Szkoła na plus, czyli norweski sommerfest zamiast akademii

admin Norwegia, Wychowanie 0 Comments

W Norwegii zamiast akademii z okazji zakończenia roku szkolnego/przedszkolnego jest sommerfest, czyli letnia imprezka, na której mile widziane są całe rodziny, rodzice, rodzeństwo, dziadkowie. Byłam na kilku w przedszkolu i było sympatycznie, choć trochę nijak. Po raz pierwszy byłam na podobnej imprezie w szkole (Kaja kończy właśnie pierwszą klasę). I muszę to powiedzieć: naprawdę fajna sprawa. Nie wiem, może szkoła do której chodzi córka jest wyjątkowa, może nauczyciele bardziej zaangażowani, niż gdzie indziej. W każdym razie podobało mi się.

Przede wszystkim bez nadęcia

I to powtarza się przy wielu okazjach. Nie ma „szanowny panie dyrektorze”. Jest serdeczne powitanie i krótkie przedstawienie planu imprezy. Za konferansjerów robiło dwóch chłopców ze starszych klas. Kulturalnie, ale wesoło. Każdy występ komentowali miłym słowem. Było to widać po nich i widoczne jest to dookoła: panuje luz. Bez „oficjalnej spinki”. Tak jak powiedział dyrektor (ubrany w zwykły t-shirt i dżinsy) „Stawiamy sobie taki cel: żeby każdy czuł się dobrze w naszej szkole”. I chyba rzeczywiście jest on realizowany. Może nie jest to zbyt trudne w tak niewielkiej szkole, ale widać, że starsi uczniowie w jakiś sposób troszczą się o młodszych. Aż przyjemnie popatrzeć.trailer movie Brommers Kiek’nwatch full film Tomorrow Everything Starts 2016 online

Dzieci przygotowały kilka piosenek (śpiewały ładnie, równo; zupełnie inaczej, niż wyglądało to w naszym przedszkolu), kilka tańców (nie ludowych, a popowych, ale widać było, że dzieciaki dobrze się bawią). „Program artystyczny” nie był ani za długi, ani nudny.

Pojawił się też motyw uchodźców. Występ ostatnich klas był właśnie poświęcony tej tematyce. Oczywiście mocno „pro”. Było kilka wierszy, które napisały dzieci i piosenka dotycząca problemów rówieśników z krajów pogrążonych w wojnie. Ktoś może powiedzieć, że to polityka wdzierająca się do szkoły i poniekąd tak pewnie jest. Ale to także kształtowanie postaw wobec osób potrzebujących pomocy. Bo twórczość uczniów zainspirowana była wizytą kilku rówieśników z ośrodka dla uchodźców, którzy opowiadali o swoim życiu w ojczystym kraju, o ucieczce i szczęściu, jakie mają, że mogą żyć bezpiecznie w Norwegii. Wiem, że to temat do gorących dyskusji; ludzie popierający przyjmowanie uchodźców przyklasną takiemu pomysłowi, przeciwnicy stukną się w głowę być może. Ale powiem, że niezależnie od osobistych poglądów mnie przekonuje uwrażliwianie na innych.

Jest idea

Mimo dość luźnego charakteru impreza nie była pozbawiona treści. W zeszłym roku sprzedawano rękodzieła uczniów. W tym roku postawiono przy wejściu do sali gimnastycznej, gdzie eksponowane były prace dzieci, blaszaną puszkę. Do niej można wrzucać pieniądze. I podobnie jak rok temu dochód z imprezy przekazany zostanie do domu dziecka w Rumunii, w Bukareszcie, w którym są dzieci z upośledzeniami różnego rodzaju. W czasie „akademii” nauczycielka ze szkoły przedstawiła misję domu dziecka. Pedagodzy ze szkoły byli tam w odwiedzinach w zeszłym roku. Mi się spodobał fakt, że pieniądze idą na konkretny cel. I to, że dzieci rosną w świadomości, że mając możliwości mogą i powinny pomagać biedniejszym i potrzebującym.

Bez sztucznych zachwytów

Przyznam, że po raz pierwszy autentycznie podobało mi się to, co dzieci zaprezentowały. W przedszkolu na występach nie mogłam zauważyć chyba niczego, co wzbudziłoby mój szczery entuzjazm.  Owszem, ładne kostiumy, ale to zasługa dorosłych; od dzieci, miałam wrażenie, nie wymagano niczego. Tymczasem w szkole na sali gimnastycznej rozstawione były stanowiska z wyrobami dzieci. Na każdym znajdowały się podpisane imieniem prace uczniów poszczególnych klas. Wiadomo, że każdy chciał zabrać dzieło swojej pociechy. Ale były też takie cudeńka, które sama chętnie wzięłabym do domu.

zdjęcie (2) zdjęcie

Piknik przed szkołą

Tak właśnie wyglądała dalsza część wieczornego programu. Jak zwykle wszyscy dostali wiadomość przed imprezą: „zabierzcie swoje krzesła, żebyście mieli na czym siedzieć”. Więc większość udających się w kierunku szkoły ludzi, z rozkładanymi krzesłami w rękach, wyglądała jak plażowicze. Po części artystycznej można było kupić ciasta i parówki, czyli norweski standard (o, i po raz pierwszy na podobnej imprezie mogłam kupić też owoce!). Ci co krzesła mieli, to się rozsiedli. Otoczenie szkoły sprzyja zabawie (huśtawki, piaskownica, zjeżdżalnia), panujący nastrój również. Właściwie za każdym razem, gdy patrzę, jak tam jest (za siatką pasą się owce i przyglądają razem ze mną) nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ta szkoła została zaprojektowana nie tylko dla dzieci, ale przede wszystkim z myślą o nich.

zdjęcie 2 zdjęcie 1

Było kilka prostych rozrywek (przybijanie gwoździ na czas, rzucanie do piramidy zbudowanej z aluminiowych puszek, chodzenie na szczudłach, loteria, itp.) Dzieci bawiły się wyśmienicie, co było zresztą widać po ich strojach.

Taki czas z pewnością sprzyja tworzeniu dobrych relacji między rodzicami uczniów.

Ale oczywiście nie mogło być idealnie. I będę narzekać, w końcu jestem z Polski 😉 Największą upierdliwość wieczoru stanowiły meszki, które żarły demokratycznie starych i młodych, łysych i z czuprynami. Wszyscy jesteśmy w bąblach. Ale mimo to był to dobry czas.

***

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać. Twoja opinia jest dla mnie bardzo cenna.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

Dobrego dnia!

***

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *