O norweskiej szkole. To mi się podoba

admin Emigracja, Norwegia, Wychowanie 8 Comments

Dziś pozytywnie o norweskiej szkole. Jako mama sześciolatki dopiero wchodzę w ten świat (to na razie niewiele ponad pół roku, odkąd jestem mamą uczennicy) i z biegiem czasu moje obawy bledną na rzecz hmm zachwytu? Może to zbyt duże słowo, ale z pewnością zadowolenia.
Jak w większości szkół, również w naszej podstawówce odbywają się zebrania z rodzicami. Właśnie niedawno miało miejsce kolejne i muszę przyznać, że niektóre rzeczy odpowiadają mi bardzo.

To niektóre z nich:
Na zebraniach nie ma wytykania palcem: że Kowalski przeszkadza na lekcji innym uczniom, a Asia Nowak to czyta najlepiej z całej klasy. Tu nie ma lepszych i gorszych. Nikt nie ma się czuć upokorzony, czy wywyższony. Dobrze, czy źle? Mi to odpowiada, myślę że to zapobiega uprzedzeniom względem innych rodziców i ich dzieci. I to tylko jedna z wielu zalet takiego podejścia.

Nauczyciel przedstawia ogólnie postępy uczniów. Zwraca uwagę na to, co większości z nich sprawia trudność. Niedługo po zebraniu odbywają się indywidualne spotkania rodzica z nauczycielem i tam można dowiedzieć się więcej o postępach pociechy (głównie to, bo o brakach mówi się w Norwegii stosunkowo niechętnie).

Nauczyciele na forum rodziców nie mówią na temat poszczególnych dzieci, chyba że życzy sobie tego rodzic. U córki w klasie jest jedno dziecko z widocznymi oznakami choroby i rodzic poprosił, by opowiedzieć zebranym bliżej, co dolega dziecku. Była to też delikatna zachęta do tego, by zapraszać je do siebie i włączać w życie towarzyskie.

Dużą wagę przykłada się do integracji klasy. By nie było podziałów i by nikt nie czuł się wykluczony. Zachęcają nawet do tego, by każde dziecko zaprosiło choć raz inne z klasy do siebie do domu (przynajmniej każde tej samej płci). A już niemal obowiązkowo jeśli zaprasza się dzieci z klasy na urodziny, to powinno się zaprosić wszystkie (tej samej płci). Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do tej „integracji na siłę”, choć z biegiem dni, miesięcy jestem coraz bardziej skłonna przytaknąć takim pomysłom.

Na zebraniu była też pielęgniarka szkolna. Acha, pomyślałam, będzie mówiła o wszach. A tymczasem pielęgniarka zaczęła opowiadać o zajęciach, jakie prowadzi raz w tygodniu z dziećmi. Na nich poruszają trudne tematy. Jednym z nich jest rozwiązywanie konfliktów. Według mnie super. Dzieci dostały miniksiążeczkę, w której opisane są 4 kroki do rowiązania trudnej sytuacji. Rzecz przydatna i to nie tylko dla dzieci!

112

 

Sprawa niby całkiem oczywista, a jednak nieczęsto stosowana, również w nieporozmieniach wśród dorosłych. A to 4 proste kroki:

uspokój się

zrozum problem

pomyśl o różnych rozwiązaniach

wybierz to, które jest najlepsze.

I już 🙂

Acha, na drugiej stronie książeczki jeszcze dwie reguły, żeby wybrać dobre rozwiązanie

113

czyli takie, by czuć się lepiej, a nie takie, by zranić siebie lub innych. Dziecinnie proste? Więc zachęcam skłóconych i obrażonych do szybkiego wprowadzenia w praktykę.

Kolejny trudny temat poruszony na zajęciach to śmierć. Nie wiem, jakie są wasze odczucia, niektórzy mogą być zdania, że to zbyt ciężki temat dla dzieci. Jednak śmierć dotyka je również – gdy umiera dziadek, babcia. Niektóre dzieci tracą rodzica, albo rodzeństwo. Więc klosz ochronny nie uchroni dziecka przed takimi zdarzeniami. Wydaje mi się, że dobrze, gdy może usłyszeć o emocjach związanych z tymi przeżyciami również z innego źródła, niż rodzina.

Pielęgniarka mówiła o wydawałoby się oczywistościach: że dzieci potrzebują dużo snu (jeśli chodzą na rano do szkoły powinny kłaść się spać między 19.00-20.00), oraz jak ważne jest, by jadły pełnoziarniste pieczywo, bo z niego czerpią energię na dłużej.

Jest też widoczne coś, co nazwałabym nadmierną ostrożnością. Zaskakuje mnie, że nauczyciele tłumaczą się z tego, że dzieci muszą podnieść rękę, gdy chcą wyjść do toalety w czasie lekcji. To wydaje mi się oczywiste, zwłaszcza gdy w klasie jest prawie 30 uczniów, ale być może dla niektórych rodziców to ograniczanie swobody dzieci?

Zebranie przebiegało w przyjaznej atmosferze, między poważnymi przekazami pojawiały się żarty. I po raz kolejny zobaczyłam to, co w Norwegach bardzo mi się podoba: wzajemny szacunek.

Więcej o norweskiej szkole znajdziesz tu: Norweska szkoła: plusy i minusy.

***

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać. Twoja opinia jest dla mnie cenna.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

Dobrego dnia!

***

Comments 8

  1. Nue byłabym taka podekscytowana ” broszurkami” na lepsze samopoczucie i rozwiązywanie problemów! Taka Pani pielęgniarka prowadzi te zajęcia rowniez po to by wykryć jakies nieprawidłowości w rodzinie :/ nie ufałabym im zbytnio, niestety!

    1. Post
      Author

      Z czasem staję się bardziej ufna i mniej przejmuję się tą „podwójną działalnością”. Myślę, że trochę niepotrzebnie się nakręcamy (my Polacy). Jeśli w rodzinach nie ma tych nieprawidłowości, to nie ma sensu się przejmować. A jeśli są, to chyba najlepiej to zmienić.

  2. Jestem jak najbardziej za. Moja corka jest w tej chwili w 2 kl. liceum, a chodzi w Norwegii od 2 kl. podstawowki. Syn chodzi do 7 kl., tak, ze troche lat juz minelo. W Polsce pracowalam w bibliotece, w budynku podstawowki. Sa wielkie roznice, przede wszystkim w relacjach nauczyciel- uczen- rodzic. Jestem szczesliwa, ze moje dzieci moga tu uczeszczac do szkol i dorastac. Nie ma przemocy, wyscigu „szczurow”. Jest integracja. Pamietam poczatki, jak mnie dziwilo, ze rodzice pozwalali dzieciom czesto przebywac u nas, przychodzily spac. A przeciez tak naprawde to nas nie znali, zaakceptowali nas od razu. Pozdrawiam

    1. Post
      Author

      Początkowo byłam niezbyt zadowolona, że dzieci pójdą do norweskiej szkoły. Przede wszystkim martwiłam się o poziom nauczania, o którym niewiele dobrego słyszałam. Ale póki co jestem zadowolona, a jeśli chodzi np. o naukę angielskiego to po pół roku dzieci mówią całkiem sporo . Pozdrawiam serdecznie

  3. Nie ma przemocy i wzajemny szacunek? Ponad połowa osób, ktorych dzieci są tu w szkołach doświadczyła przemocy psychicznej i fizycznej. Nauczyciele i dyrekcja udają, że nic się nie dzieje. Także rodzice agresywnych dzieci mają to w d…. dodam, że dotyczy to szkoły podstawowej i liceum. Ostatnia rada wychowawcy dla chłopca 8 letniego aby „nie reagował na zaczepki ” kiedy „kolega ” skacze mu po klatce piersiowej butami! Także równanie uczniów do poziomu tego najsłabszego w klasie nie jest najlepszym pomysłem 🙁

    1. Takie same doświadczenia z norweskiej podstawówki mają moi znajomi. W Norwegii generalnie pierwszą zasadą postępowania jest zamiatanie spraw pod dywan. Jeśli coś się stało, to z całych sił staramy się udawać, że nic się nie stało (bardzo pomaga tutaj plastikowy uśmiech na twarzy i życiowa filozofia „det ordner seg”). Winny jest tutaj zawsze ten który robi bråk (hałas), tzn. ten który się skarży. Jeśli któryś rodzic zechce być konsekwentny w dochodzeniu praw swojego dziecka do nie bycia mobbowanym i zechce poskarżyć się na brak reakcji nauczycieli (lub tylko o tym wspomni), ma on jak w banku bekymringsmelding (donos) wysłany przez szkołę do barnevernet. Nie… nie na rodzinę mobbującego, tylko tego który się skarży, rzecz jasna… To nie jest niestety przerysowany obraz norweskiej szkoły, taka jest cena życia w kraju konsensusu społecznego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *