Pokorny jak szef

Katarzyna Emigracja 1 Comment

Szef w Polsce i szef w Norwegii to ludzie innych światów. Szef w Polsce, nawet gdy z natury jest pokorny, ma być wszechwładny i powinien postarać się o trochę wyniosłości. Choćby tego nie lubił. W powszechnej opinii bez odrobiny protekcjonalności nie wzbudzi respektu u podwładnych.

W tym właśnie tkwi różnica.

W Norwegii relacja szef – pracownik jest przede wszystkim partnerska. Szef, choć stoi wyżej w jakiejś tam „hierarchii” (do której Norwegowie nie przywiązują zbytniej wagi), nie powinien traktować pracownika z góry. Nie pozwala mu na to miejscowy obyczaj (skandynawskie „prawo jante”). Nawet, gdy ma na to ochotę, lepiej, by skrywał ją pod płaszczykiem koleżeńskości. Już na poziomie ubioru różnice często są rozmyte. Wielu norweskich szefów stawia przede wszystkim na wygodę, nie na elegancję.

Oczywiście zdarza się trafić na szefa, który pomiata pracownikami, ale to raczej rzadkość. Skandynawowie bardzo krytycznie patrzą na wszelkie przejawy wywyższania się. Hierarchia społeczna jest spłaszczona. Ma to oczywiście dobre i złe strony. W tym przypadku dostrzegam przede wszystkim dobre.

Pamiętam moją pierwszą pracę. Miałam 15 lat i sprzątałam w rodzinnym mieście w biurze firmy motoryzacyjnej. Czułam się źle, gdy z uniżeniem w niepewnym głosie musiałam prosić dyrektora, by uprzejmie odszedł na chwilkę od biurka, pod którym chciałam odkurzyć. Nie było mowy, by sam zauważył, że zbliża się sprzątaczka i pewnie chciałaby posprzątać. A gdy Pan Garnitur wstawał na chwilę z krzesła, zachowywał się tak, jakbym miała na sobie płaszcz niewidzialności. Byłam zdaje się tylko buczącym powietrzem odkurzacza. Wtedy to postanowiłam, że idę na studia (co, patrząc na moją norweską „ścieżkę kariery” zmieniło bardzo niewiele;).

Oczywiście, że w Polsce również  spotkać można szefów, którzy przede wszystkim szanują swoich pracowników i byłoby nie w porządku wrzucać wszystkich do jednego worka (podobnie, jak z idealizacją szefa w Norwegii; pewnie niejeden zatrudniony przechodzi traumę za sprawą przełożonego – tyrana). Moje doświadczenia w norweskich firmach nie są tu pewnie miarodajnym wskaźnikiem, ale wynika z nich, że szef w Norwegii najczęściej jednak liczy się ze zdaniem pracowników i jest nastawiony na współpracę, czasem nawet bardziej niż rządzenie. Doświadczenia wyniesione z polskich firm były w większości odmienne.

Szef z Norwegii, czy z innej planety?

W Norwegii miałam czterech szefów. Spośród nich najbardziej zbliżony do stylu zarządzania, znanego mi z Polski, miał właścicel restauracji. Był to człowiek znany w norweskich mediach, a restauracja miała charakter międzynarodowy (zarówno jeśli chodzi o personel, jak i klientelę). Ale szef nie był zły. Z resztą prawie go nie znałam, widywałam go bardzo rzadko.
Pozostali trzej szefowie to łebscy faceci, z którymi można pożartować. A dwóch z nich to osoby, które swoim zachowaniem zupełnie wymykają się stereotypowi szefa, przynajmniej w tradycyjnym rozumieniu. Bywa, że wykonują te same zadania, którymi para się szeregowy pracownik. Zdarza się, że wybierają brudną robotę i czasem dziwi, dlaczego to robią, skoro  mają do dyspozycji pracowników. W zasadzie osoba patrząca z zewnątrz może mieć problem z odgadnięciem, kto tu rządzi.

Mnie już nic nie dziwi.

Ani to, że szef wyrzuca śmieci, ani to, że asystuje podwładnemu. Nawet to, że dyrektora szkoły można pomylić z dozorcą, tak przez ubiór, jak i rzeczy, które robi w przerwach od biurkowych obowiązków.

W norweskiej hierarchii granice nie przebiegają w jakiś wyrazisty sposób. W kulturze jante wszelkie przejawy wynoszenia się ponad innych są bardzo źle widziane. W efekcie tego, niezależnie od stanowiska, nie czujesz się małą pchłą w obliczu wielkiego bossa. Mi to odpowiada.

 

* Jeśli nie wiesz, o co chodzi z prawem jante, czytaj artykuł:  Skandynawskie prawo jante, czyli nie wychylaj się

 

 

Comments 1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *