Mądrość cebuli. O ubieraniu na każdą pogodę

Katarzyna Emigracja, Norwegia, Wychowanie 4 Comments

Nie ma złej pogody, są tylko niewłaściwe ubrania. Tak mówią Norwegowie. Ja też zaczynam tak uważać. W innym razie większość roku trzeba by przesiedzieć w domu. A to przecież nie to, co tygryski lubią najbardziej. I tu, w Norwegii, gdzie przedszkolaki sporą część dnia spędzają na zewnątrz, choćby deszcz i plucha, szczególnie dba się o to, by dzieci miały wygodną i dostosowaną do warunków pogodowych odzież. Rozkochałam się w popularnych tutaj outdoorowych ubraniach. Oczywiście nie są to rzeczy występujące tylko w Norwegii, czy w Skandynawii. Jednak są tu tak powszechne, że całkowicie zlewają się z miejscowym kolorytem.

Gdy przychodzi jesień każdy norweski przedszkolak wygląda niemal tak samo – parkdress, czyli kombinezon w różnych wariantach używany jest przez dzieci od jesieni do wiosny (oczywiście nie w suche i ciepłe dni, tylko wtedy, gdy jest to potrzebne). I jest to element obowiązkowy w garderobie każdego malucha. W zasadzie można rozróżnić 3 podstawowe typy kombinezonów: jesienno-wiosenny (z wierzchu w miarę wodoodporny, w środku może być delikatnie ocieplany, jednoczęściowy), deszczowy (może być jedno, lub dwuczęściowy, choć chętniej stosowany jest dwuczęściowy) – to typowy gumowy strój, w 100% nieprzemakalny, oraz kombinezon zimowy, też dość odporny na działanie wody i ocieplany. Tu występują zarówno jedno- jak i dwuczęściowe wersje, przy czym młodsze dzieci (tak do 4 roku życia) niemal zawsze używają jednoczęściowych.

kombinezony

W powszechnym użyciu są też kombinezony jednoczęściowe dla dorosłych, chętnie noszone np. przez nauczycieli przedszkolnych.

Czemu dzieci wyglądają podobnie? Ponieważ w sklepach dostępnych jest kilka modeli kombinezonów, a ich kolorystyka (może prócz kombinezonów deszczowych) jest zwykle ograniczona do typowo „chłopięcych” (niebieskich, brązowych) i dziewczęcych, często landrynkowych (róże i fiolety). Można znaleźć też bardziej fantazyjną kolorystykę, zwykle droższych marek. W każdym razie wielokrotnie zdażyło mi się przyjść po dzieci do przedszkola i długo wyławiać je wzrokiem spośród podobnie ubranych dzieciaków bawiących się na przedszkolnym podwórku.

Buty, jak wszędzie, powinny być dostosowane do warunków. Raz próbowałam zaoszczędzić i przywiozłam kalosze z Polski. Kosztowały 5-krotnie mniej, niż te norweskie. Jednak nie wytrzymały norweskiej eksploatacji (deszczowe dni to jak najbardziej czas zabaw na zewnątrz). W efekcie i tak musiałam kupić drugą parę w Norwegii. Gdyby kalosze były polskiej produkcji z pewnością wytrzymałyby dużo więcej. Te oczywiście pochodziły z Chin. Nie inaczej jest w przypadku większości odzieży kupowanej w Norwegii, jednak wykonywane są chyba z lepszej jakości materiałów.

A teraz moja ulubiona warstwa podstawowa (czyli najbliżej ciała). Jej zadanie to szybko i efektywnie odprowadzić wilgoć z powierzchni skóry. Ta warstwa powinna ściśle przylegać do ciała. Ogólnie stosowane są dwa rodzaje materiałów: syntetyczne (głównie z włókien poliestrowych i poliamidowych, często mają dodatki antybakteryjne np. związki srebra, utrudniające rozwój bakterii i nieporządanych zapachów). Syntetyki rzadko używa się w przypadku dzieci. Drugim materiałem często stosowanym w warstwie podstawowej jest wełna.  Odkąd mieszkam w Norwegii jestem miłośniczką wełnianej odzieży. Lubię to, co naturalne, a wełna spełnia wszystkie kryteria dobrej bielizny termoaktywnej: odprowadza wilgoć, utrudnia rozwój bakterii i ma naturalne właściwości termoregulacyjne. Wielu osobom hasło „wełna” wciąż kojarzy się z nieprzyjemnym swędzeniem. Jako dziecko nie znosiłam wełnianych sweterków, od których zakładania przez wąski otwór piekła mnie broda. Widziałam raczej mnóstwo minusów, a nie same plusy. Dziś jest na odwrót. W  sprzedaży są produkty z wełny merynosów. Niegryzące i przyjemne w noszeniu. W Norwegii popularne są body i inne ubranka dla noworodków i niemowląt z tej właśnie wełny. A kto lepiej, niż maleńkie dziecko o niesamowicie delikatnej skórze, może przetestować jakość odzieży. Werdykt jest taki: ta wełna nie gryzie. Jest przyjemna dla skóry. Na jesienne i zimowe dni jest idealna (zdarzają się przypadki uczuleń również na wełnę merynosów, ale są rzadkie).

 

Body z wełny merynosów

Body z wełny merynosów

Czapka i kombinezon (warstwa średnia) z wełny merynosów

Czapka i kombinezon (warstwa średnia) z wełny merynosów

Bawełna nie jest dobra w roli warstwy podstawowej. Łatwo absorbuje wilgoć, której nie przekazuje dalej, długo schnie(oczywiście mowa o aktywności fizycznej na zewnątrz, a nie domowych pieleszach – tutaj dobrze się sprawdza).

Warstwa średnia ma zapewnić izolację termiczną. Wytwarzana jest najczęściej z materiałów PET (potocznie zwanych polarami). Również i tu wełna, która posiada bardzo dobre właściwości termoizolacyjne, dobrze się sprawdza. Jednak polary są  lżejsze od wełny i szybko schną. Są też tańsze w produkcji. Jest jeszcze puch, ale on traci swoje właściwości, gdy jest mokry (wełna je zachowuje). Bawełna też może służyć jako druga warstwa, jednak nie jest zbyt ciepła i nie odprowadza wilgoci.

zdjęcie 3 (6) Warstwa średnia. Uwielbiam zakładać te wełniane wdzianka dzieciakom, w zimię pod kombinezon, wiosną  i jesienią, gdy nie leje i nie wieje – jako górną warstwę.

Warstwa zewnętrzna ma chronić przed wodą i wiatrem. Ma być wytrzymała. Odporność na uszkodzenia mechaniczne to istotna sprawa w przypadku dziecięcej odzieży. Dzięki zastosowaniu membran (np. Gore-Tex) woda nie dostaje się do środka, ale para wodna może wydostać się na zewnątrz.

 

W Norwegii obowiązkiem rodzica prowadzącego malucha do przedszkola jest wyposażenie go w ubrania opisane powyżej. Oczywiście raczej nikt nie powie rodzicom, czy opiekunom „Musicie dziecku kupić wełnianą bieliznę” (warstwę podstawową), jednak na liście ubrań, którą czasem dostaje się w przedszkolu, jest pozycja – wełniane rajtki i skarpetki. I powiem Wam – wełna jest świetna. Choć z punktu widzenia niektórych wygląda „niewyjściowo”, jej podstawowym zadaniem jest ochronić, a nie zdobić.

11267093_1634276510189474_161392832_n

 

Comments 4

  1. Ubieram małą tak na rower jesienią, zimą i wiosną, dopóki jest śnieg i plucha. W 2013 udało mi się trafić na alle dobry bodaj szwedzki kombinezon, płakałam jak mała z niego wyrosła, bo dostać taki większy okazało się niemożliwym. Trafiłam na 110, a na 104 ni du du. Więc jeździła w przeciwwwiatrowym, jednak przemakalnym. Parę razy wytarzała się w nim w śniegu i okazało się, że wcale nie jest taki nieodporny na wodę, jak myślałam. Przeraża mnie opcja polskich dzieci w puchowych kombinezonach przy temperaturach rzędu +15 (sama widziałam!). A potem zdziwko, że w kółko chorują. W tym roku na szczęście dorośnie do tego na 110 (ma długie nogi, więc musi nosić o rozmiar większy niż to wynika ze wzrostu). 🙂 Bieliznę trafiłam termoaktywną w decatchlonie, może nie jest wełniana, ale u nas klimat łagodniejszy, to i raczej nie trzeba.

  2. Post
    Author

    Fajnie. Ja jestem krakowski centuś i zdarza mi się kupować dzieciom kombineziony „na wyrost” (wiem, że czasem odrobinę przesadzam). A wiesz, że wbrew pozorom wełna wcale nie jest tylko na bardzo zimne dni? Bo dostosowuje swoje właściwości do temperatury. Bielizna termniczna syntetyczna też jest super napewno.

  3. Bardzo ciekawy tekst… zamierzam wypróbować norweski cebulkę i chętnie odkupić jakieś ciuszki z wełny dla dziecka rozmiar 80 i większe 🙂

    W razie czego proszę o kontakt. ..

    1. Post
      Author

      Dziękuję. Nasze ciuszki używane są przez trójkę, w kolejce jeszcze czeka młodszy kuzynek, więc nie nadadzą się. Ale może któraś z czytelniczek ma i się skontaktuje. Zachęcam 🙂 Pozdrowienia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *