Mamy aniołów

Katarzyna Styl życia 6 Comments

Trudny temat. I bardzo potrzebny. Bo problem straty dziecka dotyczy wielu mam. Piszę mam, choć powinnam może pisać „rodziców”. Jednak gdy dochodzi do straty dziecka jeszcze przed jego narodzeniem, odczuwana jest ona zwykle dużo intensywniej przez mamę niż tatę. Choć oczywiście nie zawsze.

W dodatku, tego dziecka w zasadzie nikt nie widział. Wielu może nawet nie dostrzegło większego brzucha przyszłej mamy. Jednak to nie znaczy, że maleństwo nie istniało. I nie znaczy też, że nie pozostawiło po sobie pustki.

Są kobiety, które po poronieniu  gładko dochodzą do siebie. Mówią że nie odczuwają straty. Są i takie, które długie lata nie potrafią pogodzić się z tym, co się stało.

Ból rodziców, którzy utracili kilku-kilkunastoletnie dziecko rozumieją wszyscy. Podobnie, jak tych, których dziecko przyszło na świat i odeszło po chwili. Bliscy i znajomi szczerze współczują. Jednak czasem nie dotyczy to kobiet, które poroniły, bywa że zderzają się z murem niezrozumienia.

A przecież bólu nie można zmierzyć i nie można nikomu odmówić prawa do cierpienia. Wiadomo, że dziecko, które się poznało, do którego wstawało się w nocy i którego zapach i głos był bliski odchodząc pozostawia wielką pustkę. Można powiedzieć, że o wiele większą niż to, które jeszcze się nie narodziło. Ale jak tu porównywać „pustki”, ból. I po co?

Cierpienie, to cierpienie.

To, co jest ważne, to mieć świadomość, że na żałobę nie ma lekarstwa, że ją trzeba przeżyć. Trzeba pozwolić sobie na smutek, płacz, a nawet rozpacz. Warto o tym rozmawiać, zamiast wciskać w głąb bezlik myśli i uczuć. Zamiast wariować.

Żałoba składa się z pięciu etapów: zaprzeczenie, gniew, targowanie się, depresja. Dopiero na końcu pojawia się akceptacja. To jak długo trwa żałoba zależy od wielu czynników. Niedobrze, jeśli zatrzyma się na którymś etapie i osoba fiksuje się na jednej emocji, którą wciąż na nowo przeżywa.

Jeśli człowiek sam sobie nie radzi, warto skorzystać z pomocy psychologa. Mnie kilka wizyt przed śmiercią naszego synka pomogło. Przede wszystkim dlatego, że usłyszałam, co mnie czeka. Usłyszałam, że żałoba to proces. Później, szukając informacji w internecie dowiedziałam się, że nie zwariowałam. Że te najczarniejsze myśli nie świadczą o tym, że jestem nienormalna. Wręcz odwrotnie, okazuje się, że to całkiem naturalna reakcja.

Pomocne może okazać się wsparcie osób, które mają podobne przeżycia; łatwo można znaleźć takie grupy w internecie. Tam nikt nie powie „Nie martw się. Będziesz miała jeszcze inne dziecko”. Bo kobiety, które straciły dziecko wiedzą, że to nie jest żadne pocieszenie, że każde dziecko jest jedyne. I ani te, które są, ani te, które przybędą nie zastąpią tego, które odeszło. Niekiedy po poronieniu bliscy w dobrej wierze negują żałobę, mówią: „Przestań płakać”. Nie zdają sobie sprawy z tego, że tłumienie, czy ukrywanie emocji może tylko pogorszyć sytuację.

Jestem mamą dwójki Aniołków. Pierwszego dziecka nie udało mi się poznać. Gabrielka miałam szczęście tulić przez 3 dni. W tych doświadczeniach jest ból. Ale jest też nadzieja. Ja mam nadzieję na spotkanie.

***

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać. Twoja opinia jest dla mnie cenna.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

***

 

Comments 6

  1. Witam .Jestem mamą 3 aniołków i łatwiej mi się z tym pogodzić,gdyż wiem ,że mają tam gdzieś też dobrą opiekę.Kilka dni przed każdym poronieniem śniła mi się mama mojego męża ,cudowna kobieta ,która zmarła na raka 8 lat temu .W ostatnim śnie 2 miesiące temu (trzecie poronienie w 9 tyg ) pokazywała mi małe rowerki w kolorach pastelowych ,które przywiozła z Niemiec -tak więc wiem ,że jest ktoś kto się nimi dobrze zajmuje i kocha je jak ja .Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo szczęścia ,bo mamy do kogo żyć .Magda mama 8 letniego, pięknego syna i 3 aniołków …

    1. Post
      Author

      Takie sny to duże pocieszenie. Kto wie, może śmigają na tych rowerkach 🙂 Nie wiemy, co jest „tam”, ale wiara w to, że „tam” istnieje pomaga. Pozdrawiam serdecznie

  2. Jak zawsze trafione przemyślenia w samo sedno…jestem mamą jednego aniołka jednak ja chyba nie przeszłam żałoby. Zatrzymalam się chyba na etapie wyparcia, zaprzeczenia,po tym co sie stało zamknęłam to gdzies w sobie głęboko ,nie mówię o tym i nie chce pamiętać, bo boje sie tych uczuc ktore mnie mogą dopaść gdy dopuszcze to do siebie. Czasami w chwilach przemyśleń, gdy wspomnienia wracają czuje sie jakby dopadala mnie ciemność. Lubie poczytac twojego bloga bo daje wiele do myślenia 🙂

    1. Post
      Author

      Chyba te nieuświadomione i stłumione emocje są najtrudniejsze i najbardziej szkodliwe. Mi bardzo pomaga zrozumienie procesów, bo mimo skrajnych emocji wiem, że tak po prostu może być, że to naturalne reakcje człowieka na dramatyczną sytuację. Cieszę się, że czytanie bloga skłania do myślenia, to komplement. Ciepło pozdrawiam 🙂

  3. Jestem mama jednego aniołka (poroniłam-bardzo nie lubie tego słowa!- w 9tc.) i 3 letniej córeczki. Bardzo chcemy drugiego dziecka, kiedy zrobiłam sobie test i wyszedł pozytywny ryczałam ze szczęścia, tak bardzo sie cieszyłam… Ogromnie przeżyłam stratę, w sumie cały czas przeżywam i często o tym myśle. Bliscy mówili tak jak Pani pisze, ze bedzie kolejne dziecko, zeby sie nie załamywać itp itd co mnie jeszcze bardziej dobijało..

    1. Post
      Author

      Mam nadzieję, że nie da sobie Pani wmówić, że „nie trzeba tak płakać”, w tym sensie żeby tłumić w sobie wszystkie emocje. Bo mimo, że bliscy tego mogą nie rozumieć, mamy prawo czuć tak, jak czujemy. Życzę dużo sił i jasnych myśli. Bo wiele osób mówi, że nasze dzieci „aniołki” nie chcą naszych łez. Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *