Rozrywki rodzinne w starym stylu

Katarzyna Norwegia Leave a Comment

Rodzinny dzień w muzeum. Wieje nudą trochę. W dodatku w niedzielę miało padać, więc było to jakieś  wytłumaczenie, by pozostać w domu, puścić dzieciom baję i przymknąć oczy, bo ostatnie noce mocno zarwane. Jednak deszcz padać nie chciał. Poszliśmy.

I było odlotowo! Idea imprezy, oprócz wspólnie spędzonego czasu rodzinnego, to uzmysłowienie dzieciom, jak żyło się dawniej. UZMYSŁOWIENIE. Dlatego zamiast opowieści starej treści, makiet i ekspozycji (choć owszem, na terenie muzeum stoją przeniesione z różnych części Norwegii zabytkowe zabudowy) jest samodzielne działanie. To w Norwegach uwielbiam, że nie boją się dzieciakom dać do ręki młotka. I że wiele można doświadczyć i dotknąć. Nawet starej centrali telefonicznej. Na niej umieszczono jedynie kartkę z prośbą, by obchodzić się ze sprzętem delikatnie, bo jest zabytkowy.

20

 

Zatem dzieciaki złapały  w rękę po młotku. Stukały, stukały, pukały, pukały i takie zabawki sobie zrobiły:

 

11 12

A historię o Ołowianym żołnierzyku znacie, prawda? Nasze dzieciaki też ją znają. A poza tym Mateusz wręcz kocha wszystko, co wojskowe. Dlatego odczekaliśmy dobre 20 minut, po to, by mogli odlać sobie swoje zabawki. Mateusz muszkietera, a Kaja konia (w zależności od wielkości koszt 15, 20 lub 30 kr). Trochę długo się stało, ale interesująco było obserwować, a później samemu wlewać rozgrzaną cynę do formy, a potem z niej wyciągać gotową figurkę. W zasadzie zdziwiło mnie, że naczynka z płynną cyną stały na elektrycznej kuchence w zasięgu rąk, a przy pracy odlewacza używało się jedynie skórzanych rękawiczek. Ale wyglądało na to, że cały warsztacik działał jak trzeba i jednak wszystko było pod kontrolą.

19 18 17

Wiadomo, takie miejsce to okazja dla różnych twórców i rzemieślników. Więc przy akompaniamencie zabytkowej katarynki sprzedawano produkty ręcznej roboty i promowano własną działalność. Był między innymi tapicer. Hmm, tapicer dla dzieci to średnio atrakcyjna postać. A jednak stoisko tego pana pokochały. Na stoliku miał skrawki materiałów tapicerskich, niewielką maszynkę obok i dzieciaki robiły tapicerowane guziki.

16 14 13 15

Były też atrakcje, na które nie zdążyliśmy, bo jednak trochę późno się wybraliśmy. Więc nie byliśmy m.in.  w teatrze lalek (ilość miejsc ograniczona), w kuźni kowala, ani w chatce, w której pani haftowała bunad, czyli tradycyjny norweski strój. Ech, co tam. Dzieci zagrały za to w kręgle, takie, w jakie grali ich rówieśnicy 100 lat temu (kamienną kulką rzuca się po drewnianym torze), pisały piórem maczanym w atramencie, „jeździły” na drewnianym koniku na patyku i prawdziwym koniu i kucyku (ta druga przyjemność to 30 kr za osobę), chodziły na szczudłach. I były ogromnie zadowolone  z własnoręcznie wykonanych zabawek i guzików.

22 23

Choć chodzenie na szczudłach przejęłam sama, gdy one poszły na plac zabaw. Nigdy tego nie robiłam i chwilę zajęło mi odkrywanie prawideł szczudłowych. A zatem należy robić małe kroczki, zachować balans i myśleć o sprawie, że jest prosta do wykonania. Tak chciałabym podchodzić również do życiowych wyzwań.

 

Kristiansand Museum to całkiem interesujące miejsce do odwiedzenia z dziećmi nawet, gdy nie ma tam żadnej imprezy. A dzisiejsza (Familie og Aktivitetsdag) to jedna z najlepszych tego typu imprez, na których do tej pory byliśmy.

Ceny: wejście na piknik:  90 kr dorosły, 40 kr dziecko, bilet rodzinny 220 kr.

***

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

Dobrego dnia!

***

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *