Nosimy, wozimy, chodzimy

Katarzyna Podróże z dziećmi, Styl życia 2 Comments

P1020629

– Łe, łe – dobiega z wózka.

Jak można płakać, leżąc w takim pojeździe? – zastanawiam się.

– Łee, łeeee – dzieciak nie daje za wygraną. Bo komu udało się przekonać malucha, że pobyt w wózku to dar? Sama oddałabym wiele, żeby czasem móc tak leżeć, spać…

– Łeeeeeee!

– No chodź na rączki, już  nie płacz.

Innym razem

– Y y yy – chrząka dzidziuś w chuście.

– Y yy , łe, łee – zaczyna się rozkręcać.

Zanim wpadnie w szał, rozplątuję wiązanie i po narzekaniu – dzidziuś na rękach jest już zadowolony, uśmiecha się jak należy.

Ta sama historia jest z nosidłem. Póki jest dobrze, jest dobrze, ale jak się znudzi, dziecko nie pozostawia co do tego wątpliwości. W każdym z tych urządzeń maluchowi jest wygodnie i wszystkie (prawidłowo stosowane) są dla niego bezpieczne. Dlatego wybór dotyczy przede wszystkim preferencji rodziców.

Po naszym ostatnim wyjeździe bez reszty oddałam serce pewnemu nosidłu ergonomicznemu*. Klik – klik i można ruszać. Samuel też je uwielbia. Większość czasu w miesięcznej podróży spędził właśnie w nim i jedyny skutek uboczny był taki, że przyzwyczaił się do bycia na rękach (to niby nosidło, ale zapewnia podobną bliskość, jak noszenie). Chusta też mi się podoba.  Tylko że wymaga trochę wprawy w wiązaniu i samo wiązanie jednak trochę trwa. Z drugiej strony można w niej nosić dzieci od urodzenia, co jest dużą zaletą. Ale skoro nasz najmłodszy synek umie sam siadać, nosidło wydaje się optymalne. Dobrze sprawdza się w przypadku 3-latka, a od biedy nawet 5-latek się zmieści (choć to widok dość zabawny).

P1100734

 

Wózki też są fajne

Czytałam wypowiedzi chustomaniaków, którzy całkowicie rezygnują z wózków. Tylko chusta, bo jest najlepsza – zapewnia bliskość i wzmacnia więzi.

P1040409

A ja bym nie chciała zrezygnować z wózka. Każde z trójki naszych maluchów od pierwszego tygodnia życia ucina sobie drzemkę w ciągu dnia na zewnątrz. Zawsze, gdy nie jesteśmy w drodze. Bez względu na pogodę. I kiedy maluch słodko śpi, mam czas; nieważne, czy przeznaczam go na gotowanie, odpoczynek (hehe, żartowałam), czy pisanie. Mam luz, dziecko jest na polu (niech żyje małopolska:), więc nawet jeśli nie idziemy na spacer, dawka świeżego powietrza zostaje dostarczona. I dlatego uwielbiam duże wózki, na dużych kołach; wózkowa klasyka. Grube pompowane opony pomagają pokonywać nierówności terenu, a gondola spełnia swoje zadanie przez wiele miesięcy. Część spacerowa po rozłożeniu także sprawdza się jako niezłe mobilne łóżeczko. Tak, uwielbiam ten wózek. W chłodniejsze dni do środka wsadzam owcze futro i z radością patrzę na malucha, który odpoczywa w komfortowych warunkach.

DSCN9979

Wózki parasolki – czasem ich używamy. Jednak im więcej mamy dzieci, tym bardziej wydają mi się zbędnym gratem, zwłaszcza przy wyjazdach nieco bardziej ekstremalnych. Wtedy taki wózek zaczyna przeszkadzać. Przy trójce maluchów dobrze jest mieć wolne ręce. A to zapewnia nosidło/chusta. W dodatku, gdy roczniak jeździ w parasolce, to trzylatek najchętniej też by się nią woził i wtedy ten, kto mógłby chodzić – jeździ, a najmłodszy i tak trafia do nosidła. Wózki parasolki są najlepsze na wypady miejskie, ewentualnie zakupy.

Są jeszcze nosidła ze stelażem. Często produkowane przez solidne firmy dedykujące swoją działalność sprzętom turystycznym. Sami kiedyś taki  używaliśmy. Dziś patrząc na zdjęcia zastanawiam się – czemu?

DSCN9743

I już wiem. Bo nie znaliśmy nosideł ergonomicznych (zdjęcie dość tendencyjne, jednak noszenie dodatkowych kg uważam dziś za niepotrzebne).

TIP – jeśli z myślą o wakacjach kupiliście chustę/nosidło, zaprzyjaźniajcie z nią dziecko możliwie najwcześniej. Nasze maluchy w chuście zaczynałam nosić parę tygodni po urodzeniu. I myślę, że właśnie dlatego cała trójka ją pokochała.

P1040411

* Nosidła ergonomiczne, inspirowane azjatyckimi nosidłami mei tai, szyte jest z materiału, który przylegając dopasowuje się do kształtu dziecka. Dla lepszego komfortu noszącego często zamiast pasków do wiązania posiada regulowane szelki, podobne do tych z plecaków turystycznych oraz pas biodrowy. Nosidła te wyróżniają się jeszcze świetnymi wzorami tkanin, więc wybór może być skomplikowany. Ale przede wszystkim liczy się wygoda. Nie miałam możliwości oglądnąć na żywo nosideł, które mnie interesowały. Patrząc na zdjęcia zwróciłam uwagę przede wszystkim na to, czy dobrze przylegają do pleców dziecka i nigdzie nie odstają. I udało mi się trafić w dziesiątkę.

A tak wyglądają azjatyckie nosidła, wzornictwo też niczego sobie 🙂

nosidło mei tai

Może cię też zainteresować: http://trzyimy.pl/najlepszy-czas-na-podroz-z-dzieckiem/

Comments 2

  1. Taka mała dygresja, nosidło Mei-Tai nie jest azjatyckie jako takie, też jest małpowane. Jest wzorowane na nosidle chińskim, które ma tylko dwa pasy i panel. W Korei zwie się podaegi i uważaj – nosi się w tym dzieci od urodzenia i im szybciej się da, na plecach (z przodu mają zbyt obciążony kręgosłup). Inaczej – w ergonomiku powinno się nosić dzieci chodzące, a w MeiTaiu można i noworodki. Jak? W Polsce te wiązania są nieznane – na świecie jak najbardziej. Poguglaj Mei Tai newborn i się zdziw. 🙂 Wyższość MT polega na tym, że nie potrzeba doń drogiej skośno-krzyżowej tkaniny. szyjesz go ze starego prześcieradła. Nigdzie na świecie kobiety nie noszą w drogich tkaninach – zawsze są to zwykłe szmaty lub koce (Manta) zawiązane na supeł – warto o tym pamiętać. 🙂

    Poza tym widzę, że masz źle założonego ergonomika. Dziecię ma szpagat w nóżkach. Powinno mieć niżej pupę i siedzieć w panelu jak w hamaku. Jeśłi kiedyś siedziałaś w hamaku w poprzek, nie wzdłuż, to mniej więcej tak powinno to wyglądać. Jak to uzyskać? Masz źle zapięty pas biodrowy. Powinnaś go mieć zapięty „do góry nogami” i wyżej, mniej więcej na talii albo nawet nad (zależy od wzrostu dziecka). wtedy miednica dziecka będzie mieć prawidłowe ułożenie. Teraz przy dłuższym noszeniu może je boleć kość ogonowa.

    1. Post
      Author

      Kurcze, nawet nie przyszłoby mi do głowy, że to nosidło jakoś nie leży, bo synek mega zadowolony w nim jest. Ale muszę to skorygować, czyli jego pupa powinna być jeszcze niżej, a nogi wyżej? Jutro sprawdzę (dziś go już nie będę budzić 01:09 ;).

      Nosidła z dwoma pasami i panelem z Chin o których wspominasz, to może podobne do tych, które znajdują się na ostatnim zdjęciu we wpisie. Kobiety z plemion H’mong m.in. w pólnocnym Wietnamie (plemiona te przywędrowały właśnie z Chin), noszą w nich swoje maluchy dokładnie jak piszesz- na plecach. Tylko z tego, co z nimi rozmawiałam, dziecko musi trzymać już główkę (nie jest tak dopracowane jak mei tai newborn). I wykładają w środku dodatkowo kocem, bo sama tkanina uwiera malucha. W rozmowie ze mną nazywały je mei tai, ale chyba pierwsza użyłam tego określenia, więc pewnie mają na to inną nazwę. W każdym razie cenne wskazówki, bardzo dziękuję.

      Pozdrawiam 🙂
      p.s Może chciałabyś napisać wpis gościnny na trzyimy.pl z rozwinięciem tematu? Daj znać przez fb (Trzyimy)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *