Nieporadnik urodzinowy

Katarzyna Styl życia 2 Comments

Czasem w kuchni mnie ponosi. Nie aż tak, bym aspirowała do tytułu perfekcyjnej pani domu (jednak trochę realizmu w sobie mam), ale wiecie, zobaczę jakiś przepis na tort w internecie, a przy nim opis, że prosty w wykonaniu, szybki i jaki smaczny, a przy tym wygląda jak marzenie i myślę sobie, że jakiś tam anonim internetowy dał radę go zrobić, to czemu ja bym nie mogła. Przecież proste, piszą. No i tak niewinnie zaczyna się przygoda.
Niespodziewanie zagrzebuję się w jakiejś kleistej bez granic mazi z pianek marshmallows, które to podobno  mają zamienić się w gładką masę zdobiącą tort. I że niby mam to wałkować? Hahaha, uśmialiśmy się z Kubą, ale on poszedł się kąpać, a ja musiałam jakoś z tego wybrnąć, najlepiej z twarzą. Sypię  cukier puder w masę marshmallows bez opamiętania i nagle bach, przyszło olśnienie! No przecież, jakie to proste – dłonią wysmarowaną kleistą mazią klepię się w czoło . Genialny pomysł dotyczy sposobu sprawdzonego w gastronomicznie trudnych dla mnie sytuacjach, czyli wałkowania przez folię spożywczą. No i idzie jak po maśle; że też nikt w swoich przepisach na polewę marshmallows nie podał tej jakże cennej informacji: najlepiej wałkować przez folię. Już całkiem krągły placuszek się robi, już chciałoby się otworzyć szampana (ale trzeba czekać, urodziny są dopiero jutro), jednak jako przezorna gospodyni mówię: sprawdzam cię, czy tak dobrze będziesz się odklejać od folii ty moja polewo dekoracyjna. Kuba już się kończy kąpać, a ja znów się łapię lepką ręką za głowę. To cholerstwo wrosło w masę! Gdy próbuję oderwać, rwie się, chyba folia zostanie tam na zawsze. Oczami wyobraźni już widzę krąg dzieci na urodzinach, którym podaję tort i mówię ‚tylko nie jedzcie, bo w środku jest plastik’. Albo nic nie mówię? Chcąc odgonić te niezbyt przyjemne obrazki potrząsam głową. Walczę. W desperacji odrywam folię z płatami masy, bo inaczej się nie da i myślę sobie, czemu do cholery nikt w swoich przepisach na tę cudowną masę marshmallows nie podał tej ważkiej informacji: nie wałkować przez folię, bo to grozi katastrofą. Ja już to wiem. Walka trwa. W końcu przychodzi zwycięstwo, choć ze sporymi stratami, które lądują w koszu (już nawet nie wiem, czy do biologicznych odpadków mogę wrzucić; a w dupie mam, wrzucam do zwykłego kosza). Sypię ten cukier puder jak jakaś pudernica i w końcu coś się zmienia i to na lepsze (w zasadzie nie wyobrażam sobie nawet, co by miało się stać, gdyby miało być jeszcze gorzej). Kuba zerka mi przez ramie i o dziwo nie śmieje sie już tak głośno. W zasadzie wcale się nie śmieje, tylko kiwa z uznaniem głową. Sama się dziwię, bo udaje mi się rozwałkować to cacko i nawet nałożyć na tort. Proste? Nie dla mnie. Szybkie? Też nie. Ale się udało.

Aha, i jeszcze jakby ktoś chciał przepis na muffinki z zakalcem, to do mnie się zgłosić proszę (jeszcze o czymś takim nie słyszałam, a mi się udało).

Cóż dodać,
Sto lat dla wszystkich urodzonych.

***

Lubisz czytać nasze teksty? Daj nam znać:

  • podziel się swoimi przemyśleniami w komentarzu
  • udostępnij wpis znajomym
  • a przede wszystkim polub nasz fanpage tutaj

Pozdrawienia

Trzy i my

Comments 2

  1. Najpierw to sto lat Kaja.
    I tak zostało zasiane ziarenko ciekawości, bo skoro ta masa i tort ostatecznie wyszły… to ja już po necie grasuje szukając przepisu, bo jak się jednak udało… To i mnie się uda… A piankowa masa do mnie przemawia bardzo! Buziaki

    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *