Najtrudniejsze zadanie

Katarzyna Wychowanie 3 Comments

Dollarphotoclub_59015242

– Co za bachor – kobieta przystanęła w drodze do sklepowej kasy, z dezaprobatą kręcąc głową.

Patrzyła na dzieciaka drącego się wniebogłosy i tarzającego po podłodze. – A matka, czemu nie reaguje? – zwróciła się do stojącej obok kobiety.

Czy i Wam zdarzało się zareagować w ten sposób?

Bo mnie owszem, nie werbalnie, ale dokładnie TAKIE miewałam myśli widząc TAKIE sytuacje…

Do czasu, aż sama zostałam mamą.

Teraz zdarza mi się od czasu do czasu być świadkiem podobnych scen. Może nie tak drastycznych, ale z pewnością wskazujących na niezadowolenie malucha. Z tą różnicą, że dotyczą mojego synka, który wyrastając z buntu dwulatka płynnie przeszedł na wyższy poziom – do buntu trzylatka.

Teraz, kiedy obok jest jeszcze starsza siostra (Kaja nie robiła takich akcji, a jako pięciolatka zostawiła za sobą wcześniejsze bunty i mam nadzieję, że przed nami już tylko „bunt generalny” – nastolatki) oraz roczny synek, kultowe „przykazania”, jak wykazywanie się anielską cierpliwością, czy ignorowanie zachowania (w ustronnym miejscu), nie wchodzą w grę (bo ile czasu wytrzyma roczne dziecko w oczekiwaniu na zmianę zachowanie brata?). Z kolei tłumaczenia, jak wiedzą praktycy, w obliczu histerii na niewiele się zdają. Nie mam nawet możliwości wziąć buntownika na ręce i przenieść w bezpieczny kąt. Wówczas – trzymając najmłodsze dziecko na jednej ręce, siatkę z zakupami w drugiej, próbuję z ferajną jak najszybciej dojść do samochodu. W tej sytuacji z pewnością wyglądam nieporadnie.

I zastanawiam się, jak to było 40 lat temu (bo zwykle największe oburzenie na widok TAKICH scen okazują starsze kobiety, które cztery dekady temu prawdopodobnie same były matkami małych dzieci). Czy w tamtych czasach na każde nieposłuszeństwo wystarczyło kilka klapsów i dzieciaki już nie miały ochoty stroić fochów? Czy może sklepowe półki były tak puste, że dzieciom nawet nie przychodziło do głowy, by rzucać się na podłogę z powodu octu?

Nie piszę tego, by podpowiadać kolejne złote metody wychowawcze. Z resztą nie jestem ekspertem. Wiem natomiast, jak łatwo przychodzi osądzanie innych (i to nie tylko w tej, ale wszystkich kwestiach). Piszę po to, byś nie popełniał mojego błędu i nie był sędzią dla wrzeszczących dzieci i ich rodziców. Bo to może przytrafić się nawet.. Tobie.

Comments 3

  1. Oj tak tak ….podpisuje sie pod tekstem rekami i nogami, myśląc o naszym prawie trzyletnim Kubusiu. Czasem mam wrażenie ze nasz dom to poligon,a bunt Kuby uderza w nas ze zdwojona siła!!!!ocenialismy innych rodziców dopóki sami sie nimi nie staliśmy …..święta prawda

  2. Bardzo słuszny tekst 🙂 Ja – choć jesteśmy dopiero na etapie 13miesięcznego Syna – już wiem, że wiele rzeczy, które w ciąży wydawały się banalnie proste, no pestka (dziecko będzie zawsze spało w łóżeczku, / będę mu czytać pół godziny dziennie, / przecież nie będę go ciągle nosić jak będzie płakał….etc. ) życie zweryfikowało swoim sposobem – bez sentymentów. Dlatego choć ambicji ciągle w mojej głowie sporo, uważam już na składane (na szczęście głównie przed samą sobą) deklaracje. A komentarze „bezdzietnych” cioć i wujków w stylu „noooo on na pewno będzie aspołeczny – rozpłakał się na mój widok” omijam uśmiechniętym milczeniem. Zapraszam do życiowej weryfikacji.

    1. Post
      Author

      Zgadzam się z Tobą całkowicie. A najbardziej podoba mi się obserwacja tych, co to najwięcej mieli kąśliwych uwag zanim zostali rodzicami. Zwykle wiodą prym w zaprzeczaniu swoim mądrościom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *