Najtrudniejsza podróż: Gabriel. Cud prawdziwy

Katarzyna Najtrudniejsza podróż

Czas, którego tak baliśmy się nadszedł nieubłaganie. I okazało się, że wiele z naszych obaw było zupełnie niepotrzebnych. Nie, Gabriel nie urodził się zdrowy. Wszystko, co pokazywały badania potwierdziło się po jego urodzeniu.

Jakub

Jedną z moich obaw było to, że nie wiedziałem, jak zareaguję na jego widok. Jak go zobaczyłem, to się popłakałem. Żyłem paranoją, że po odcięciu pępowiny on umrze. Po raz pierwszy odmówiłem, nie chciałem do tego przykładać ręki. Jeszcze zanim to nastąpiło ochrzciłem go wodą i było to dla mnie jak pożegnanie z moim synkiem.
Pierwszy szok nastąpił, gdy lekarz powiedział, że serce mu wolno bije. Było to po prostu znakiem, że odchodzi. Jeszcze nie wiedziałem, co się później wydarzy. A zdarzyło się tak, że po chwili wylądowaliśmy razem w ładnym, czyściutkim pokoiku, z aparaturą wspomagającą oddychanie. Bo jego serduszko zaczęło szybciej bić. Purpura na twarzy zmieniła się w ładny różowy kolor, taki jak mają zdrowe noworodki. I wtedy zaczęła się bitwa z myślami, co dalej. Co najlepsze dla tego dziecka? Jak długo będzie z nami? Czemu, a po co, czy to ma sens? Dla nas okazało się, że to ma ogromny sens.

Te trzy dni życia, które otrzymaliśmy, żeby być razem z Gabrielem okazały się cudem, o który modliło się wiele osób. Bo one okazały się najwspanialszymi trzema dniami w moim życiu. Nie wiem co wniosą, nie wiem, co zmienią. Ale były najwspanialsze. Wszystkie wady, defekty synka, jakie miał, gdzieś tam zniknęły. Bo wszystko to, co było inne niż u zdrowych dzieci, jak np. wykrzywione w stawach dłonie, sześć paluszków, czy podwójnie rozszczepiona warga okazały się  miejscami najczęściej obdarowanymi całusami, które do niego najbardziej nas przybliżały, a nie oddalały. I one wcale nie były brzydkie, ale bardziej dotykały serca, żeby bardziej o nie dbać i pokochać je. Jak patrzyłem na jego rączki to nie mogłem wytrzymać, nie dało ich się nie całować.
Mamy trójkę dzieci i nie wyobrażałem sobie, że mogę pokochać kogoś bardziej niż je, a miłość do Gabriela okazała się szczególna. Inna. Nie do opisania. Tak mocna, że nie da się tego ująć w słowa. Każda minuta, godzina przebywania z nim okazała się bardzo ważna i bardzo zbliżyła nas do siebie. To takie długie-krótkie życie. Byliśmy cały czas blisko z nim, cały czas był u nas na rękach, zapomniałem o wszystkich innych sprawach tego świata. Była też walka. Walka z myślami, gdy patrzyłem jak ciężko oddycha i zastanawiałem się, czy on cierpi. Dlaczego?
Choć pomimo tego wszystkiego potrafiliśmy sobie żartować. Z jego noska, że nie może sobie podłubać (bo go nie miał) i z tego, że przynajmniej nie widzi, jak tata dłubie w swoim czasami (nie wiemy, czy miał oczka, w każdym razie nie otworzył ich ani razu).
Żałowałem bardzo wszystkich negatywnych myśli, które miałem przed porodem. Dla mnie, dla nas aborcja nie wchodziła w grę. Ale czasem myślałem, że lepiej będzie, gdy Kasia poroni. I gdy go poznałem było mi żal, że tak myślałem i czułem ogromny smutek z tego powodu. Bardzo go za to przepraszałem.

Po wielu trudnych miesiącach oczekiwania, paranojach, wielu  negatywnych i niewielu pozytywnych myślach okazało się, że to były najpiękniejsze trzy dni w moim życiu. Może wyglądać to dziwnie z punktu widzenia osób, które tego nie przeżyły, albo nawet mojej bliskiej rodziny, która była z boku. Czuję sam, że jestem takim świadectwem, jak rodzina, o której opowiedziała mi kiedyś Kasia, dla której kilka dni spędzonych z ich chorym dzieckiem to były najwspanialsze dni w ich życiu. Teraz wiem, że to prawda, sam to przeżyłem. I gdybym miał cofnąć czas to tylko po to, by raz jeszcze przeżyć najpiękniejsze trzy dni z moim synkiem.

Katarzyna
Wreszcie Cię poznaliśmy kochany synku. Tak bardzo bałam się momentu, kiedy będziemy jechać na porodówkę. Tej drogi przy rzece i naszego pogrążonego w smutku milczenia. Myślałam o tym wiele razy i wiele razy płakałam. Tymczasem jechaliśmy wyluzowani. Poród był szybki. Nie wiem, czy minęła godzina, a Gabrielku byłeś już z nami. Taki malutki, że właściwie nie sprawiłeś mi prawie cierpienia. Taki chory, że obok radości na twój widok poczułam też ogromny ból. Nie czułam się rozczarowana, nie nastawiałam się na cud uzdrowienia. Gdzieś po cichu chciałam w to wierzyć, ale nie dawałam dużo miejsca tej myśli. Wiem, że wiele osób modliło się za nas. Wiele modliło się o cud.

Czułam, że cud jednak nastąpi tuż po narodzinach. Nie miałam pojęcia, co by to mogło być.
W każdym razie ty byłeś już z nami. Całkiem bezbronny i maleńki. Bardzo chory, co było widać. Gdy odcięli ci pępowinę, zbadali serce, ono wciąż biło! Trochę zwolniło… A potem zaczęło dzielnie wystukiwać rytm twojego życia. Naszego wspólnego życia.
Gdy cię zobaczyłam syneczku, nie zachwycił mnie twój wygląd. Ale na pewno nie przeraził. Pokochałam cię, to pewne. Czułam, że jesteś moim synkiem, a ja twoją mamą. Ale to wszystko nie było łatwe.
A później przyszedł ten cud. Tuliliśmy cię z tatą, dbając o to, byś nie stracił oddechu. Tak łatwo zapominałeś o tym, że trzeba oddychać. Więc cały czas trzeba było cię trzymać na rękach i przypominać, gdy właśnie w najlepsze sobie mlaskałeś. Oddech jest ważny kochanie. Dla ciebie momentami był też trudny. Wkładałeś w to całą swoją energię. Z ruchliwego piłkarza, jakim byłeś u mnie w brzuszku zamieniłeś się w bardzo spokojnego chłopczyka. Więc ty oddychałeś leżąc na moich kolanach, a ja miałam czas się napatrzyć na ciebie. Z każdą minutą, a potem godziną twoja buzia stawała się coraz piękniejsza, twoje małe dłonie wykrzywione w stawach, tak jak często mają chore dzieci, były takie piękne. To niesamowite, ale właśnie takie były. Śliczne małe dłonie, których widok rozczulał moje serce i nie potrafiłam się opanować, żeby ich nie pocałować. Mogłam całować twoje ciepłe, mięciutkie ciałko. Cały byłeś piękny, choć tak bardzo chory. Nigdy nie widziałam nikogo tak cudnego jak ty (oczywiście, że jakbyś mógł podrosnąć nigdy nie miałbyś szans w wyborach Mister roku; twoje piękno było wiele jaśniejsze). Twoja twarzyczka z zamkniętymi oczkami (bo nie otwarłeś ich ani razu) usteczka, które gdy płakałeś wyglądały jak u gąsieniczki, policzki, czoło, wszystko było cudne. Zakochałam się w tobie bez pamięci. Pokochałam cię najmocniej jak można. Do tej pory myślałam, że nie da się mocniej kochać dzieci, niż kocham twoją siostrę i braci. Tymczasem okazuje się, że to, jak pokochałam ciebie przekroczyło wszelkie moje wyobrażenia o tym, czym może być miłość. Ty cały, w swojej niewinności, byłeś miłością. Tak wielką, że moje serce aż drżało z radości, kiedy mogłam tak na ciebie patrzeć, tulić cię i całować. To jest nie do opisania co czułam, kiedy mogłam być z tobą i dbać o to, by dobrze ci się oddychało. Strasznie chciałam zachować te chwile na wieki. Żebyś tak mógł leżeć przytulony do mnie na zawsze.
To nie jest możliwe. Wiedziałam o tym, a jeszcze lepiej wiedzieli wszyscy lekarze dookoła. Marzyłam, byś mógł zostać z nami. I widziałam twoje chore ciałko, które byłoby przyczyną cierpienia dla ciebie. A to ostatnia rzecz, jaką dla ciebie bym chciała.
Lekarz wytłumaczył jak to funkcjonuje. I w jaki sposób prawdopodobnie odejdziesz. Zapewniał, że nic cię nie boli. Żegnając się po obchodzie życzył nam przyjemnych godzin z naszym maluszkiem.

Jednak minęła pierwsza doba i ty wciąż chciałeś oddychać. Czasem musieliśmy ci przypominać, a ty chętnie wracałeś do tematu. Tak łatwo budować sobie zamki. Myślałam o tym, że może w przyszłym tygodniu zabierzemy cię na chwilę do domu. Nie upierałam się przy tej myśli. Ale zjawiały się i inne, które wybiegały do naszej wspólnej przyszłości kto wie, może za dwa miesiące? Twoja babcia i rodzeństwo odwiedzili cię dwa razy. Wiedzą, że jesteś ich braciszkiem. Była też ciocia Daria, która odcisnęła ślady twoich stópek i dłoni.
Byłeś z nami trzy dni. Takie dni, dla których warto było przeżyć wszystkie trudne chwile ciąży, oczekiwania. Bo czas spędzony z tobą to cud. Dałeś nam takie szczęście i tyle miłości, że z niczym co do tej pory przeżyłam nie może się to równać. Wiem, że wiele osób nas wspierało i modliło się za nas. I to dzięki nim mogliśmy doświadczyć tego cudu, a teraz mamy w sercach pokój. Dziękujemy

Gabriel

Nic nie powiedział
Drugiego dnia życia zapłakał
Uśmiechał się przez sen

P1130389

 

Gabriel cierpiał na trisomię 13 (zespół Pataua).

 

Trzy ziemskie dni Gabrielka opisaliśmy tu: Najtrudniejsza podróż: trzy ziemskie dni.