Noworoczna, mądra lekcja z policją w tle

admin Norwegia, Wychowanie 4 Comments

Z norweską policją nie mam wielkiego doświadczenia, na szczęście. Czasem ich widuję w ładnych mundurach, najczęściej to dobrze zbudowani faceci, choć niekiedy również delikatne z wyglądu kobiety.

W sumie najwięcej kontaktuję się z policjantami poprzez pracę – przychodzą czasem spytać o film  z kamery przemysłowej, lub coś zjeść. Raz zjawili się w związku z napadem – który nie miał miejsca, ale koleżanka tak zapamiętale wycierała kurze, że przez pomyłkę wcisnęła alarm antynapadowy. Policja  została powiadomiona automatycznie. Można by to potraktować jako alarm próbny i przyznam, że metody działania trochę nas zszokowały. Gdyby sprawa była realna, niewielką pomocą byłoby zjawienie się funkcjnariuszy po 25 minutach od zdarzenia. Pewnie ma to związek z założeniem, że lepiej, by sprawcy nie drażnić widokiem policji, bo w takiej sytuacji mógłby być skłonny wziąć zakładników.

No i teraz, zaraz po świętach, znów miałam kontakt z policją. Nie doszło do napadu, ale wyobraźcie sobie mój pierwszy dzień pracy po dłuższej przerwie, gdy zaspana stanęłam za ladą o 6 rano. Dopijałam właśnie pierwszą kawę, zamglonymi jeszcze oczami rozglądając się, za co by tu zabrać się na początek. Wtedy przyszedł na stację facet. Nawiany – zawiany. Czarny płaszcz, twarz marynarza, nos boksera, spojrzenie mętne. Zamawia jedzenie, ale kaski na karcie nie ma. Mimo wszystko czeka. A później zaczyna się awanturować. Najpierw chce bić jednego z klientów. Sprawa zostaje załagodzona. Wychodzi ze stacji – po czym powraca. Znów chce gkfx zamawiać jedzenie, ale mówi, że zapłaci, jak będzie gotowe. I rozpętuje się awantura. To znaczy ja się nie kłócę (przyznam, że na poziomie przekleństw i wyzwisk mój norweski ledwo raczkuje), ale facet wpada w szał. Grozi mi, wymachuje zgrubiałymi łapami. Nie wiem, co to jest za typ. Początkowo się nie boję, ale jego postawa, pełna arogancji i agresji, zmienia moje nastawienie. Przychodzi gość, który u nas pracuje kilka godzin  dziennie. Próbuje interweniować – bez skutku, jedynie ściąga na siebie gniew klienta. W międzyczasie dzwonię do szefa, mówi, bym zadzwoniła na policję, co też robię niezwłocznie. I wiecie co, po 15 minutach oddzwaniają:

– I jak sytuacja? – pyta uprzejmy głos w słuchawce.

– W zasadzie bez zmian – odpowiadam – jeszcze nikt nie oberwał, ale klient cały czas nam grozi.

– A, to może  chcesz odmówić interwencję? – pyta funkcjonariusz.

Trochę się zdziwiłam. Skąd miałam wiedzieć jak potoczy się sytuacja? Ale na co dzień staram się nie pękać, więc powiedziałam – ok, nie przyjeżdżajcie.

Koleś miotał się i wyzywał; groził, ale tego poranka nikogo nie uderzył. Wreszcie sobie poszedł.

Poczułam ulgę, ale w międzyczasie czułam się okropnie. Już pal licho, że policja zachowała się jak przeciętny norweski lekarz – podawać wodę i obserwować, może samo minie. Tak naprawdę to mógł być świr i mógł okazać się groźny. Mniejsza z tym.

Poczułam też jego przewagę fizyczną i to, jak wprowadził w mój świat rodzaj terroru. Był jeden, nas dwoje, ale poprzez swoją siłę i postawę rozsiał bardzo dużo negatywnych emocji, które po prostu mnie raniły. Czułam się zgnieciona. Próbowałam nie pokazywać strachu, ale w środku czułam duży niepokój.

Po przyjściu do domu potrzebowałam trochę czasu, żeby ochłonąć i przemyśleć tę sytuację. Przyszło mi do głowy, że nic nie dzieje się na darmo, że może miała mnie czegoś nauczyć. I nauczyła. Pomyślałam o każdej chwili, kiedy puszczają mi nerwy i krzyczę na dzieci. Nie, nie boją się, że je uderzę, nigdy tego nie robię. Ale sam fakt, że podnoszę głos, co najmniej o dwa tony za wysoko i to, że wprowadzam atmosferę niepokoju w ich świat,  z pewnością wywołuje negatywne emocje. Postanowiłam, już po raz kolejny, starać się najlepiej jak mogę, zmienić to, co sprawia, że moje niedoskonałości uwalniają się ze mnie w postaci krzyku.

Zawsze mam wytłumaczenie – bo gdy powtórzę dziecku 5 razy prośbę bez żadnej reakcji z jego strony, za szóstym chce mi się wrzeszczeć; albo po całym dniu wytężonej pracy i zmęczenia związanego z wieloma obowiązkami „po prostu” nerwy mi puszczają. Dostałam jednak za darmo tę mądrą lekcję – może właśnie po to, by przypomnieć sobie, jak czuje się słabszy, gdy ktoś większy okazuje swoją „moc” (tak naprawdę słabość), wykorzystując pozycję silniejszego. Jest wiele rzeczy, nad którymi potrzebuję popracować. Ta wysuwa się na pierwszy plan. Spokój i opanowanie niech zwyciężą mimo wszystko.

***

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage

***

Comments 4

  1. Nie mam odruchu krzyczenia na dzieci, choć bałam się, że będę (mama nas nie biła ani nie karała, ale tak jak Ty, często traciła cierpliwość). Najwyraźniej dom bez klapsów wystarczył, by dać mi ogromną emocjonalną siłę, by „terror” nie zagościł w moim rodzinnym domu. Twoje dzieci może nie będą Ci wdzięczne za te krzyki, ale już samo to, że się starasz, na pewno poprawi życie w ich przyszłych rodzinach. 🙂

    1. Post
      Author

      Widzę postęp. Kiedyś krzyk uważałam za „normę”. Nieco później za niepotrzebny wybryk. Teraz to niepożądana reakcja, która wywołuje wyrzuty sumienia. I staram się, oj staram. Swoją drogą to cudowne spokojnie podchodzić do świata. Lavinko, wszelkiej pomyślności 🙂

  2. Policja postąpiła bardzo źle, przecież ten człowiek mógł wszystkim zrobić krzywdę, może był na narkotykach, lekach

    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *