Little India i inne cuda

Katarzyna Malezja 2 Comments

Krążąc po Georgetown trafiliśmy do dzielnicy Hindusów. Już od dawna nie marzę o podróży do Indii, a to, co zobaczyłam na tych kilku ulicach, jeszcze bardziej ostudziło i tak letni zapał. Przekraczając jedną przecznicę nagle uderza w nozdrza mocny zapach kadzideł. Atmosfera staje się gęsta, ludzi przybywa, każdy krzyczy. Rozmowa ze sklepikarzem nie przynosi porządanych informacji. Ja po prostu nie jestem w stanie zrozumieć tej wersji angielskiego. Sama nie mówię wyśmienicie, to prawda, a potok słów wylewający się z wąsiastych ust zlewa się w papkowatą całość, z której trudno mi wyłowić choćby słowo. I ten uśmiech, którego nie rozumiem, pomieszanie pogardy z cynizmem. Mam wrażenie, że odpowiadają na pytanie, nawet gdy go zupełnie nie zrozumieli. W Malezji ludzie często bredzą pytani o drogę. Ale najgorzej jest spytać Hindusa, zawsze, ale to zawsze wskaże jakiś kierunek, ale prawie nigdy właściwy. Malezyjczycy już prędzej skłonni są przyznać, że nie wiedzą. Jest też wąska grupa tubylców, którzy zaprowadzą błądzącego do celu.

W Little India mieszają się zapachy, kolory, głosy. Wszystko się miesza i kotłuje. Koło siebie stoją dwa sklepiki muzyczne i z każdego dobiegają bollywoodzkie przeboje z mocą, która ma zagłuszyć sąsiada. Bezskutecznie. Powstała kakofonia wzbogacona jest klaksonami skuterów. Darciem sklepikarza. Głośną rozmową sąsiadek.

Trafiając do hoteli prowadzonych przez Hindusów odkryliśmy, że zamiłowanie do czystości jest im obce. Tu też można to zauważyć. Przejście przez dzielnicę indyjską to jak zanużenie się w innym świecie, który można pokochać, albo przekreślić. Dzieci z zaciekawieniem przyglądały się barwnemu zamieszaniu.

W ramach programu „Uciekamy przed słońcem” odwiedziliśmy Camera Museum (dorośli 20 RM, dzieci bezpłatnie, Chinatown). Miejsce idealne dla entuzjastów fotografii, interesujące także dla najmłodszych. Można zobaczyć stare i nowsze aparaty fotograficzne, jest kilka miejsc do wykonania własnych zdjęć, ciemnia, by przybliżyć sposób wywoływania zdjęć, a także inspirujące wnętrze. Mnie najbardziej urzekła łazienka.

P1110336   P1110334

P1110331   P1110343

 

TIP Lubisz fotografować? Istnieje możliwość zorganizowania wystawy Twoich zdjęć w tym muzeum. Trzeba wysłać portfolio. http://www.thecameramuseumpenang.com

Kolejne miejsce związane z fotografią to 3D Trick Museum (dorośli 25 RM, dzieci powyżej 4 roku życia 15 RM). Przy kasie skrzywiliśmy się na widok cen i pani wpuściła Kaję za darmo. Czy warto? W środku było dość zabawnie. Jest dużo plansz, przy których można robić sobie zdjęcia w trójwymiarze, dzieci były zachwycone. Do czasu… aż zaczęliśmy ich ustawiać w taki sposób, żeby zdjęcia miały sens. Wtedy pojawił się bunt 3- latka, zaraz za nim wkroczył bunt 5-latka i dobra zabawa się skończyła.

P1110354 P1110363  P1110371 P1110375 P1110366 P1110378 P1110386 P1110400

Mimo to uważam, że to dość interesujące miejsce. A w dodatku po przeciwnej stronie ulicy, zaraz obok najstarszej budowli miasta,  fortu Cornwallis, znajduje się plac zabaw. Nie szczególnie duży, ale to jedyny, jaki znaleźliśmy w centrum. Po wyhuśtaniu poszliśmy zobaczyć fort. Przyjemne miejsce, trochę cienia (dorośli 2 RM, dzieci powyżej 3 roku życia 1 RM). Dobry punkt widokowy na morze, do zobaczenia kilka dział armatnich, dla lubiących historię łyk wiedzy na temat powstania Georgetown, założonego przez angielskiego podróżnika Francisa Lighta w 1786 roku.

W Georgetown jest jeszcze sporo innych atrakcji – np. wzgórze, na które można wjechać kolejką, trekking po dżungli, gdzie czekają na odkrywców plaża małp i plaża żółwi oraz most linowy, parki wodne. Myślę, że to przyjazne miejsce dla rodzin z dziećmi.

Comments 2

    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *