Mleko i miód, a może pożywka dla pasożytów? Rzecz o norweskim systemie ubezpieczeń

Katarzyna Emigracja, Norwegia Leave a Comment

Kiedy 8 lat temu mój przyszły mąż opowiadał mi, jak dobrze pracuje się w Norwegii i że np. szef daje mu jako dodatek do pensji najnowszy odtwarzacz mp4, który w Polsce kosztował furę pieniędzy, najpierw myślałam, że wymyśla, a potem, że ta Norwegia to musi być zupełnie inny, niewyobrażalnie lepszy świat. Jak się później okazało to, co brane było za hojność, okazało się przykrywką dla oszustwa – pracodawca, świeżakom z Polski nie płacił feriepenger (czyli pieniędzy wypłacanych raz w roku jako dodatek wakacyjny). Jednak dla nieznającego przepisów norweskich człowieka z Polski, nawet takie oszukańcze działania pracodawcy wydawały się łaskawością. Dopiero z czasem obcokrajowcy, poznając swoje prawa stają się zwykle bardziej roszczeniowi. A tak naprawdę żądają tego, co gwarantuje prawo norweskie (swoją drogą praca imigrantów m.in. z Polski w dużej mierze pozwala na uzyskanie środków zapewniających funkcjonowanie Velferdsstaten).

Velferdsstaten – państwo opiekuńcze

Jak to działa? Państwo bierze na siebie obowiązek nie tylko zapewnienia bezpieczeństwa mieszkańcom kraju, ale także dba o jego dobrobyt.

W 1957 roku w Norwegii ustanowiono emerytury. Rok 1967 to powstanie krajowego systemu ubezpieczeń – Folketrygden, fundamentu norweskiego państwa opiekuńczego.

Folketrygden obejmuje emerytury, renty, zasiłki dla bezrobotnych, zasiłki rodzinne i publiczną pomoc medyczną. Rząd wydaje znaczne środki, zapewniając dobrobyt i określony standard życia.

Są różne modele opieki społecznej. Model skandynawski, obecny również w Norwegii, wyróżnia się tym, że każdy mieszkaniec ma prawo do świadczeń, np. każdy kto posiada dzieci do 18 roku życia  dostaje barnetrygd (dodatek na dziecko) , niezależnie od wysokości zarobków (obecnie, w 2015 roku, to 970 kr na dziecko miesięcznie).

Co ważne, państwo opiekuńcze finansowane jest głównie z podatków, dlatego w Norwegii płaci się wysokie podatki. Jest to odmienny model od np. funkcjonującego w USA, Wielkiej Brytanii, czy w Szwajcarii. Tam państwo zapewnia minimalną ochronę wszystkim obywatelom, wiele pozostawiając indywidualnym decyzjom, uzależnionym przede wszystkim od dochodu. Czyli masz pieniądze i ochotę – możesz mieć dobre ubezpieczenie np. zdrowotne. W innym razie, gdy dopadnie cię choroba, może cię to drogo kosztować.

W modelu skandynawskim jednym z głównych celów jest redystrybucja dochodu. W ten sposób każdy ma zapewniony minimalny dochód i opiekę, niezależnie od wydajności w pracy i statusu społecznego. To powoduje, że w społeczeństwach skandynawskich występuje wysoki stopień podobieństwa i mało ubóstwa.

Podstawową ideą państwa opiekuńczego jest przejęcie przez państwo odpowiedzialności za zapewnienie dobrobytu wszystkim w społeczeństwie. Między innymi tym, którzy nie są w stanie się utrzymać, państwo zapewnia egzystencję na godnym poziomie.

Od wielu lat Norwegia zajmuje najwyższe miejsca w rankingach krajów najlepszych do życia, dla matek z dziećmi, jeśli chodzi o czystość środowiska… Pracuje się tu spokojnie, a poziom płac i stabilność pracy wyraźnie pokazuje, że to również jeden z najlepszych krajów do pracy. Pozbycie się pracownika, który nie do końca spełnia oczekiwania pracodawcy jest trudne. Bez zaświadczeń od lekarza można pozostać w domu przez 24 dni  w ciągu roku – zachowując 100% wynagrodzenie. Wystarczy telefon do pracodawcy. Z kolei chorując można nawet przez rok być na zwolnieniu lekarskim, również zachowując 100% wynagrodzenie. Norwegowie np. przy problemach w pracy, czy osobistych mogą dostać zwolnienie z powodu depresji. Niektórzy leczą ją w domu, inni wyjeżdżając do południowych krajów. Sama chętnie podleczyłabym się w Barcelonie 🙂

Zastanawiający jest również fakt, że w Norwegii średnio co 10 mieszkaniec ma stwierdzoną niezdolność do pracy. To jedno z najbardziej schorowanych społeczeństw świata – tak przynajmniej wynikałoby z ilości osób przebywających na rentach chorobowych.

Bezrobocie w Norwegii jest obecnie najwyższe od dekady – sięga ok. 4 %. Straszne?
Niski odsetek bezrobotnych jest jednak spowodowany zarówno tym, że osoby zakwalifikowane jako niezdolne do pracy, nie są brane pod uwagę w statysykach (a jak wspomniałam, to spora grupa ludzi). Ponadto przy częstych nieobecnościach w pracy, pracodawcy muszą zatrudniać więcej osób, niż jest etatów. Z jednej strony Norwegia chwali się faktem, że ma ogromny procent aktywnych zawodowo kobiet. Przemilczając jednak to, że spora grupa pracuje nie w pełnym wymiarze. Zatrudnienia  na 20 % etatu, a nawet mniej nie należą do rzadkości. I często jest to wybór osoby zainteresowanej pracą (a zatrudnienie kilku osób w takim wymiarze zmusza do zatrudnienia kolejnych również nie na 100% etatu).
Velferdsstaten w pewien sposób „zachęca” do chorowania. Osoby ze stwierdzoną niezdolnością do pracy otrzymują renty, które umożliwiają im życie w dobrobycie. Więc to nie lada gratka dla sprytnych i leniwych. Chorując „na papierze” zapewniają sobie dostatnie życie.
I właśnie dlatego imigranci zarobkowi wciąż są mile widziani w Norwegii. Ktoś musi zarabiać na schorowanych i niezdolnych do pracy mieszkańców.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *