Śnieżne anioły

Katarzyna Norwegia, Styl życia Leave a Comment

Mroźna zima – to w Polsce. Tutaj w „zimnej Norwegii”, przynajmniej w jej południowej części, gdzie mieszkamy, zimę rozpoznaje się po kolcach na kołach samochodów wydających specyficzny dźwięk na asfalcie i bambusowych tyczkach powbijanych wzdłuż dróg – ich zadaniem jest wskazywanie kierowcom, gdzie pod zaspami śniegu znajduje się jezdnia. Ale właśnie – śniegu nie ma. Temperatury całkiem znośne, w ciągu dnia na plusie (kilka dni temu +11 st C). Och nie, nie skarżę się, w żadnym razie. Zwłaszcza, że miłośnicy sportów zimowych po kilkudziesięciominutowej podróży samochodem mogą dotrzeć do ośrodków narciarskich, w których jest śnieg i czynne wyciągi.

Wielkim miłośnikiem zimy nie jestem. Razem z Kubą jeździmy na snowboardzie, ale gdyby ktoś zaproponował mi zmianę klimatu na cieplejszy, a w ofierze miałabym złożyć możliwość korzystania z białego szaleństwa, nie zastanawiałabym się  nanosekundy. Jednak nikt z taką propozycją nie wyszedł, a zima bez nart/deski jest jakby niepełna. Zatem przyszedł czas, by i dzieciaki zaczęły szusować, zwłaszcza że od jakiegoś czasu mocno nalegały.

IMG_3161 IMG_3159

Sezon rozpoczęły niedawno. Pojechały z tatą i jego znajomymi do Bortelid, oddalonego o 85 km od nas ośrodka narciarskiego. (Dla najmłodszego nie zorganizowaliśmy jeszcze sprzętu, w krótce zamierzamy to naprawić). Kuba o nartach nie ma żadnego pojęcia, ale znajomi jeżdżą i sami zaoferowali pomoc w uczeniu naszych dzieciaków. Pierwszy wyjazd był zabawny i owocny, a cel osiągnięty – dzieci złapały bakcyla. Wczoraj znów byliśmy na stoku, tym razem nieco dalej, w Gautefall. Choć po drodze nic nie wskazywało na to, że na stoku mogą być choćby jako-takie warunki, to jednak śnieg był (głównie sztuczny) i całkiem dobrze się jeździło. Miałam długą przerwę, ale po kilku zjazdach po nasłonecznionym stoku stwierdziłam, że jest dobrze. Dzięki znajomym parę zjazdów mieliśmy dla siebie. Nie zdziwiło mnie, że w obszernej stacji narciaskiej była długa, niska ławka, a przed nią tysiące klocków lego, którymi dzieci zajmują się, gdy już wyjeżdżą się do granic sił. Nasze praktykowały znów głównie ze swoimi nauczycielami, którzy niestrudzenie pokonywali odcinek przeznaczony do nauki jazdy. Też trochę „pozjeżdżałam” z dziećmi, ale bieganie na butach za nawet niewielkim narciarzem to tak jak 140 minut z Chodakowską ;).

Ale tak naprawdę nie chcę pisać o stokach w Norwegii, tylko o bezinteresowności, która czasem rozbraja mnie i zadziwia, grzeje serce jak słońce, nawet zimą.

IMG_3134(1)

Mówią, że ludzi najlepiej poznaje się w górach. Wiem, wiem, chodzi raczej o Himalaje, jednak również na tych niewielkich wysokościach norweskich gór to się udaje. Chyba niewielu jest ludzi, którzy zamiast zająć się sobą, swoimi przyjemnościami i zjazdami, są gotowi angażować energię i czas, by przekazywać umiejętności godzinami, z anielską cierpliwością, nie oczekując niczego w zamian. A my właśnie mieliśmy szczęście trafić na takich śnieżnych aniołów, którzy dali naszym dzieciom to, o czym sami nie mamy zbyt dużego pojęcia. A w jaki sposób to robią, widać najlepiej po dzieciach, zadowolonych z narciarskich wypadów.

Podoba mi się zima bez mrozów, a jeszcze bardziej podoba mi się świat, gdzie spotyka się ludzi gotowych, by dzielić się tym, co dobrego mają do przekazania, a ideą główną ich działalności wcale nie są pieniądze. Tak, w takim świecie to się chce żyć. Dziękujemy Panie Staszku, dziękujemy Krzychu 🙂

IMG_3143IMG_3142IMG_3139

***

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

***

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *