Oto pierwsze dziecko

admin Wychowanie 0 Comments

Czy ma lepiej od rodzeństwa, jeśli je posiada? Czy właśnie ma przechlapane? Ja myślę, że na oba pytania można odpowiedzieć: TAK.

Dlaczego ma lepiej?

Bo jako jedyne doświadcza wyłączności rodziców. Jeśli jeszcze jest pierwszym dzieckiem w rodzinie, to już prawdziwa perła – dziadkowie ze wszystkich stron rosną w dumę, zachwyt goni zachwyt. Takie dziecko bywa oczkiem w wielu głowach. Uwielbiane, podziwiane i bezkonkurencyjne. Pojawienie się rodzeństwa bywa bolesne, jednak nikt nie odbierze lauru pierwszeństwa.

Ma lepiej, bo zwykle przez wiele lat to właśnie ono potrafi najwięcej. Pierwsze nauczy się  czytać i dodawać i choć jego rodzeństwo wiele umiejętności też nabierze w swoim czasie, to jednak on już to wszystko będzie potrafił.

Nie zdziera ubrań po starszym rodzeństwie (co najwyżej po dzieciach znajomych;).

Jego pojawienie się na świecie jest wielkim wydarzeniem. To nie znaczy, że przy narodzinach kolejnych dzieci rodzice cieszą się mniej, bo tak nie jest. Ale z sytuacją pojawienia się na świecie dziecka są już obyci, nabierają doświadczenia. I właśnie tu tkwi przyczyna, dla której pierwsze dziecko ma czasem przechlapane.

Bo mało który rodzic czuje się na początku pewny w swojej nowej roli. Dlatego albo słucha rad babć, wyłączając własną intuicję, albo tych rad za żadne skarby nie chce słuchać nawet wtedy, gdy dopuszcza myśl, że mogą być słuszne. Poza tym tyle internetowej mądrości przewala się przez sieć każdego dnia, że oprócz wartościowych inspiracji można też wyciągnąć szkodliwy przepis na rodzicielstwo. Dla mnie taką porażką była metoda usypiania 3-5-7 czy jakoś tak, polegająca na przetrzymywaniu dziecka w łóżku, mimo, płaczu (swoją drogą najlepszą metodą okazało się włączenie suszarki do włosów, trochę niebezpieczne, bo wszyscy przy tym zasypialiśmy, teraz można znaleźć aplikacje na telefon z tymi dźwiękami). Z kolei inne mądre rady (naprawdę mądre) wprowadzałam w życie z wielką konsekwencją – nasze najstarsze dziecko nie jadło słodyczy do 2 rż (pomijając pobyt u babci bez nadzoru rodziców oraz sytuacji, gdy u mojej koleżanki rzuciła się na talerz z ciastem i jadła, aż uszy się trzęsły do czasu gdy wróciłam do pokoju). No trochę przekichane nie móc jeść słodyczy (owoce suszone owszem, ale bez wciskania kitu – to nie jest to samo), i mieć ostro reglamentowany dostęp do bajek (które z resztą też zaczęła oglądać dość późno). Poza tym kasza jaglana na śniadanie  (choć akurat to był dla Kai przysmak), kotleciki z soczewicy na obiad i pasztet z sezamu na kolację. Cóż, to akurat wyszło dziecku na zdrowie, bo ma niesamowitą odporność. Chciałam, oj chciałam trzymać się tego w przypadku kolejnych dzieci, ale jeśli starsze już czasem ogląda bajki, to jak młodszemu tego zabronić? Albo jeśli starsze zjada lizaka, którego dostało, to w jaki sposób wyrwać go z łapki tego młodszego? Poza tym , przyznam szczerze, że właśnie przy pierwszym dziecku najwięcej miałam zapału do takich zagadnień.

Co jeszcze jest przechlapane? Że jest się tym odpowiedzialnym, od którego wymaga się czasem, by „ustąpiło młodszemu”, by dawało dobry przykład? Wydaje mi się, że zarówno to, jak i większość wcześniejszych powodów do niezadowolenia, choć czasem upierdliwych,  tak naprawdę wychodzą na dobre i mówią o tym, że bycie pierworodnym dzieckiem to jednak przywilej.

Nie wspominając już o ilości posiadanych zdjęć.

***

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

***

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *