej „elastyczności” (np. żeby nastolatkę puszczać na całonocną imprezę). Nie przepadam za tym, że odgórnie przewidziane są „jedynie słuszne” metody wychowawcze, których owoce często nie wyglądają zachęcająco.

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać. Twoja opinia jest dla mnie bardzo cenna.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

Dobrego dnia!