Przekleństwo, błogosławieństwo. O byciu emigrantem

Katarzyna Emigracja 6 Comments

german-polish-border

Z dala od bliskich i schabowego w przydrożnym barze. Często z kołkiem w ustach, zamiast języka; czasem na rubieżach społeczeństwa.

Powszechny rytm dom-praca, praca-dom staje się żelaznym schematem. I święta wódka, zgodnie z tradycją pita. Czasem jednak…

Lepiej niż u mamy. W otoczeniu nowych przyjaciół. W objęciach domu, tonącego w bieli. Praca – najlepiej zgodna z wykształceniem. Każda jednak popłaca. Jest czas na wakacje i zakupowe szaleństwa w ojczyźnie.

Są i ci, bohaterowie, którzy całe swe życie pozostawiają w Polsce. Tam są tylko przelotem, tu – nie całkiem u siebie. Przyzwyczajeni, lecz osamotnieni. Odcięci od bliskiej relacji z rodziną, która, choć znaczy wiele, podąża własnym torem. Drogi łatwo mogą się rozejść. Dobrze jest pobyć razem na urlopie, jednak dłuższe wspólne przebywanie bywa nieznośne. Ważne, by strumień pieniędzy płynął.

Powoli, acz nieubłaganie, miejsce tęsknoty zajmuje poczucie niekompatybilności. Życie tu, choć pozbawione swojskości, jest łaskawsze. Lżejsze. Godniejsze. Tam czeka niepewność i kto wie, może nawet frustracja? Są tacy, co wracają. I ci, co zostają. Oraz cały szereg niezdecydowanych, niedookreślonych; nie pytają o jutro. Tu i teraz jest dobrze. Da się żyć, unikając narzekań. Odkładając na konto. Śpiąc spokojnie.

– Kiedy wrócicie?- dopytuje stęskniona rodzina.

Może w przyszłym roku, może za cztery?

– Nie pytajcie, bo nie wiem. Ale wrócimy, wrócimy na pewno.

Tak teraz odpowiadam. Jednak jaka odpowiedź padnie w przyszłości, tego nie wiem. Czasem tylko obawiam się, że zabrzmi ona „zostajemy, tu jest nasz dom”. Tak, trudno podjąć decyzję o przesiadce z motoru na hulajnogę.

A co z dziećmi urodzonymi za granicą? Co z ich dorastaniem, mentalnością, polskością? Czy będzie coś warta? Pożądana? Akceptowalna przez nich samych?  Czy starania ze strony rodziców, by przybliżać ich sercu to, co znajduje się daleko, wystarczą?

Chce mi się śmiać, gdy za kasą na stacji benzynowej widzę skośnooką twarz, o ustach wciąż mocnoazjatyckich w wymowie, z których da się słyszeć: „Jestem Norwegiem” – z tym charakterystycznym akcentem, utrudniającym zrozumienie w końcu już nie tak obcego języka. Ale jednak Norweg. Nie szkodzi, że urodzony tysiące kilometrów stąd. Norweg i już (wydaje się, jakby z ledwością pamiętał nazwę kraju, w którym przyszedł na świat, jakby to było jedno z mniej istotnych zdarzeń w życiu).

I myślę sobie, co będzie, gdy pewnego dnia dziecko powie mi to samo. Polska? Po co Polska? Dla mnie Oslo, iPhone, narty biegowe. To się liczy. Mam nadzieję nie doczekać takich dni. Najprostszy sposób, by temu zapobiec, prowadzi na prom, lub do samolotu. Z powrotem do domu.

Jednak ilekroć myślę o powrocie, przed oczami stają mi znajomi, a w uszach słyszę ich słowa o niedoli, trudnościach, niepowodzeniach. – Zrobicie największą głupotę, jeśli wrócicie – mówią niektórzy z nich. Ale są przecież w Polsce i tacy, którzy mają dobrą pracę, dobry samochód, piękny dom i sukcesy.

Jednego, czego brakuje, to czas. Bo doba w Polsce jakaś krótsza, a godzina tańsza. Deszcz równie smutny, na dodatek bywa taki żałosny. Serce rozdarte między wygodą a romantyczną miłością. Ciągnie do tych pól, falujących złotem w lecie, do tych przysiółków, z roku na rok coraz bardziej wysprzątanych. Do królewskiego Krakowa, pachnącego starym brukiem. Wiele rzeczy jawi się w idealnym świetle, powierzchnie gładkie, pozbawione rys. Ludzie uśmiechnięci.

Wystarczy jednak wejść na WuPe, by przypomnieć sobie, jak wygląda ów „raj utracony”. Wystarczy znów porozmawiać z kimś z bliskich, by brutalnie zderzyć się z ziemią. Ta norweska, choć wilgotna, wydaje się przyjaźniejsza. Pozbawiona zanieczyszczeń, ekologiczna. Jak tu wracać do rozdzieranej na strzępy Polski, skłóconej i pozbawionej nadziei? Tęsknię, ale… myślę. Serce mówi: wracaj, a głowa powtarza swoje.

 

Comments 6

  1. przeczytałam… i nawet nie mam mieszanych uczuć. Jestem na emigracji od półtora roku z wiadomych, absolutnie, powodów. Jedyna moja reflesja to to, dlaczego tak późno!!!! Ja wiem, sentymenty, część rodziny i polsko brzmiące ulice, nie mówiąc o pięknej plaży… mieszkałam w Gdańsku. OK. Ale co dalej?? Za „swojski” klimat, tak zwanie, że u siebie, nie wyżyję. Jestem pielęgniarką, wiem, teraz głośno o nas bo ZNOWU coś chcemy i oczekujemy… Ale słusznie. Właśnie polski system pogonił mnie do innego kraju. Ja i cała rzesza tzw. piguł (…) pracuje dla Waszego świętego spokoju, i to ponad normę. A nie ma z tego nic, tylko coraz większe długi z okazji zaciągniętych kredytów na tzw. życie.. Dla jednych będą minusy emigracji, dla innych plusy. Ja należę do tej drugiej grupy. Pewnie, początki nigdy nie są proste. Trzeba się zaaklimatyzoać, czyli „walczyć ” o swoje. Ale to kwestia podejścia. Ja tylko poznawałam swoje nowe środowisko, dom??? I wiecie co. Całkiem mi się tu podoba. Oprócz UCZCIWEGO wynagrodzenia, mam spokojne życie. Pomimo spłacania kolosolnych kredytów w Polsce, pomaganiu rodzince w przetrwaniu w Polsce oraz opłacaniu wszelakich rachunków w Norwegii (to właśnie mój nowy „dom” ) zostaje mi nadal na spokojne, nie stresujące życie do następnej pensji… Zapomniałam dodać, ze tylko ja pracuję. Mój mąż nadal nie m pracy. Dlatego nie rozumiem wahania, czy zostać na emigraci, czy też w wrócić do Ojczyzny… Sory, ale pomimo tego, że nie jestem w grupie tych młodych zbuntowanych, a jestem w wieku tzw. spadkowym, nie żałuję przez sekundę podjętej decyzji. Może trochę pobuntuję, ale nie czekajcie na jutro, że niby będzie lepiej… Aktualnie obserwuję „bój” o władzę… Z boku wygląda to troche inczej nż z punktu osobistej walki o przetrwanie… Taki mały cyrk na kólkach… 😉

    1. Post
      Author

      Osoby, które komentują po raz pierwszy muszą zostać zaakceptowane przez administratora. To nie zabezpieczenie przed krytyką 😉 Bardziej chodzi o bluzgi i wzajemne obrażanie – bo tego nie chcę na moim blogu. Teraz proszę komentować już bez żadnych ograniczeń (i czytać inne posty:) Pozazdrościć braku wątpliwości. Pewnie to jest też tak, że jeśli realizujesz się zawodowo i jesteś uczciwie doceniana za swoją pracę, to te wątpliowści odlatują. Pozdrawiam 🙂

  2. My wracamy, po 10 latach w No. Wracamy z dziećmi, kasą na koncie i pomysłem na biznes. Mimo to jest ciężko. Zostawiam to co już poznane, oswojone. Wracam do kraju, do domu który czeka na nas od 4 lat i strasznie się boje jak odnajdę się na nowo w polskich realiach.

    1. Post
      Author
  3. Nie zrozumiem nigdy dyskusji typu tesknota do polski,swieta,tradycje. To the polskie cos okazuje sie byc bezwartosciowe, podobnie jak nadzieja, ze wracajac do Polski ( nie wie po co? ) zaczniemy tam zyc jak ludzie. Wiem ze nie zaczniemy,zjemy i zmarnujemy tam wypracowane za granica pieniadze, i na tym koniec. Bedziemy przeklinac dzien i bestens powrotu do Polski,i bedziemy pozbawieni sil, by znowu z Polski wyjechac.Tak sie to konczy, bo w Polsce nie da sie zyc.Reszta to pobozne zyczenia, podszyte wyimaginowanym romantyzmem o Polsce, ktory nie istnieje, jak i zyciu w Polsce ktore jest pieklem.Nie polecam oszukiwania siebe gladkimi slowami, bo to prosta droga
    utraty tego co osiagnelismy wyjezdzajac z Polski. Wracajac do Polski, nalezy liczyc sie nie tylko z utrata finansowa tego co osiagnelismy, a tym samym z zatraceniem checi do dalszego zycia. Przeciez po to wyjechalismy by zmienic beznadziejnosc swojego zycia w Polsce, czyz nie ?? Polska to kraj, gdzie z zycia ludzi uczyniono droge przez meke, i to jest w polsce traktowane jako cnota. Nie dla mnie, ani moich dzieci, nigdy, ja dziekuje. Nie ma w mojej wypowiedzi zadnej formy tzw bluzgu czy obrazania kogokolwiek, a jedynie wyrazam najrelniejszy punkt widzenia, ktory moze dotyczyc kazdego, kto zechce do Polski wracac. No chyba ze nigdy z Polski nie wjezdzal, ale wtedy man ktos taki problem innej natury.

    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *