Skazane na podróże

Katarzyna Podróże z dziećmi, Styl życia 5 Comments

podróże z dziećmi

Chcielibyście, by Wasze dzieci dobrze znosiły podróże? By bez marudzenia wsiadały do pojazdu?

To jest możliwe… (bo przecież wszystko jest możliwe;).

Dla niektórych rodziców pokonanie samochodem 300 km z małym dzieckiem to wyprawa.  W rodzinach podobnych do naszych, czyli pierwszego pokolenie polskich emigrantów, mieszkających w  Europie, zwykle „długa jazda samochodem” dotyczy tras powyżej 1000 km. Dzieci są skazane na podróżowanie, bo przecież też chcą widywać swoich dziadków i kuzynów, a to wymaga pokonania dużych odległości. Każde z naszych maluchów swoją pierwszą podróż do Polski samochodem (1300 km) odbyło w wieku 3 miesięcy, a przed ukończeniem roku leciało co najmniej dwa razy samolotem.

Długa jazda nuży każdego – małego, czy dużego, z tą różnicą, że dzieci dają temu głośno wyraz. I przyznam, że nie udało nam się jeszcze zamienić kilkunastogodzinnej podróży samochodem we frajdę. Może dlatego, że zależy nam, by jak najszybciej być już w domu (czy tym polskim, czy norweskim). A może dlatego, że auto nie jest naszym ulubionym środkiem transportu. Dzieci i brak ruchu to dość nienaturalna sytuacja. W samochodowych wojażach pomagają nam audiobooki, rytmy, piosenki. Dzieci potrzebują znaleźć swój rytm. Również w czasie podróży.

podróżniczy niezbędnik trzyimy

podróżniczy niezbędnik trzyimy

A gdy to na nic, nie dajemy im tableta. Popełniamy inny „grzech”. Na drogę zabieramy zawsze worek przekąsek. Paluszków. Cukierków. Gum mamba. Ciasteczek. Ryżowego chleba. Lizaków. Ech, nie wymieniam więcej, bo chyba nie dostanę rozgrzeszenia ;). Na co dzień w miarę możliwości chronimy dzieci przed słodyczami. Ale w czasie drogi – hulaj dusza, piekła nie ma (ani próchnicy). Raz tylko skończyło się to tak, jak można by przypuszczać. Ale i tak spędzenie kilkunastu godzin w samochodzie uważam za wyzwanie. Dzieci czasem nudzą, że już chcą być na miejscu (gdyby ich nie było z nami, nudziłabym ja). Robimy przerwy, prostujemy nogi i gnamy naprzód.

I wiecie jakie są tego skutki? (Zdrowotne mam nadzieję, że żadne). Gdy wybieramy się w czterogodzinną trasę, sami nie wiemy, kiedy minęła. Nie wiedzą tego również nasze dzieci, bo przelatuje im dość niepostrzeżenie.

Samolot – o, to już lepiej, więcej swobody i możliwości. Choć w przypadku bobasów, co to jeszcze nie muszą płacić za bilet, że niby niemowlaki, a już nóżki rwą ich do przodu, już będą się wykłócać, że to nie pora na siedzenie na kolanach rodzica, nawet gdy stewardessa jest innego zdania, bywa czasem trudno.

 

Najlepszy na takie frustracje jest cycuś mamusi, ale nie każda mama karmi. Napoje są wskazane, bo zapobiegają zatykaniu się uszu (podobnie jak żucie gumy, ssanie lizaków itp). Z pewnością dobrze mieć kluczyki do samochodu. Po co? Bo to świetna zabawka, choć ryzyko zawieruszenia gdzieś między fotelami jest dość duże. Nasze nieco starsze dzieci chętnie kolorują, oglądają książeczki,  poszukają krokodyli w chmurach. Przychodzi też czas, by uruchomić pokładowy telewizor (nie przeceniałabym jego mocy, dla naszego trzylatka – mógłby nie istnieć, 5-letnia Kaja obdarza go tylko ciut większą uwagą).  Zdarza się uprawianie niezaawansowanej gimnastyki na fotelach  (oczywiście, że bez butów). I w końcu zasłużony sen.

 

A w pociągu… tam dopiero się żyje. Podróże pociągiem – moja prywatna miłość. Jazda w przedziale jest dla mnie przeżyciem na pograniczu mistyki. Mijane krajobrazy są jak medytacja, stukot kół nadaje rytm, obserwacja podróżnych to jak lekcja socjologii. W dodatku w pociągu świetnie się czyta (od dziecka niestety nie mogę czytać w samochodzie, bo każde spojrzenie w dół przyprawia mnie o mdłości).

I powiem Wam, że można się tam nieźle ustawić, zwłaszcza podróżując z gromadką dzieci! Najświeższe doświadczenia zdobyliśmy na trasie Gdańsk – Kraków i z powrotem. 7,5 godziny w pociągu TLK  spędziliśmy w prywatnym przedziale, przysługującym matce z dzieckiem. Najlepiej wykupić takie miejscówki w kasie, maksymalnie na dwa dni przed odjazdem. Przez internet nie da się jeszcze tego zrobić. Nic straconego – warto spytać konduktora o  przedział (tak właśnie zrobiliśmy). I jeśli jest wolny, z pewnością Wam go udostępni (dotyczy to dziecka do 4 roku życia). Choć zdaje się, że na jednego malucha przysługuje miejsce dla jednego dorosłego opiekuna, także w ciasnocie i większej ilości „mam z dziećmi” (przepraszam Tatusiowie, ale ten przedział właśnie tak się nazywa) może nie być tak komfortowo.

My, tzn. Trzy i my,  mogliśmy zająć cały przedział dla „matki z dzieckiem” i urządziliśmy się wspaniale.  Mieliśmy ze sobą piknikowy koc, który rozścieliłam na podłodze. Dzieciaki poćwiczyły trochę na drabinkach (przepraszamy PKPIntercity, ale było fajnie), powygłupiały się w parterze, a później smacznie zasnęły (mimo, że nie była to kuszetka) wyciągnąwszy się na siedzeniach. Dorośli byli również zrelaksowani. Ściągnęliśmy buty i czuliśmy się jak w domu (na kółkach). Dobra, powinnam pisać za siebie. Mi się podobało!

P1120236

W Pendolino, który w zaledwie  5,5  godziny dowiózł nas z Krakowa do Gdańska,  nie załapaliśmy się na rodzinny przedział (są takie, ale tylko cztery czteroosobowe na cały pociąg). Reszta składu była bezprzedziałowa. Dzieciaki rysowały, zjadły, czytaliśmy razem i co było nieuniknione – nastał czas aktywnych zabaw. Pozwoliłam im biegać po wagonie, wyobrażając sobie chmury krytycznych uwag pani, która siedziała obok. W dodatku czytała książki dotyczące pedagogiki. Profesjonalistka, pomyślałam, pewnie widzi każde potknięcie wychowawcze uosobione w naszych żywiołowych brzdącach. Jakie było moje zdziwienie, gdy w pewnym momencie zwróciła się do mnie z serdecznym uśmiechem.

– Grzeczną są te pani dzieci.

Rozejrzałam się, by nabrać pewności, że mówi do mnie. Przyznam, rzadko słyszę takie komplementy.

– Troszkę wojują – uśmiechnęłam się niepewnie.

– Tak zachowują się zdrowe, zadowolone dzieciaki – odpowiedziała.

Okazało się, że moja rozmówczyni jest dziecięcym psychologiem klinicznym. Dodała mi otuchy, bo czasem nabieram wątpliwości i zastanawiam się na ile pozwolić dzieciom w podróży. I wydaje mi się, że wszystko, co robią dzieci może przeszkadzać innym. To raczej paranoja, bo zwykle spotykamy się z serdecznymi reakcjami współpasażerów. Ale mam też w pamięci przeczytane opinie ludzi, którzy  za dziećmi nie przepadają, zwłaszcza w samolotach i innych środkach transportu. Pamiętamy o Was. Nie chcemy, żeby nasze dzieci uprzykrzały Wam drogę. Jednak nie mamy sumienia zmuszać ich, by zachowywały się jak stonowani dorośli, drzemiący kilka godzin nad Newsweekiem. To z resztą jest niewykonalne. Dobrze, gdy dzieci zachowują się jak dzieci. A rodzice jak odpowiedzialni dorośli.

Interesuje Cię temat dzieci i różnych środków lokomocji? Zajrzyj:  http://trzyimy.pl/byle-do-przodu/

TIP jeśli ktoś nie leciał jeszcze z dzieckiem samolotem, to proponuję ZAWSZE pokazujcie, że start i lądowanie to atrakcja, nie powód do płaczu, a później to już leci 🙂

Comments 5

  1. też mamy dziadków daleko.. 800 km 🙂 synek ma 2 lata i też wojuje. Gdy wybieramy się z tatą to jedziemy samochodem.. zawsze na noc ! i też grzeszymy słodyczami i bajkami w telefonach 😉 ostatnio widziałam stoliki do malowania, przymocowane do fotelików 😀
    Za 2 tyg ruszamy pociągiem! sami (ja i syn).. pociągiem jeździć lubię.. ale nienawidzę przesiadek ! nie mamy bezpośredniego połączenia 🙁 i zawsze się zastanawiam, czy trafimy na wyrozumialych ludzi 😀 Przyznam, że najlepiej jeździ się w zimie ! Wtedy pasażerów jest mało, a i zdarza się, że nie ma nikogo w całym przedziale 😀 Fajny blog ! Dzisiaj zajrzałam 1szy raz i bardzo mi się spodobało 😉 będę zaglądać .. Pozdrawiam !

    1. Post
      Author

      Cześć Andżela 🙂 Przesiadki to rzeczywiście ciężka sprawa. Ale jestem pewna, że znajdą się ludzie chętni pomóc. Mam bardzo pozytywne doświadczenia w tej kwestii i uważam że jest wielu życzliwych Polaków. Właśnie takich współpasażerów życzę Ci w tej podróży 🙂 Cieszę się, że trafiłaś na strony trzyimy. Pozdrawiamy serdecznie 🙂

  2. Co do podróży z dziećmi to w niecierpliwym oczekiwaniu na naszego trzeciego potomka powoli myśle o naszej wspólnej( ja i dzieciaki w wieku 5 i 3 lata oraz 3miesiace)wyprawie samolotem w wakacje i chyba najlepszym rozwiązaniem jest w naszym przypadku by ta starsza cześć rodzeństwa odpowiednio przygotować przez rozmowę i przekazanie im ze jadą w długa podróż i byłoby bardzo dobrze gdyby pomagali mamie :))))oraz zorganizowanie im w miarę możliwości czasu a z najmłodszymi to trochę trzeba zdać sie na Łud szczęścia i przekąski np.mleko mamy:)))

    1. Post
      Author
  3. No, dla mnie nawet kilka godzin w samochodzie to koszmar, nie wyobrażam sobie, mdleję, rzygam, dziecię wolimy wozić pociągiem, raz na jakiś czas mała leci samolotem. BTW odległość między dziadkami czasem bywa dziwna. Nas dzieli tylko 40 km, ale jakoś mi się nie chce wozić dziecka tylko po to, by ktoś je obejrzał. Wysyłam zdjęcie i mam spokój. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *