Prezent dla kogoś, kto ma już wszystko

Katarzyna Emigracja, Styl życia

Prezent dla kogoś, kto już wszystko ma. Czy zetknęliście się z tym problemem?

Zbliżają się święta i rozpoczyna się czas „polowania” na prezenty. Sklepy błyszczą, pachną, zachęcają. Całkiem skutecznie, bo klientów nie brakuje.

A ja sama nie wiem, czy to pogoda nastraja mnie do takich refleksji. Czy przesyt tego, co widzę. Czy myśl o tym, co widziałam.

Ale jest pewne, jednym z ulubionych zajęć niejednego człowieka, który szczęśliwie nie zalicza się do głodującej większości mieszkańców Ziemi, jest zarabianie, kupowanie, wydawanie. Granica konieczności posiadania rzeczy leży daleko za nami, teraz nasze must have dotyczy gadżetów albo lepszych, albo nowszych. W Polsce z pewnością nie jest to posunięte tak daleko, jak w Norwegii (znaczy jest, ale tylko w niektórych kręgach, bo w Polsce, w przeciwieństwie do Norwegii są duże różnice klasowe). Więc napiszę o tym, co dzieje się w Norwegii, w kraju dobrobytu i równości.

Przed świętami w wielu sklepach pojawiają się podpowiedzi „prezent dla kogoś, kto ma wszystko”. Różne są to pomysły – karta do myjni, futrzany fotel, kupon prezentowy do wybranego sklepu. Z resztą czy ja wiem, czy to takie tylko-norweskie. Jeszcze będąc w kraju nieraz głowiłam się, co kupić dzieciakom znajomych (i to niekoniecznie tych zamożnych), wiedząc, że one „mają wszystko”. Moim ulubionym prezentem są książki, ale czy będą cieszyć dzieci (może chociaż ucieszą rodziców)? A sama pamiętam radość, gdy dostałam w prezencie CZEKOLADĘ. I była to radość bez granic. I trochę żałuję, że większość dzieci, które znam takiego uczucia nie doświadczy.

Osobiście nie bardzo mi się podoba, gdy pod choinką (ściślej choinkami) każda z moich pociech znajduje po kilka prezentów. Z jednej strony nie dziwię się ciociom, babciom itd, które widząc dzieciaki dwa razy do roku chcą nadrobić ten czas, również podarkami. Ale gdy usłyszałam kiedyś od mojej córki hasło „Tylko jeden prezent?”, pomyślałam, że to straszne. Tłumaczenie, że są dzieci, które nie dostają prezentów przydaje się na chwilę. Z drugiej strony może powinnam docenić, że żyjemy w miejscu i czasie, które na to pozwalają?

Ale zamiast się radować takim stanem rzeczy, smutnieję. Najpierw wydaje mi się, że to za sprawą pogody. Potem stają mi przed oczami obrazy, które widziałam: skrajnie ubogich ludzi z Boliwii, dzielnice biedy w Brazylii. Z resztą nie muszę być naocznym świadkiem (choć to z pewnością przemawia najmocniej). Mam koleżankę w Iquitos (Peru), która przesyła czasem zdjęcia z miejsc, gdzie pracuje. Widok ruder nazywanych „domami” jest tak rażący, że najchętniej odwróciłabym głowę. Czasem nawet odwracam.

A tymczasem tu, w Norwegii (Polsce), karuzela przyspiesza coraz bardziej. Kupowanie tego co potrzebne i tego co zbędne staje się rozrywką. O to właśnie chodzi handlowcom i korporacjom. Masowa produkcja, masowa sprzedaż, zyski płyną do kieszeni tych na górze.

W zasadzie czy można się tego czepiać? Tak już ten świat jest skonstruowany. Jedni sprzedają, inni kupują. Jedni wyrzucają, a  inni głodują. Pracowałam w Norwegii w restauracji i to mnie przeraża, ile jedzenia ląduje w koszu. I nie można go nikomu oddać, ponoć takie są przepisy. Z jednej strony świat po prostu taki jest. Tak można powiedzieć i z tym się pogodzić. Z drugiej marzycielka, która we mnie siedzi buntuje się okropnie. Tak idealistycznie, lennonowsko i niemenowsko. Dziwny jest ten świat.

Przecież zmiana następuje od środka. Każdy (ja sama też) ma wpływ na to, jak wygląda ten świat. Choćby i niewielki. Ale te setki, tysiące i miliony „niewielkich wpływów” to już potęga. Wiem, że wielu spośród Was pomaga innym i potrafi się dzielić. I z pewnością potrafi kochać. I to jest piękne. Do tego chcę zachęcić i sama chcę się zmotywować, by widzieć więcej i więcej działać, mocniej kochać. Nie mówię, żeby „rozdać wszystko ubogim”, nie mogę tego powiedzieć, bo byłabym gołosłowna. Zachęcam Was jednak (i siebie samą), żeby teraz zamiast tych szalonych zakupów, prezentów i badziewia, skierować trochę energii w inną stronę. Może tu albo tam , lub w jeden z tysięcy  innych, zapomnianych światów. Może całkiem bliskich.

Wiem, że nie czyta się tego najlepiej. Wiem, że spojrzenie w stronę, gdzie ludzie naprawdę cierpią z powodu biedy burzy nasz ugłaskany świat. Trochę pewnie przesadzam, bo czy można mieć wyrzuty sumienia, dlatego, że ma się ciepły dom i pracę, podczas gdy inni tego nie mają? Mi czasem dokucza takie uczucie. To chyba niezbyt mądre. Dużo mądrzejsze jest po prostu pamiętać o tych, którzy mieli mniej od nas szczęścia i urodzili się po tej trudniejszej stronie świata.

A co z tym najlepszym prezentem dla kogoś, kto ma już wszystko? Może wystarczy jedno zdjęcie inspirujące do tego, by pozbyć się części wszystkiego?  Wiem, jestem  okropna. Ale jak mówił Kubuś Puchatek „Sztuka dawania podarunku polega na tym, aby ofiarować coś, czego nie można kupić w żadnym sklepie”.