O upraszczaniu spraw, czyli jak nie dać sobie wmówić, że jest się rodzicem beznadziejnym

Katarzyna Wychowanie 2 Comments

 

Co zawdzięczam moim dzieciom?

Wiele chwil radości.

Kępkę siwych włosów.

Codzienne wyzwalanie z własnego lenistwa i egoizmu.

Lepszą organizację.

A przede wszystkim uproszczenie życia. Przestałam uprawiać zbędną filozofię. W zasadzie mogłabym się tego nauczyć od męża, bo jak typowy facet widzi sprawy prosto. Gdy ja roztrząsam zdarzenia w poszukiwaniu drugiego i trzeciego dna, Kuba mówi – „olej to”. Dawniej (czyli zanim zaczęły się pojawiać w naszym życiu dzieci) byłam oburzona. Jak można tak bezrefleksyjnie żyć, nie poszukując ukrytych treści w zjawiskach i zdarzeniach?! Teraz nawet nie pamiętam, do czego było mi to potrzebne. W każdym razie śmiem twierdzić, że mężczyźni nie są tak dobrymi nauczycielami, jak dzieci. Mężczyźni, jak to dorośli, są teoretykami. Za to dzieci uczą praktyki w czystej postaci.

Dzieci są mistrzami prostoty. Co czują, pokazują. Co myślą – zwykle mówią. Nie zdarza im się twierdzić, że „nic się nie stało”, kiedy są zezłoszczone. A ile z Was czeka, aż ktoś (zwykle facet) się domyśli, co zrobił nie tak?

-Nieee, nie jestem smutna, wszystko jest w porządku.

I dalej obraza. Z drugiej strony nie dziwię się facetom, bo gdy ktoś w ten sposób testuje moją inteligencję szybko dopada mnie zniechęcenie. Najprościej jest powiedzieć. Po co komplikować życie, dość ma swoich problemów.

Od dzieci i poprzez dzieci nauczyć się można wiele. Gdy urodziła się Kaja, nasze pierwsze dziecko, mocno przejmowałam się tym, by nie popełnić „błędów wychowawczych”. Na przykład, by nie usypiała na rękach, a w swoim łóżeczku. Przeczytałam więc na ten temat kilka opracowań. W praktyce było dużo nerwów. Za to spektakularnych sukcesów brak. Na rękach co prawda nie usypiała, ale domagała się obecności w pokoju do czasu, aż całkowicie odpływała w objęcia Morfeusza. Znacie to rodzice? Skradanie się do drzwi jak lis do kurnika, skrzypiąca deska w podłodze? Czy to nie zabawne, że duzi rodzice tak bardzo obawiają się małego dziecka?

Z drugim maluchem nie byłam już tak zdeterminowana. Mateusz czasem zasypiał z nami w łóżku, czasem u siebie. Nie wprowadzałam łóżeczkowego terroru. Było lepiej. Natomiast gdy pojawił się nasz kolejny synek, nastąpiła pozytywna rewolucja. Nie bałam się już gróźb, że oduczanie dziecka od spania w łóżku z rodzicami to karkołomna sztuka. Spał z nami pierwsze miesiące i dzięki temu zapomnieliśmy, co znaczą nieprzespane noce. A gdy trochę podrósł, pewnie miał już z 9 miesięcy, po wieczornym karmieniu trafiał (bez protestów) do łóżeczka i tam zasypiał. Wcale nie musiałam być w pokoju. Może to kwestia charakteru dzieci? A może tego, że przestałam poszukiwać najlepszych rad i technik, a zaczęłam słuchać siebie?

Dziś myślę, że każdy ma w sobie mądrość i w głębi duszy naprawdę wie, jak postępować z dzieckiem. Jednak setki poradników, szkół i autorytetów robią ze zwykłego rodzica ignoranta, który nie zna, nie czytał, nie wie. Z pewnością są świetne poradniki, jak wychowywać dzieci. Są i słabe. W dodatku zdarza się, że teorie, którymi zachłystuje się połowa społeczeństwa, z czasem okazują się paczką dynamitu. Tak było w przypadku stylu wychowania potocznie znanego jako wychowanie bezstresowe, lansowanego przez Benjamina Spock’a. Czasem wystarczy promocja we właściwych mediach – i rodzice szaleją. Są tacy (do nich należę), którzy po odłożeniu książki niewiele zapamiętali. I również tacy, którzy kurczowo trzymają się wszystkich książkowych zasad.

Myślę, że nie powinniśmy dać sobie wmówić, że nic nie wiemy i że tylko postępowe metody dadzą naszym dzieciom pakiet szczęśliwego wychowania. Oczywiście, że dobrze jest zdobywać wiedzę, również w sferze rodzicielstwa. Chcę tylko zwrócić uwagę na możliwość komplikowania prostych spraw. Dorabianie filozofii do każdej niemal czynności związanej z opieką i wychowaniem dziecka wydaje mi się przesadą, która zagłusza rodzicielską intuicję.

zdjęcie 2 (8)

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać. Twoja opinia jest dla mnie bardzo cenna.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

Dobrego dnia!

Comments 2

  1. eeech ja ja się z Tobą zgadzam, Moze gdybysmy częściej sluchały naszych męzów byłoby prościej, ale kobiety sa emocjonalne i czasem logiczne myslenie faceta nie przemawia do nas. A czasem poczucie ważności mamy, wyjkątkowości dziecka tworzy w nas nieomylność i potrzebe utwierdzenia się w tym wiec dobudowanie filozofi i komplikacje,Nie ma szkoły matki uczymy się same uczą nas dzieci, doświadczenia, i wiesz co? najfajniejsze, że sie uczymy
    Czasem warto posłuchać rad babcinych, ale do wszystkiego meić indywidualne podejście i też uważać , ze nie zjadło się wszystkich rozumów. Ale i posłuchać swojego instynktu, serca..
    Każde dziecko jest inne i nie można ogarnąc go podręćzniekiem, Miałam szóstke i każde wymagało innego traktowania, czego innego chiało, trzech smoczkow, albo włosów , albo kołysania, albo pieluchy .. za każdym razem uczyłam sie malucha 🙂 fajnie, że czerpiesz radośc z macierzyństwa, w przyszłosci poczujesz z tego dumę 🙂 powodzenia

    1. Post
      Author

      O dzięki 🙂 Szóstkę, robi wrażenie. My mamy dopiero trójeczkę i czasem zamiast dumy czuję inne emocje;) W 100% się zgadzam z tym indywidualnym podejściem, uczenie się dziecka jest niesamowite. Wydaje mi się, że gdy pomija się kwestie indywidualnego podejścia, to bardziej wrażliwemu dziecku można wręcz wyrządzić krzywdę. Przede mną jeszcze bardzo dużo nauki 🙂 Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *