Norweskie podejście: równość

Katarzyna Norwegia 6 Comments

Nie mam doświadczenia w podstawówce XXI wieku. Wiele się zmieniło od czasów, gdy sama byłam uczennicą jednej z nich (wtedy ciągnięcie dziecka za ucho było normą, dziś na szczęście jest zabronione). I może dlatego wciąż na nowo przecieram oczy ze zdziwienia doświadczając zupełnie innego podejścia do ucznia, które obserwuje na bieżąco w Norwegii.

Tu właśnie chodzi do szkoły moja córka i tutaj ja chodzę na wywiadówki. Na nich nigdy nie można usłyszeć, że któreś dziecko, wymienione z imienia, ŹLE się zachowało. W zasadzie nawet odnosząc się do grupy nie spotkałam się z podobnym określeniem, wszyscy starają się unikać słów nacechowanych negatywnie (źle, niepoprawnie, brzydko, niewłaściwie, itp). Ta miękkość w opisach niepożądanych zachowań trochę mnie bawi. Już w przedszkolu słyszałam, że moje dziecko jest bardzo zdecydowane. Wow, myślałam sobie, to wspaniale. Dobrze jest być zdecydowanym człowiekiem. Ale gdy zaczęłam dopytywać się, na czym to zdecydowanie charakteru polega, to już mniej mogłam mieć powodów do radości. Bo dotyczyło to na przykład tego, że synek za żadne skarby nie chciał założyć kombinezonu. Sama raczej nazwałabym to uporem, ale „być zdecydowanym” brzmi znacznie lepiej, niż „być upartym” i takie rozwiązanie wybierają Norwegowie.

Zatem, gdy na zebraniu słyszę, że w klasie jest dużo energii to już wiem, o co chodzi. Ale nikt do nikogo nie ma pretensji. Nauczyciele traktują okiełznanie energii jako wyzwanie, któremu powinni sprostać . Byłam gotowa wierzyć, że raczej żaden rodzic nie dostaje informacji wprost o niepożądanym zachowaniu dziecka. Ale byłam w błędzie. Opiekun, którego dziecko sprawia pewne problemy w czasie zajęć, otrzymuje od nauczyciela informacje dotyczące pociechy w czasie indywidualnych rozmów  i wspólnie próbuje się  znaleźć rozwiązanie, bazując na współpracy pomiędzy domem a szkołą.

Nigdy nie zetknęłam się z wytykaniem palcami za niesubordynację, brak postępów w nauce. Kładzie się przede wszystkim nacisk na mocne strony dzieci. To jak niewidzialny parasol, który ma chronić od negatywnego nastawienia, choć czasem przesłania też słabości, z którymi częstokroć warto się zmierzyć. Niewielkie wymagania w szkole to temat, o którym już pisałam tu. Priorytetem jest dobre samopoczucie, a nie wiedza, ona ma przychodzić w przyjaznej atmosferze, bez przymusu. Czasem dzieci dzielone są na grupy o różnych poziomach, mogą sobie zażyczyć dodatkowych książek do czytania, można prosić o dodatkowe lekcje z matematyki (jeśli dziecko jest znudzone łatwym materiałem).  Czyli jest możliwość postawienia poprzeczki nieco wyżej, ale nie ma na to parcia.

Są natomiast wytyczne dotyczące tego, ile czasu powinno zajmować odrabianie lekcji podstawowych. I tak czytanie przerabianego tekstu powinno zajmować maksymalnie 10 minut dziennie. Tyle samo czasu dziecko powinno poświęcić na zadanie pisemne (takie wytyczne dostali rodzice drugoklasistów). A jeśli jest dużo awantur i łez w związku z odrabianiem lekcji, należy zgłosić to nauczycielce, by poszukać rozwiązania.

I jeszcze sprawa, która wałkowana jest na każdym spotkaniu z rodzicami: urodziny. Niesamowicie istotne jest by zapraszać całą klasę, ewentualnie WSZYSTKIE dziewczynki  z klasy, lub WSZYSTKICH chłopców.Żeby uczyć dzieci, by nikogo nie wykluczały. Przyznam, że bywa to kłopotliwe w przypadku dużej klasy. Sama przyzwyczajona byłam do innych rozwiązań, ale przekonuję się do tego podejścia coraz bardziej. Łatwo zaobserwować dążenia do budowania społeczeństwa o spłaszczonej hierarchii, bez elit, podziałów na lepszych i gorszych, wybranych i pomijanych.

Według mnie oprócz kilku wad (jak na przykład dość niskie oczekiwania względem uczniów) są też niewątpliwe zalety tutejszej szkoły. Dziecko niezależnie od intelektualnych zdolności (a przecież to trochę jak ze wzrostem – niektórzy są wysocy, inni niscy) czuje się pełnowartościowe. Pamiętam z mojej szkoły (ale to było dość dawno), że byli prymusi, do których w podstawówce się zaliczałam, byli też najgorsi, na których wychowawczyni nie zostawiała suchej nitki. I o ile zdolniejsi uczniowie czuli się dowartościowani, o tyle ci słabsi utwierdzali się tylko w przekonaniu, że są do niczego. To musiało bardzo boleć i mogło pozostawić piętno na całe życie.

***

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

***

Comments 6

  1. Wszystko się zgadza. Na ostatniej wywiadówce u mojego 5klasisty wytyczne dostaliśmy takie, że odrabianie lekcji nie powinno zajmować dłużej niż 30 minut. Nikt nikogo nie wytyka palcem, nikt nie jest gorszy czy lepszy. Dzieci odrabiają lekcje z matematyki poprzez inteligentny program, który dostosowuje poziom trudności zadań do wiedzy ucznia. Faktem jest jednak, że serce mi się raduje, kiedy dziecko mi opowiada, że ostatnio rozwiązując zadania w szkole zauważył, iż zdecydowana większość dzieci pytania ma bardzo łatwe, nagradzane znaczkiem kaczuszki za dobrą odpowiedź, gdy tymczasem moje wykonuje zadania o wiele bardziej skomplikowane.( i niestety kaczuszki na tym poziomie już brak 😉 ) I tak nasuwa się pytanie, czy w takim razie dzieci są uczone tego czego powinny być w określonym przedziale wiekowym i czasie. Na każdej wywiadówce otrzymuje informacje, że wszystko jest jak w najlepszym porządku. Ja jednak z niecierpliwością czekam na tegoroczne krajowe testy piecioklasistow, aby rzeczywiście ocenić poziom wiedzy. Norweskiej szkoły uczę się razem ze swoim dzieckiem. Zachwycona podejściem dzieci do dzieci ( gorszych, lepszych, białych, czarnych, katolików, muzułmanów, biednych, bogatych, chorych, zdrowych) bo wszystko jest naturalne i z naszego świata – tolerancja to nie nauka, mam wrażenie, że to normalny stan bycia , który jest wpojony tutaj każdemu od urodzenia. … Coś troszkę z innej beczki, ale jednak jak ważne w ogólnym rozwoju historycznym zapytanie ( podczas dzisiejszego obiadu) mojego starszaka: Mamo, to znaczy, że jakbyśmy żyli w czasie II wojny światowej, to Filipa ( blondyn, niebieskie oczy) zabraliby, a mnie by zabili ( szatyn, czarne oczy)? …

    1. Post
      Author

      Do etapu 5-klasisty jeszcze nie doszłam, ale kaczuszki dla 10-latków brzmi trochę dziwnie? Rzeczywiście najbardziej wymiernym obrazem mogą być testy, o których piszesz. Też jestem przyzwyczajona do patrzenia na własne rezultaty w odniesieniu do osiągnięć innych (przecież taka była cała naszaa edukacja), a tu właściwie unika się tego jak ognia. Stąd zapewnienia że dziecko jest „super flink” przyjmuję z lekkim przymrużeniem oka.Co do pytania syna to widać, że zdobyta wiedza to niekoniecznie „suchy materiał”, ale sprawa do rozważenia, pobudzająca refleksję. I o to również chodzi w edukacji. Pozdrawiam

  2. Tego rodzaju prowadzenie dzieci zaczyna się w polskich przedszkolach. Wiem, że moje dziecko nie jest aniołem, ale panie w ogóle nie narzekają. Trzeba je wręcz ciągnąć za język, by się dowiedzieć, czy były jakieś problemy, a i tak najczęściej odpowiadają, że radzi sobie doskonale. Co do urodzin, to wyprawiane są w przedszkolu, żeby każde dziecko miało swoje przyjęcie (wiadomo, że biedniejszych rodziców nie stać na urządzenie imprezy dla 25 dzieci, więc przedszkole symbolicznie to bierze na siebie). Dzieci urodzone w wakacje mają urządzane urodziny w czerwcu. O, takie miłe gesty. Rzecz jasna nie w każdej placówce, ale jest ich coraz więcej. Może ta „moda” dotrze i do podstawówek. Podejrzewam, że wraz z młodą kadrą urodzoną w latach 80. 😉

    1. Post
      Author

      No to jest dobra zmiana 🙂 Tutaj urodziny można zrobić na przykład w sali szkolnej (nie płacąc za wynajem; wiadomo trzeba zadbać o napoje i coś do jedzenia, zwykle parówki). Często łączy się urodziny dzieci urodzonych w tym samym miesiącu, ale przez to urodziny dla pozaszkolnych znajomych trzeba zrobić osobno. A jeśli chodzi o to „przemilczanie” to przeszła mi taka myśl, choć może wcale tak nie jest, że przecież prywatne przedszkola konkurują między sobą, chcą mieć „klientów”, a mi na pewno jest przyjemniej, gdy słyszę, że dziecko jest super, niż jakby ktoś miał wytykać jak rozrabia. Tu też trzeba ciągnąć za język, żeby się dowiedzieć czegoś więcej.

  3. Ciekawi mnie jak jest z przestępczością czy dzieci wychowywane w tak sprzyjakajavych warunkach wyrastają potem na fajnych dorosłych? Pozdrawiam

    1. Post
      Author

      Przestępczość w Norwegii jest stosunkowo niska, a co więcej resocjalizacja stoi na bardzo wysokim poziomie. Ale to też zasługa tego, że mało jest „obszarów biedy” i dzieci raczej mają wszystko, czego im trzeba, a nawet dużo więcej, a więziennictwo wygląda zupełnie inaczej. Właśnie myślałam o tym ostatnio, czy przez to wychowanie ludzie są bardziej otwarci. I albo dawniej nie było wdrażane, albo jednak nie ma wpływu na ich postawę. A co do dorosłych wychowanych w ten sposób, to myślę, że na pewno są mniej sfrustrowani. Pozdrawienia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *