Morsiki

Katarzyna Styl życia 6 Comments

Najlepiej pisać na gorąco, ale dziś nie ma szans, piszę na zimno!

Od jakiegoś czasu strasznie mnie korciło, żeby zacząć morsować. Takie tchnienie, raczej ze środka, bo wieści o tym, jak wiele osób to robi zaczęły do nas docierać, gdy sprawa była już u nas na tapecie. Za sprawą garstki inspiracji z filmików i dzieci uznały, że im się podoba. Wszyscy zgodni, jak rzadko kiedy!
Gdy morsowanie było jeszcze w fazie marzenia, jakże ja byłam odważna. Bez mrugnięcia patrzyłam na filmy z youtube. Tak, przerębel to coś w sam raz dla mnie.
Gdy jednak ustaliliśmy konkretną datę odwaga uciekła, chyba do cieplejszych zakątków świata. Zaczęłam trząść się ze strachu i z zimna. Kiedy bez kurtki poszłam wyrzucić śmieci dostałam trzęsawki na samą myśl o tym, że miałabym się rozebrać. A co dopiero wejść do zimnej wody! Wariactwo.
Kolega napisał jak się przygotować, morsowe cenne wskazówki, co mieć w trakcie na sobie, co założyć po wyjściu. Najistotniejsza okazała się dla mnie rada: ważne jest nastawienie, musicie być zdecydowani, że chcecie do tej wody wejść. Dzięki Piotrek.
Zabraliśmy wszystko z listy i  spotkaliśmy się nad rzeką. Trochę, jakbyśmy szli na piknik – wielka torba, kocyk, ręczniki. Była też piłka, która miała nam pomóc przy obowiązkowej przed wejściem do wody rozgrzewce.
Do tej rzeki nie wchodzę nawet latem, a dzieci, które w wakacje próbują się w niej pluskać uważam za bohaterów. Dziś doszłam do wniosku, że  tego, czego nie da się zrobić latem, najlepiej robić zimą. Ha ha, mądrość trysnęła z powyższego zdania, też to poczułam.
Wesoła gromadka na trzy cztery weszła do wody, a jak piszczało! Dwójka dzieci zmoczyła nogi, ale wiecie, jak nie można grać w wodzie w piłkę, albo chociaż pływać, to szybko się znudziły i z wody wyszły. Nie wiem czy  następnym razem podejmą próbę.
My byliśmy maksymalnie dwie minuty, podczas których poczułam ukłucia tysięcy małych szpilek w ciele. W zasadzie spodziewałam się czegoś stokroć gorszego. Trzy dni myślenia i obaw okazały się dużo straszniejsze niż ten krótki pobyt w wodzie. Cieszyłam się jak dziecko i to nie dlatego, że będę zahartowana, zdrowa, czy mokra. Cieszyłam się, ponieważ pokonałam w sobie barierę, która tak wyraźnie chce mi wskazywać co jest możliwe, a co nie. Mam ochotę przełamywać własne ograniczenia i z satysfakcją obserwować co się wydarza. Dla mnie takie hartowanie to przede wszystkim hartowanie ducha, a jeśli przy okazji będę zdrowsza, nie zaszkodzi.
Właśnie  wchodzimy do rzeki. Jest styczeń, dość ciepło, temperatura 1 st C.
Na głowie czapki, na dłoniach rękawiczki. Obuwie chroni stopy. Po wyjściu wycieramy się jak najszybciej, zaczynając od górnej części ciała. Zakładamy pierwszą warstwę (u nas oczywiście wełna merynosów), później drugą ciepłą warstwę, na to kurtka. Czas na gorącą herbatę. Kolejne spotkanie za tydzień. Mamy dużo miejsca w rzece, kto chętny?

Jeśli lubisz czytać wpisy na naszym blogu daj nam znać:

  • zostaw komentarz
  • udostępnij wpis znajomym
  • polub fanpage tutaj

Pozdrawienia

Trzyimy

Comments 6

  1. Swietnie. Sama o tym od roku mysle, ale…. przeraza mnie jednak wizja zimna 😉 Moze jednak dolaczylabym do grupy? Gdzie mieszkacie?

    1. Post
      Author

      Jestem okropnym zmarzluchem, ale to nawet nie było takie lodowate doświadczenie. Po rozgrzewce nie było źle się rozebrać do bikini. My mieszkamy koło Kristiansand w Norwegii, jesteś gdzieś w pobliżu? Pozdrawienia

    1. Post
      Author

      No właśnie pierwszy raz w życiu przed tym morsowaniem pomyślałam, że może dobrze byłoby być wielką, wtedy odpowiednia warstwa by mnie chroniła ;D. Ale i w małości siła. Do zobaczenia, koniecznie!

    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *