Językowe zwierzenia – trochę ku przestrodze

admin Norwegia 14 Comments

Co w sercu to na języku? Chciałabym, ale wciąż po norwesku nie potrafię wyrazić każdej myśli. Czuję się z tym tak sobie, ale wiem, że jedyną odpowiedzialną za taką sytuację jestem ja sama. I mimo, że leży mi to na sercu, wciąż trudno jest mi wziąć się w ryzy, przysiąść fałdów i uczyć się, uczyć się, uczyć.

Dziś pracuję na stacji benzynowej. Dlaczego? Dla pieniędzy, oczywiście. I z wygody, bo do pracy mam 700 metrów, a tuż obok miejsca pracy jest przedszkole moich dzieci. Dlaczego jeszcze pracuję akurat tam? Bo ta praca pomaga mi w nauce języka. A również dlatego, że jestem dość leniwa  i niezbyt ambitna. Przyznaję się. Nie będę się zasłaniać „brakiem czasu”. Niestety nie jestem w tym przypadku żadnym przykładem, wręcz odwrotnie – raczej przestrogą, bo wiem, że posługując się świetnie norweskim w większym stopniu mogłabym realizować się zawodowo. A jak na razie robię to tylko poza nią.

Doświadczenia są różne, jak różni jesteśmy my, ludzie. Ja opiszę swoje potyczki z językiem norweskim.

Gdy przyjechałam do Norwegii przez pierwszy miesiąc słuchając radia, czy rozmów Norwegów miałam ogromny problem, by zorientować się, gdzie zaczyna się, a gdzie kończy zdanie. Jakbym miała przedstawić to graficznie, to wyglądałoby to mniej więcej tak: #<~#]}_\#^*]]*{}]_~_><\~>*^]>~<]#]<|}]#|#\<<.{<<{?{<{\.]}_\#^*]]*{}]_~_><\~>*^]>~

To jednak nie stanowiło problemu i po dwóch dniach od przybycia do Norwegii zaczęłam pracować w firmie cateringowej, gdzie do komunikacji wystarczał angielski. A ja będąc przekonana, że za rok wracam do Polski nie czułam potrzeby, by uczyć się norweskiego. Jednak po trzech miesiącach pobytu wybrałam się z mężem na wieczorowy kurs. Było to chyba 12 spotkań,  po pracy. Byłam w zaawansowanej ciąży i zapał do nauki miałam raczej średni. Zwłaszcza, że w grupie był dosyć duży rozrzut poziomów, od świeżaków, jak ja, którzy nie umieli powiedzieć wiele więcej niż hade (cześć), po osoby, które już dość dobrze sobie radziły z komunikacją. Efekty nauki nie były powalające – gdy niedługo po ukończeniu kursu ktoś zaczepił mnie pytając o moje malutkie dziecko:
Er det gutt eller jente? (To chłopiec, czy dziewczynka?)
Odpowiadałam:
Hun har en måned  (Ma miesiąc).

Ups, no niewiele się nauczyłam, choć wiem, że niektórzy chwalili sobie ten kurs. A ja mogłam odpowiadać na pytania z książki, ale ze zrozumieniem ludzi zwykle było trudniej. Dlatego dezerterowałam i w kontaktach z Norwegami przestawiałam się na angielski.

Po jakimś roku znów poszłam na wieczorowy kurs, tym razem do „miasta”. Tam poznałam ludzi z różnych części świata. Między innymi Węgra, który jako szef kuchni zatrudnił mnie w restauracji. Pomógł też znaleźć tam pracę innemu  koledze, którego poznaliśmy na kursie.
Gdy ów kolega miał czyścić okapy w kuchni, musiał stanąć na blacie.
Med bukser eller uten bukser? – uprzejmie zapytał, a był to chłopak dość nieśmiały i bardzo bogobojny.
Uten bukser – odpowiedziałam ubawiona, bo wyjątkowo wyłapałam jego pomyłkę. (Chciał zapytać, czy ma stanąć na blacie w butach, czy bez. Ale bukser oznacza akurat spodnie). Takie właśnie były efekty naszej nauki wieczorowej, która owszem, jest skuteczna, o ile większość pracy robi się samodzielnie w domu.
Trudno uczyć się języka w kraju, w którym wszyscy i wszędzie mówią po angielsku. Tak naprawdę w najlepszej sytuacji są ci, którzy angielskiego nie znają, oraz oczywiście osoby, do których niestety się nie zaliczam, czyli solidne, skrupulatne i systematyczne, które postanawiają się nauczyć mówić po norwesku i idą do celu.
Ja po tym kursie niestety porzuciłam samodzielną naukę, bo sporadycznych zrywów, kiedy to wyciągałam materiały  i układałam w stos na stole, po czym zapał po dwóch dniach mijał (a góra kserówek leżała jeszcze przez tydzień) nie będę nazywać „nauką”. Uczyłam się zatem tylko w „terenie”. Specjaliści polecają oglądanie norweskiej TV, słuchanie radia, czytanie prasy i oczywiście kontakty z Norwegami, w czym mogą pomóc różne, popularne w Norwegii  „kółka”, np. spotkania mam małych dzieci, osób szyjących patchwork, itp, to wszystko są dobre okazje do pogawędek. Oprócz tv, której wcale nie oglądam, praktykowałam wszystkie pozostałe metody.
Po kolejnym roku znów poszłam do szkoły. Tym razem nie pracowałam, więc wreszcie nareszcie trafiłam do szkoły dziennej. Spędziłam tam trzy miesiące. Bardzo owocne miesiące i dla mnie był to przełom. Problemem było to, że klasyfikowali do grup na podstawie testów pisemnych, w moim odczuciu dość łatwych, z tego powodu wylądowałam w grupie z osobami, które do dziennej szkoły chodziły już 1,5 roku. Dużo skorzystałam z tej nauki, ale niestety nastąpił też duży przeskok do wyższego poziomu bez załatania gramatycznych braków.
Gdybym dziś przyjechała do obcego kraju , w którym posługują się nieznanym mi językiem, starałabym się za wszelką cenę rozpocząć pobyt od nauki w dziennej szkole językowej (tu pojawia się problem, bo często sytuacja zmusza do podjęcia pracy, a to nie idzie w parze ze szkoła dzienną). To jest inwestycja, która przyniesie w przyszłości korzyści.
Według mnie problemem nie jest brak materiałów, kursów, możliwości. Można uczyć się przez internet, w szkołach stacjonarnych, z własnych podręczników. Problemem jest brak wystarczającej motywacji. Biję się w pierś (tak przynajmniej trzy razy do roku), bo wiem, że dla chcącego nic trudnego, a ja wciąż nie mobilizuję się ze wszystkich sił. Szacunek dla tych, którzy dzięki samozaparciu i ciężkiej pracy opanowali język obcy, z którym zetknęli się już jako dorośli. A wszystkim uczącym się życzę WYTRWAŁOŚCI.

p.s. tak, pewnie, że słyszę często, że w norweskim jestem „veldig flink” (Norwegowie lubią chwalić), ale z pewnością do poziomu, który uznałabym za satysfakcjonujący daleka droga.

p.s.’ Kto wie, może jakiś kąśliwy komentarz sprawi, że rzucę się do książek 😉Watch Full Movie Online Streaming Online and Download

***

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

***

Comments 14

  1. He he.
    Ostatnio usłyszałam stwierdzenie, że mówię świetnie po norwesku(24 lata spędzone tutaj) Zastanowiłam się – nie , mówię dobrze. Bo język niewyssany z mlekiem matki zawsze będzie stwarzal problemy
    W moim sklepie pracują obcokrajowcy. Nawet nie zdają sobie sprawy, jak szybko uczą się języka tylko przez to, że rozmawiają z klientami 🙂
    Więc wytrwałości 🙂 i czytania i oglądania filmów 🙂
    Małgosia

    1. Post
      Author

      Dziękuję Małgosia. Odkąd przeczytałam Twój komentarz nawijam w pracy jak szalona z klientami. I chyba zrobię krok do przodu z czytaniem po norwesku – z gazety na książkę. Uderzam do biblioteki. Pozdrawiam

    1. Post
      Author
  2. Uwielbiam Cię !! Czytajac twoj tekst, to jakbym siebie widziała. Poprawiłas mi humor, bo moje poczucie winy zaczeło rozwalac mi psychike :). Kropka w kropke….pisze spogladajac na lezace ksiazki, notatki, ksera na stoliku przed. Jesli moge pobawic sie w ” moje lepsze ” 🙂 , to ja , w dodatku, porozumiewam sie własnie w norweskim, kaleczas w opisany sposób. I to mi własnie dodaje motywacje do ” lenienia sie” , no bo przeciez sie dogaduje, nawet w urzedach 😉 ;). A przeciez mam autoryzacje dyplomu, zawod tutaj poszukiwany… nic tylko motywacji brakuje, czy jak?
    To co napisałas, jest takie po prostu szczere.
    Pozdrawiam
    Ewa KS

    1. Post
      Author

      Ewa, cieszę się, że poczucie winy zmalało. Ale co jest do zrobieni, to jest i wiesz to Ty i wiem ja 😉 Och, zwłaszcza że masz poszukiwany tu zawód. Dasz rady, ja też, po prostu działajmy! Mi zapadł w pamięć jeden komentarz, mianowicie, że norweski jest dziecinnie łatwy. Tego się zaczynam trzymać. Pozdrawiam!

  3. Tak jak koleżanka powyżej „dogaduje sie przecież” po norwesku w pracy czy gdy mam coś załatwić, robię masę błędów ale i tak każdy mi mówi ze jak na 1,5 roku to ” du snakker veldig bra norsk” i jestem „flink i norsk” i w ogóle oh i ah. To też obniża moją motywację by się uczyć i zmienić pracę na lepszą.. Planuję to zmienić, ale czy się uda… ? 🙂 zobaczymy. Pozdrawiam !

    1. Post
      Author

      1,5 roku to dobra wróżba 😉 Czy się uda, pewnie, że się uda! Bo niby czemu by nie! Powodzenia (i Tobie i sobie i wszystkim, którzy chcą, ale… no właśnie, chyba trzeba wyrzucić do kosza „ale”) Pozdrowienia

  4. Taaaaaak na kursach wieczorowych zupełnie niczego konkretnego nie można się nauczyć tym bardziej jak się tyra dosłownie tyra na budowie do 16, a kurs rozpoczyna się od 17. Ja po prostu na kursie zasypiałem. Mnie najwięcej daje konwersacja z Norwegami, ale rzeczywiście czasami zastanawiałem się czy nie poświęcić pół roku czasu na dzienną naukę po prostu nie pracując, Od wielu osób mówiących po norwesku i uczących się w szkołach dziennych słyszałem , że po prostu w efekcie końcowym to się opłaca ponieważ mówiąc i pisząc po norwesku od razu wskakuje się na wyższy nie osiągalny poziom dla tych, którzy tego języka nie znają

    1. Post
      Author

      Kursy wieczorowe są dobre, dla osób, które mają czas i samodyscyplinę i głównie uczą się sami w domu. No ale jak widać, dla wielu to nie najlepsze rozwiązanie. Ja trzymam kciuki, żebyś zrealizował ten plan ze szkołą, zwłaszcza jeśli myślisz o dłuższym pobycie w Norwegii. Pozdrawiam

  5. Dla chcącego nic trudnego 😉 W sieci jest masa darmowych materiałów do nauki norweskiego. Nie brakuje również kursów (przynajmniej w Oslo) – na tych nieco niższych poziomach czy też darmowych konwersacji typu språkkafé. Mój ulubiony sposób na „osłuchanie się” i naukę nowych słówek to łączenie przyjemnego z pożytecznym czyli oglądanie norweskich seriali na NRK TV oraz czytanie książek po norwesku i notowanie słówek, których nie znam. Oczywiście najtrudniej jest zacząć, ale naprawdę materiałów i możliwości nie brakuje. Po dwóch latach spędzonych w Norwegii możliwe jest zdanie Bergenstestu i osiągnięcie płynności w porozumiewaniu się… chociaż nie ukrywam, że wymaga to oczywiście dużej motywacji i ciężkiej pracy – jak z każdą rzeczą… 😉 Pozdrawiam z Oslo.

    1. Post
      Author

      Stuprocentowa zgoda – dla chcącego, bo właśnie bolączką moją i wielu jest niska motywacja, czy po prostu lenistwo 😉 Sama materiałów mam pół szafy. Ale po tym artykule wzięłam się do pracy. Mam nadzieję, że to nie słomiany zapał mnie dopadł. Pozdrawiam 😀

  6. Sam się uczyłem duńskiego, w szkole dziennej, ale bez materiałów pomocniczych. Nauczyciele byli nie przygotowani do nauki duńskiego, byli to bezrobotni nauczyciele różnych przedmiotów z podstawówki, a brak podręczników zastępowały kserokopie artykułów z gazet. Czyli poziom przygotowania fatalny. Do tego dochodził brak motywacji i negatywne nastawienie oraz bardzo różny poziom wiekowy i w ogóle samych uczniów. Była to obowiązkowa nauka dla uchodźców, nie wszyscy mieli na to ochotę.

    Pierwszy miesiąc to było słuchanie bełkotu, nie było tam ani słów, ani zdań, tylko jakieś nieartykułowane dźwięki. 🙂

    Wszyscy w szkole uważali (z nauczycielami na czele), że język duński jest trudny. Teraz widzę, że faktycznie jest nawet trudniejszy od norweskiego, z powodu trudnej i nieregularnej wymowy.

    A jednak uważam, że nauka duńskiego była łatwa. I interesująca, dająca satysfakcję. Bo dzięki tej nauce przestawałem być niemową. Po okresie mowy na poziomie dziecka, bez zbytniego wysiłku udało mi się opanować słownictwo i idiomy, którymi posługują się dorośli. A dlaczego? Bo motywacja, trochę pracy i w końcu przyjemność w nawiązywaniu kontaktów i prowadzenia rozmów sprawiły, że opanowałem ten język nawet sam nie wiem kiedy. Nie chcę się chwalić, a jedynie zwrócić uwagę, że brak motywacji i systematyczności uniemożliwia naukę. Ci z moich szkolnych kolegów, którzy uważali, że duński jest trudny, głupi a nauka jest bez sensu do dzisiaj nie mówią tym językiem.

    1. Post
      Author

      Przytakuję i podziwiam, bo wiadomo, że nic samo się nie zrobi, więc żeby się nauczyć, trzeba się zaangażować, a to oznacza przeznaczenie czasu na naukę przede wszystkim. I właśnie tak, jak piszesz, przeświadczenie, że język jest bardzo trudny, ogranicza. Dobre nastawienie oraz brak wiary w cuda, a zamiast tego rzetelna praca, to z pewnością najlepsza recepta na opanowanie języka. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *