Ratunku, chyba jestem ciotką!

Katarzyna Styl życia Leave a Comment

Pamiętam te rześkie, październikowe poranki. I szelest folii ściąganej z paczki papierosów. Spotkania z kolegami w parku przed szkołą. Wspólnie palone papierosy i rozmowy, co też dziś czeka nas w szkole. Najbardziej utkwił mi w pamięci gorzki smak i dym, który choć był szary, jednak kolorował te chwile, te poranki. Pamiętam też spotkania na klatce schodowej. Wtedy, gdy ze względu na metrykę nie wypadało się pokazywać na osiedlu z papierosem. A było zbyt zimno żeby leźć aż za śmietnik zapalić. I momenty, gdy w pięć osób siedzieliśmy godzinami w knajpce przy trzech kolach, a przed nami piętrzyła się petowa góra w popielniczce.

Czemu o tym piszę? Bo lubię papierosy? Nie. Nie znoszę ich (od pewnego czasu). Zwłaszcza tego smrodu, który wnika wgłąb człowieka. Kilka lat po rzuceniu nałogu udało mi się wreszcie zakopać całą magię związaną z paleniem. Dopiero od tamtego momentu mogłam powiedzieć – nie palę, bo nie chcę. Odtąd nie potrafię podzielać czyjegoś „klimatu”, papierosy wyłącznie mi śmierdzą, nie niosąc ze sobą smaku wolności, niezależności, luzu, ani przyjemnej przerwy od codzienności. I czasem nawet dziwię się palaczom, po co wydawać kasę na ten syf? Tak jakbym zapomniała o wszystkim, co czułam. Jakby gilotyna czasu odcięła mnie od przeszłości.

Rzeczy, które wydawały mi się niepodważalnie najlepsze, są dziś w moich oczach niezbyt pociągające. A nawet niezrozumiałe. Tak jest, gdy patrzę na młodych, zbuntowanych, którzy swoim wyglądem krzyczą o inności, a ilością dziurek na twarzy mogą konkurować z serem gouda. Kiedyś powiedziałabym na ten widok WOW! Pewnie sama tak chciałabym wyglądać i nawet starałam się doścignąć ideału, najlepiej jak umiałam. Gdy zaczynałam pierwszą klasę LO byłam pierwszą osobą w całej szkole z kolczykiem w nosie. Właściwie dwoma (dziś to żaden honor, ale w tamtym czasie, uwierzcie mi, robiło wrażenie).

A teraz? Patrzę na dzieciaki, jakim byłam sama, a w głowie słyszę głos cioci L. , jakby był moim własnym: „Przecież to brzydkie”. Wtedy jej nie wierzyłam. Myślałam, że mówi tak, bo w pewnym wieku wypada trochę moralizować. Ale w głębi podoba jej się moja wygolona głowa, dziurawe spodnie i za duże glany. Nie byłam w stanie pojąć, że taki wygląd może się komuś NIE podobać!
O zgrozo, jaka jestem dziś dojrzała (aż mi słabo od tej dojrzałości). Ile widzę krzyku zagubienia w każdej z tych dziurek na usteczkach i policzku. Ile niezgody na to, jak wygląda ten świat, krzyku wołającego tak naprawdę o choć ciuteczkę miłości. Ratunku! Jestem ciotką!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *