Niemożliwe?

admin Boliwia, Styl życia 0 Comments

 

chodzenie po drzewach

 

Wierzysz, że coś jest nieosiągalne, zbyt trudne, niemożliwe?

Sama po pobycie w Boliwii mocno przesunęłam granicę między tym co możliwe, a co nie. Przede wszystkim dlatego, że wyjazd na misję (wolontariat) był moim wielkim marzeniem. Mimo długotrwałych starań nic z tego nie wychodziło. Gdy już całkowicie odpuściłam, dość podłamana tym faktem, ale ze świadomością, że trzeba iść dalej – na mojej drodze pojawiły się osoby i zdarzenia, dzięki którym po niedługim czasie siedziałam w samolocie lecącym do Ameryki Południowej. Wszystko działo się szybko i sprawnie. A to, co tam zastałam, już całkowicie zamgliło mi obraz niemożliwego. Czy coś takiego naprawdę istnieje?

Pracowałam w domu dziecka, w którym było 70 dziewczynek. Cały personel domu to trzy zakonnice (i pomyśleć, że mi bywa ciężko z trójką). Mieszkające w sierocińcu dzieci o poranionych sercach  potrafiły otworzyć się na mnie i mi zaufać. Wiecie, jakie to zaskoczenie, kiedy jedzie się komuś pomóc, a okazuje się, że samemu otrzymuje się dużo więcej? Dostałam tam zastrzyk akceptacji i uczucia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA Boliwia wolontariat

Wiadomo, w ciągu rocznego pobytu były chwile lepsze i gorsze. Kiedy myślę o tym czasie, odczuwam go jako dar, który otrzymałam od losu. Wiele rzeczy, które przed wyjazdem się nie układały, nagle zaczęły. Marzenia, które bałam się wypowiadać na głos – stawały się rzeczywistością.

Wydaje mi się, że życie odpłaca za każdy gest. Słyszę czasem utyskiwania, że nie warto pomagać, bo ludzie są niewdzięczni i tego nie doceniają. Ja się z tym nie spotkałam, ale nawet jeśli tak się dzieje, to jestem pewna, że dobro krąży i wróci, choćby z rąk obcej osoby*.

Podobnie, jak z dobrymi gestami jest z myślami. Lepiej produkować jak najwięcej dobrych, bo one pozytywnie nakręcają i stwarzają okazje. Trudna sztuka jak dla mnie, ale próbuję, bo warto.

Wracając do niemożliwego… możliwego, bo do której kategorii powinnam zaliczyć jazdę w samochodzie osobowym w osiemnaście osób?  I jeszcze gdzie upchnąć czarownicę, którą widziałam wymachującą na progu jakiegoś domostwa. Myślicie, że to żarty? Niestety nie.

DSCN0095

W sierocińcu była dziewczynka, której obydwoje rodzice trafili do szpitala psychiatrycznego, po tym gdy bruja (czarownica) rzuciła na nich urok. To jest możliwe w Boliwii.  Podobnie jak obchodzenie Dnia Morza, podczas gdy Boliwijczycy stracili dostęp do niego w 1872 roku.

Wygląda na to, że wszystko jest możliwe…

Boliwia dzieci

…z małymi wyjątkami – spróbuj polizać swój łokieć 😉

 

*nie zamierzam namawiać do wyjazdu, potrzebujący są wszędzie. Właśnie natknęłam się na fundację, która w bardzo konkretny sposób pomaga biednym rodzinom w Polsce: https://www.facebook.com/pages/Fundacja-Dzieci-i-Rodzin-Ubogich/490597891039494

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *