Siedem tęsknot emigranta

Katarzyna Emigracja 4 Comments

1. Dla mnie to radość iść ulicą i słyszeć polski język – płynący znaną melodią z ust dzieci, starszych, ekspedientek w sklepie. To nie kwestia rozumienia, to kwestia rozumienia sercem. Namiastką tego są dość często słyszane rozmowy Polaków choćby w Norwegii. Ale zamiast swojsko, na obczyźnie brzmią raczej egzotycznie.

Cieszę się, że nasze dzieci lubią mówić po polsku, który jest ich językiem wiodącym. Bo wcale nie jest to sprawa oczywista. Znam imigrantów, którzy nie rozmawiają z dziećmi we własnym języku. Smutne, nie wyobrażam sobie przyszłych spotkań z rodziną z ojczyzny. Mi język polski podoba się bardzo i staram się zaszczepić w dzieciach te same uczucia.

2. Wyjazd  i rozłąka z najbliższymi to świetny sposób, by przekonać się, jak są ważni. Sama nie jestem typem tęskniącym. Od młodości lubiłam wyjeżdżać daleko i na długo i wcale nie cierpiałam z tego powodu. To pojawienie się dzieci spowodowało, że wiem, jak tęsknota intensywna wygląda. Nasze dzieci uwielbiają być w Polsce, z kuzynami, babciami, ciociami i wujkami. To świat, do którego tęsknią i który kochają. Wszystkie urodziły się w Norwegii, a jednak Polskę noszą w sercu. Bo dla nich Polska to przede wszystkim najbliżsi, których miłość jest niezastąpiona. Wielu polskich emigrantów ma rodzinę w kraju. I to ona działa jak magnez, zachęcając do odwiedzin tak często, jak to możliwe.

P1090590P1060919 P1060798P1060811

3. Na emigracji brakuje mi zrozumienia. Nie chodzi o problemy językowe, tylko mentalność. Norweg (czy Anglik, Amerykanin, Hiszpan) nie zrozumieją do końca polskiej duszy, tak jak Polak nie pojmie do końca ich. Bo każdy musiałby znać historię drugiego. Jedność doświadczeń powoduje, że wielu rzeczy nie trzeba tłumaczyć. Dlatego lubię być w Polsce, między Polakami.

4. Tęsknię za ogórkami kiszonymi (w tym przypadku lista może być długa). Czasem ktoś przywozi kilka słoików, albo zakisi tutaj. I gdy zakrętka stawiając opór w końcu się otwiera, funduję sobie kilkusekundową podróż do Polski. Taka ojczyzna zaklęta w słoiku.

5. Kraków – Kazimierz – Mleczarnia*. Mój ulubiony stoliczek przy okienku (bo nie piszę o ogródku). Atmosfera miasta, którą można oddychać. Ludzie, na których lubię patrzeć. Planty, spacer na Wawel, bulwary wiślane, wycieczki rowerowe. Ech, długo mogłabym pisać, Uwielbiam moje miasto i tęsknię.

P1070053

6. Wydarzenia artystyczna. Sama nie jestem zbytnio kulturalna, za to uwielbiam zabierać dzieci w różne interesujące miejsca. I zawsze coś się trafi. Przedstawienia, warsztaty, imprezy plenerowe. W większości na wysokim poziomie.

P1070254P1070235

P1070292P1070007

 

7. Przyjaciele. Choć odkąd pozakładali rodziny (wcześniej niż ja), nie mogłam już liczyć na wspólne piwo dwa razy w tygodniu. Teraz odległość sprawiła, że wszystko co nieprawdziwe rozsypało się jak piach (jak żużel). Odległość wspaniale weryfikuje przyjaźń. Tylko prawdziwe więzi przetrwają próbę czasu.

*Mleczarnia to jedna z licznych przeuroczych kawiarenek na krakowskim Kazimierzu. Nawet mój Tata zachwycał się, gdy kiedyś poszedł na kawę do którejś z nich „Barmanka zamiast schować pieniądze do kasy fiskalnej, wsadziła je do starego kuferka”. KLIMAT, być może nie przemawiający do każdego. KRAKOWSKI KLIMAT.

Przeczytaj też: http://trzyimy.pl/polskie-chuchanie-kontra-norweska-kaluza/

 

***

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać. Twoja opinia jest dla mnie cenna.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

Dobrego dnia!

***

Comments 4

    1. Post
      Author

      Kraków też wyidealizowany. Dawniej narzekano na smoka wawelskiego, a obecnie miasto nękane jest przez smog 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *