Najtrudniejsza podróż: rodzeństwo. Mądrość dziecka

Katarzyna Najtrudniejsza podróż Leave a Comment

Strach i obawy to naturalne reakcje na nieznane sytuacje. Tak właśnie jest teraz, po ujarzmieniu jednej z nich, pojawia się nowa, lub ta odsuwana na bok wysuwa się na pierwszy plan. Taką obawą była myśl o tym, jak może się zmienić życie naszej trójki, gdy na świat przyjdzie chory brat. Z pewnością nie będziemy mieli dla nich tyle czasu, co dotychczas. Może być to dla nich trudne do zaakceptowania. Pojawienie się noworodka w domu i tak wywraca świat do góry nogami. A co dopiero pojawienie się dziecka, które potrzebuje dużo więcej uwagi, niż zwykle? Inną z obaw było powiedzenie dzieciom o tym, co się dzieje. Lekarze byli dotychczas raczej przekonani, że poronię. Dlatego postanowiliśmy nie mówić dzieciom od razu o ciąży, oszczędzając im smutnych doświadczeń.

Jednak teraz, kiedy właśnie mija połowa ciąży, a dzidziuś w brzuchu czuje się dobrze, nadszedł czas.

Kiedy rankiem cała trójka zjawiła się w naszym łóżku usłyszeli, że będą mieli rodzeństwo. Że dzidziuś jest bardzo chory. Tłumaczenie o chorobach serca i niedorozwoju mózgu nie specjalnie trafiały do wyobraźni naszej gromadki. Jednak gdy usłyszeli, że dzidziuś nie ma noska, Mateusz od razu powiedział:
– To nie będzie mógł oddychać.
– Właśnie, to możliwe. I dlatego może być tak, że umrze, jeszcze zanim wyjdzie ze szpitala. Może się zdarzyć, że go nie zobaczycie.
– To przecież zobaczymy się w niebie – powiedziała Kaja, obnażając w uśmiechu swoje równiutkie, małe ząbki.

I tak sobie myślę, że ludzie niewierzący mają jeszcze ciężej w podobnych sytuacjach. Nam pozostaje nadzieja, choćby na spotkanie w przyszłości.

Dzieciaki łatwo przyjęły wszystko, co dotyczy maleństwa. Kaja (6 lat) rozumie, co takiego może się wydarzyć. Mateusz (4 lata) mówi, że zabierzemy dzidziusia do szpitala i tam go wyleczą. Dla niego pojęcie śmierci jest chyba jeszcze zbyt abstrakcyjne. Najmłodszy Samuel (1,5 roku) najbardziej interesował się wchodzeniem i schodzeniem z łóżka.
Zaskoczyła mnie pozytywna reakcja dzieci, choć właśnie o tym przekonywali mnie wszyscy lekarze, z którymi rozmawiałam. Kilku z nich i to, co wyczytałam utwierdziło mnie w przekonaniu, że dzieci też mają prawo do tego, by brać udział w życiu swojego brata. Też mają prawo, by przeżywać na swój sposób tę sytuację. I to jest dla nich równie ważne, jak dla dorosłych.

Dzieciaki zupełnie naturalnie podeszły do wszystkich wiadomości na temat braciszka. To, co usłyszały przyjęły spokojnie. Od razu zaczęły mówić do maluszka i całować go przez brzuch. Wiadomość o braku noska nie poruszyła ich szczególnie. Oczywiście chcieli wiedzieć dlaczego. Tłumaczyłam.

– A to chłopiec, czy dziewczynka? – Kaja z nadzieją w oczach spojrzała na mnie. Strasznie chce mieć siostrzyczkę.
– Chłopiec.
– Dlaczego?! Ja chce dziewczynkę. Dlaczego nie może być dziewczynka?
– To nie zależy od nas. Widzisz, ty chcesz, żeby to była dziewczynka, wszyscy chcemy, żeby dzidziuś był zdrowy. Ale jest inaczej. Czasem dzieją się rzeczy, których nie chcemy.

Dzieci wybrały już imię. Kai podoba się Karolek, bo tak nazywa się młodszy brat z książki, którą właśnie czytamy: „Bracia Lwie Serce”. Mateuszowi podoba się Gabriel. Więc  braciszek to Gabriel Karol.

Szczególnie swojego brata ukochał Mateusz. Każdego dnia przytula go i całuje. Dużo mówi o Gabrielku, o tym, że jest taki delikatny i malutki. Gdy dopytuje, kiedy się urodzi, odpowiadam myśląc z niepokojem, że jego utrata może być ciężkim przeżyciem także dla niego. Znów martwię się na zapas.

I czasem rozsypuję się na tysiąc kawałków. Gdy zaczynam myśleć o tym, co może się wydarzyć, wydaje mi się, że to wszystko mnie przerasta, że to nie jest do uniesienia. Czuję się przytłoczona chorobą synka, bezradnością. Tak mi smutno, że on pewnie nigdy nie będzie mógł biegać po trawie, bawić się z rodzeństwem. I że prawdopodobnie nawet nie zdąży ich poznać.

Ale kto wie, może zdąży. Może modlitwy Kai zostaną wysłuchane. Co wieczór mówi:

– Poproszę cię, Panie Bogu, żeby Gabrielek się urodził i był na tym świecie. Żeby dzieci się z niego nie śmiały. Żeby był zdrowy. Poproszę cię Panie Bogu.
Nie, nie chcę żyć złudzeniami. Przygotowuję się raczej na trudny scenariusz. I próbuję choć trochę dorównać dzieciom w prostocie, z jaką pojmują świat.

ciąg dalszy: Najtrudniejsza podróż. Oczekiwanie

Tu znajdziesz wcześniejszy wpis: Najtrudniejsza podróż: szok

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *