Przystanek stacja

Katarzyna Emigracja 5 Comments

Pewnie większości  z was praca sprzedawcy na stacji benzynowej wydaje się strasznie nudna? Mnie też się czasem taka wydaje. I dlatego w czasie mojej zmiany wymyślam sobie różne mentalne rozrywki (bo najczęściej pracuję sama).

Ta, którą lubię najbardziej, to „Przystanek Alaska”. Nie wiem, czy pamiętacie ten serial. Ja niewiele, najbardziej chyba pamiętam łosia, który chodził ulicą. A tu u nas nie chodzi żaden łoś. Więc o co chodzi? Och, o ten klimat alaskański*. Mieścinka, gdzie się osiedliliśmy liczy 14 tysięcy mieszkańców. I mam wrażenie, że jak bohaterowie rzeczonego serialu, znam wszystkich. No, może lekko przesadzam (ale przecież mogę). W każdym razie prawdą jest, że jeśli nie znam osobiście, to jest to krewny lub znajomy królika. Ile razy nie zaczęłaby się rozmowa znajdujemy wspólny punkt zaczepienia. A to pojawia się gość, którego żona pracuje z moją koleżanką, a to kobieta, która mieszka w tym nowowyremontowanym domu na rogu. W każdym razie wszyscy wiedzą o wszystkich bardzo dużo. I może gdybym pochodziła z podobnego miejsca, to by mnie to drażniło (a może nie). W każdym razie dla mnie to urocze, niezła Alaska innymi słowy. Zjawiska, które dotyczą małych miejscowości są dla mnie dość nowe. I dość interesujące. I  ludzie bardziej pogodni, niż w większym mieście. Więc ta moja zabawa polega na podtrzymywaniu tego przyjacielskiego nastroju czasem rozmową, która zaprowadza nas właśnie do wspólnych znajomych, albo przyjacielskim uśmiechu, który sprawia że ten śnieg na zewnątrz też jakoś weselej wygląda (ha, całkiem dobrze idzie, bo dziś śniegu już prawie nie ma). Lubię ten mały świat, taki trochę wyrwany z kontekstu, jak dla mnie. Bo mój kontekst jest zupełnie inny, niż tych ludzi. Oni w większości znają się jeszcze z czasów szkolnych. A dla mnie to egzotyka, ta moja „Alaska”.

Nie jestem w środku, tylko trochę jakby przed telewizorem. Troszkę oglądam tych ludzi, którzy przychodzą na stację. Mam swoich bohaterów, a oni historie życia, o których z pewnością nic nie wiedzą, bo im je wymyślam.

Co więcej, czasem czuję się jak w innym filmie, w „Dniu świstaka”, co chyba typowe dla takich miejsc. Jest kilka osób, które przychodzą zawsze o tej samej porze, zamawiają zawsze to samo i robią to niezmiennie z tą samą miną. Powiem szczerze, że nie lubię, gdy nagle wyłamują się ze scenariusza i kupują coś innego. Ale cóż, klient, nasz pan.

* jak ktoś  nie oglądał, to powiem, że „Przystanek Alaska” opowiadał o maleńkiej osadzie, w której każdy znał każdego, był jeden lekarz i  babka, która nazywała się  O’Conell latała małym samolotem. To tak z grubsza, bo z cieńsza to już nie pamiętam.

***

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać. Twoja opinia jest dla mnie bardzo cenna.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

Dobrego dnia!

***

 

 

Comments 5

  1. Jøsss , to Ty tez tak masz ? dzien swistaka, dzizas mnie sie ti ciagle przydarza . WPolsce nigdy czegos takiego nie doswiadczylam, poza filmem 😉 . A tutaj….ciagle. Wioseczka w ktorej mieszkam to tylko 420 mieszkancow, wiec znamy sie jak przyslowione ,, dzikie swinie ” . Joker to taki przystanek, gdzie w sobotni poranek wszyscy sie spotykaja. I niby nie ma koleki , a tlok jak na stacji kolejowej. Cala komuna to tylko troche ponad4 tysiace mieszkancow. Dzien swistaka ? O tak , jak najbardziej . Zawszeciekawa jestem , jaka historie nam przypisuja . Pamietam jak kupilismy dom i trwal remont – wewnatrz i na zewnatrz , to po drugiej stronie ulicy zbierala sie starszyzna i komentowala co i ja robimy. Wtedy to wlasnie poznalismy wiekszosc emerytow w naszej miejscowosci. Ba…. panie zaproponowaly mi nawet czlonkostwo w ich klubie srodowisc tworczych – szydelkowanie, robienie na drutach , gotowanie i …. plotkowanie. Jakze bym mogla nie przyjac takiego zaproszenia. No i stalam sie najmlodsza czlonkinia klubu starszych pan, ale co tam jest cool . Pozdrawiam Ania

    1. Post
      Author

      Dobre 🙂 To Wasza miejscowość mniejsza od tej z „Przystanku Alaska”. Dzień Świstaka gwarantowany. W klub starszych pań to pewnie całkiem niezła rozrywka 🙂 Fajnie, że tu się ludziom chce organizować, zamiast stać pod trzepakiem z sąsiadką. Serdeczne pozdrowienia

  2. Jestem fangirl tego serialu. W liceum nawet siedziałam przed telewizorem z segregatorem i notowałam cytaty. Pierwsze 13 odcinków było mega, potem niestety autorzy odsprzedali prawa do produkcji i z odcinku na odcinek robiła się kaszanka. Powiedzmy, że pierwsze 26 da się oglądać, z reszty z czystym sumieniem można zrezygnować. Uwielbiałam, jak Indianka sobie radziła z arogancją młodego doktora, oczywiście świat nie istniałby bez Chrisa o poranku, wreszcie moja wielka love, chłopak wychowany przez Indian i jego problemy egzystencjalne z tym związane. Ostatnim razem obejrzałam sobie parę serii po urodzeniu dziecka, to był dobry przerywnik w czasie jej drzemek. Od dawna nie oglądam tv, więc już samo oglądanie produkcji telewizyjnej było dla mnie odmianą.

    Fajnie, że mieszkasz w takim miejscu. Ja bym chyba w takiej społeczności była typowym traperem, który nie wychodzi z lasu, a potem i tak spada mu sputnik na głowę 😉

    1. Post
      Author

      Czy traperem, czy Lavinką, w niewielkich społecznościach zawsze jesteś kimś i w zasadzie odpowiada mi to dużo bardziej niż wielkomiejska anonimowość. Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *