Norweska kulturka i polski stres, czyli kilka słów o pracy

Katarzyna Emigracja 5 Comments

honey-bees-401238_640

„Pracuję żeby żyć, czy żyję by pracować?” To pytanie może stawiać sobie obecnie wielu ludzi. I często wcale nie chodzi o zapewnienie bytu rodzinie. Tylko o to, że tak wiele osób wkręconych zostało w trybiki wielkiej maszyny, która napędza współczesny świat. Drugorzędne rzeczy stają się sensem naszego życia. Praca i kariera stawiane są przed rodziną i w ten sposób niszczone są rodzinne więzy.

Dawniej wyrabiano 150 % normy i podobizny przodowników pracy trafiały do gabloty.

A dziś?

Etaty są likwidowane. Jedna osoba przejmuje obowiązki dwóch zwolnionych i wciąż czuje niezadowolenie szefa. Kult wydajności prowadzi do frustracji (bo pieniądze nie wynagrodzą wszystkiego), a wiecznie głodna machina  nigdy nie jest nasycona. Przecież zawsze można więcej, szybciej i lepiej. Koszty osobiste? O tym w miejscu pracy się nie mówi*.

Wydaje mi się, że ewenementem na skalę zachodniego świata jest Norwegia. Tu czas rodzinny ma znaczenie. Gdy w firmie mojego męża jest więcej zleceń, szef pyta go, czy może zostać po godzinach. Mówi „poproś żonę o zgodę”. I bardzo mnie to cieszy, bo nie jesteśmy postawieni pod ścianą. Odmowa nie jest traktowana jako brak lojalności. Z resztą w Norwegii jest rzeczą normalną, że jeśli coś ma być zrobione „na wczoraj” to i tak o godzinie 16.00 (czy o której tam ludzie kończą swoją pracę**) większość pracowników bez najmniejszych skrupułów idzie do domu. Zwłaszcza Norwegów. Bo w większości potrafią szanować swoje święte prawo do odpoczynku. To Polacy są tymi, którzy chętnie przenoszą niezdrowe przyzwyczajenia z Polski – i wydłużają dniówkę. Tym bardziej, że nadgodziny są zwykle płacone ekstra. W typowo norweskich firmach czas po pracy jest czasem wolnym od pracy – nie ma zwyczaju odpowiadania na służbowe maile i telefony.

Kultura pracy w Norwegii wymaga tego, by dbać o relacje z pracownikami. Nie ma krzyku (choć zdarza się, gdy środowisko zdominowane jest przez inne nacje, lub wyjątkowo nerwowego Norwega). Nie ma też dystansu między szefostwem, a pracownikami niższego szczebla. Każdy zatrudniony zasługuje na szacunek. I to jest rażąca różnica, bo w Polsce w tej kwestii niewiele się zmieniło  – osoby pracujące fizycznie niezmiennie określane są jako „tylko robole”.

Niektórzy Polacy w Norwegii (i jak mniemam – nie tylko tu, bo żyłka kombinatorska jest powszechna w narodzie) naciągają norweskie urzędy, przebywając na zwolnieniach chorobowych i dorabiając na nielegalnych zleceniach. Jednak  większość pracuje. I to z takim zapałem, który dla nas jest oczywisty, a Norwegów zaskakuje. To, co różni pracowników norweskich od polskich to zaangażowanie. Norwedzy w cudowny sposób potrafią oddzielić sprawy zawodowe od życia prywatnego. Polacy z trudem przestawiają się na norweski sposób myślenia: „bez stresu”. A tak naprawdę, to cudowna formuła przedłużająca życie. Bo stres to jeden z głównych czynników chorobotwórczych. Wiem… łatwo powiedzieć, trudniej zastosować.

 

*Z badań firmy Extended DISC z 2011 roku wynika, że Polacy są najbardziej zestresowanymi pracownikami na świecie. Poziom stresu jest mierzony m.in. na podstawie NSI (National Stress Indicator – Narodowy Wskaźnik Stresu). Im wyższy jest wskaźnik tym mniej stabilne, spokojne i bezpieczne wydaje się nam miejsce pracy i środowisko, w którym żyjemy.

**Standardowy wymiar pracy w Norwegii to 7,5 h dziennie plus półgodzinna (zwykle niepłatna) przerwa na posiłek; od poniedziałku do piątku

Może cię też zainteresować: http://trzyimy.pl/za-co-lubimy-norwegie/

Comments 5

  1. Zgadzam się w 100% z autorką. Tak właśnie wygląda praca po norwesku i największym błędem jest przenoszenie skaleczonego polskigo systemu na gruntnorweski. Nauczmy szanować siebie samych. Nie po to wyjeżdżaliśmy z kraju by to samo fundować sobie w innym.

  2. Prawda w 100%
    Ale zapomniałaś o jednym….zwalniany z pracy w pierwszej kolejności jest Polak…
    Pakis Oskarży szefa o dyskryminację
    Murzyn o rasizm
    A Polak da sobie radę ,tak w moim otoczeniu to działa
    W związku z redukcją etatów wypowiedzenia dostali właśnie Polacy a nie tzw.nieroby ,ciapate itp.itd
    Do nich się pretensji za nicnierobienie nie ma ….Bo lepiej im nic nie mówić ….tak jest wygodniej …..dla Norwegów

    ….

    1. Post
      Author

      O tym rzeczywiście nie słyszałam. Nie znam szczegółów prawa pracy, ale dotarła do mnie informacja, że zwalnia się w pierwszej kolejności najpóźniej zatrudnionych. Może nie dotyczy to wszystkich rodzajów umów?

    2. Barbara ma niestety rację… Tak właśnie jest. W mojej firmie nie zwraca się uwagi murzynowi czy ciapatemu, zwraca się uwagę mnie za ich błędy…

  3. Ciapaty- fajne okreslenie. To ta rasa ludzka, co ma ciapki na policzkach ?

    A tak, na powaznie, to Norwedzy wg. mnie (moze tylko w moim srodowisku) dosc mocno naduzywaja egenmeldingow, nie do konca, zgodnie z potrzeba- ero tez oszukuja……

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *