Legoland? Warto, warto!

Katarzyna Dania, Podróże z dziećmi Leave a Comment

Zanim dojechaliśmy nad Wielki Bełt*, pojawiły się dwa małe bełty – w wykonaniu Kai i Mateusza. To zasługa duńskiej diety – żelki po śniadaniu (oraz chyba niezbyt rozgarniętej mamy). W każdym razie Wielki Bełt widziany w ciągu dnia jest imponujący. Ale trzymając się głównego wątku rozrywkowego – dojechaliśmy do Billund** przed godziną 12.00. Dzieci w pełnej ekscytacji, już przed wejściem witały się z każdym lego-ludkiem, którego spotkać można na parkingu. A potem z tymi w środku.

P1120593

Też czułam ożywienie. A gdy przekroczyliśmy bramę wejściową i zobaczyliśmy Miniland (mini miasteczka z klocków), poczułam zachwyt. Urzekła mnie zwłaszcza dbałość o szczegóły w tworzeniu tego małego świata. Figurki świadczą o tym, że miasteczka powstały wiele lat temu (Legoland otwarto w 1968 roku; współczesne ludziki lego wyglądają po prostu… nowocześniej). Jednak ten „retro” styl ma swój urok, a konstrukcje są zachwycające. Życie w miasteczkach toczy się swoim spokojnym rytmem i odbywa się na lądzie, w wodzie, a nawet pod nią (są np. wieloryby przy platformie wiertniczej na morzu Północnym).

P1120607 P1120600 P1120598 P1120742

Długo można by tu chodzić, najlepiej jednak zostawić to na koniec dnia, ponieważ wszystkie ruchome atrakcje przestają działać na godzinę przed zamknięciem parku.

Nasze dzieci wsiadają do pociągu, później przesiadają się na autka safari, a potem zaczyna się zabawa na całego. Biegają w podskokach i nie mogą się doczekać, kiedy wejdą na kolejną atrakcję. Szczęśliwie większość naszych maluchów kwalifikuje się do wejścia na żabkę (najbardziej poszkodowani to Antoś, choć jemu wystarczy wygodny wózek i ciepełko mamy, krzywdy nie odczuwa; ma 5 miesięcy, oraz Samuel, któremu trudno zaakceptować, że starsze dzieci wchodzą do tajemniczych pomieszczeń, z których płynie muzyka, a jemu pozostaje zabawa klockami duplo, które znajdują się w pobliżu; ma 20 miesięcy).

P1120611

Korzystanie z większości atrakcji uzależnione jest od wzrostu. Przed wejściem stoi pracownik parku i wykorzystując zbudowaną z klocków miarkę robi selekcję. Minimum to 90 cm, ale to nie wystarcza, by dostać się wszędzie (zdaje się, że 130 cm wzrostu daje taką gwarancję). Dla najmłodszych jest strefa Duplo, gdzie nikt nie wtrąca się w prywatne sprawy (nie pyta o wiek i nie sprawdza czy sięgasz już metr nad ziemię). Tutaj Samuel mógł odbić sobie wszystkie niedole (tylko kobiety w ciąży spotykają podobne ograniczenia, co najmłodszych). W strefie Duplo jest naprawdę uroczo – oldschoolowa karuzela z konikami, samolociki, lokomotywki, kolejki górskie, super plac zabaw.

strefa Duplo, Legoland strefa Duplo, Legoland

IMG_4689(1) IMG_4692

P1120802 P1120792

Przez większość czasu zajmowałam się maluchami, podczas gdy starsze dzieci i dzieci zupełnie duże (czyli rodzice) bawili się to tu, to tam. Mi pozostawała rola zabawiaczo-obserwatora  i pierwszy raz z taką wyrazistością poczułam radość z uciechy, jaką mają dzieciaki.

P1120629 P1120621

P1120651 P1120629 IMG_4691 P1120641

Najwięcej atrakcji jest dla pociech powyżej 5 roku życia. Starsi z pewnością też znajdą coś dla siebie i piszę to z perspektywy nas, rodziców (30+). Są rollerkostery, które choć może nie zwalają z nóg, dostarczają emocji. I przede wszystkim dużo rodzinnej rozrywki. Dawno nie ubawiłam się tak, jak dziś, gdy gasiliśmy wspólnie pożar. Panowie z dużym przejęciem i determinacją postanowili wygrać konkurencję, co nie udało się mimo profesjonalnych kasków założonych przed misją i stróżek potu na ich czołach. Mi stróżki płynęły z oczu, nie z wysiłku, tylko ze śmiechu, gdy patrzyłam na nich. Dzieci też jechały, też gasiły, ale z pewnością nie podeszły do zabawy tak ambitnie, jak tatusiowie.

P1120653 P1120654

P1120665 P1120673

Plusy Legolandu są takie, że nie ciągnie się w nieskończoność. Nie jest olbrzymim parkiem, którego przejście z jednej strony na drugą zwala z nóg. Wszystko wydawało mi się bardzo przyjazne dla dzieci. Urzekła mnie dbałość o szczegóły, które maluchy wychwytują po mistrzowsku. Na przykład to, że pracownicy na głowach mają czapki bejsbolowe do których przymocowane są klocki, dzięki którym można się dowiedzieć, gdzie pracują. I tak – pan obsługujący karuzelę z samolotami, ma mały samolocik, pani pracująca jako „maszynistka” ciuchci na czapce ma lokomotywę. W ogóle wydaje mi się, że praca w takim miejscu może być interesująca i pozwala wykazać się kreatywnością (oczywiście zależy od stanowiska). W całym parku bardzo wiele elementów zbudowanych jest z klocków i przecież ktoś musi je układać. Fajna praca.

Zjedliśmy obiad w Polar Pizza & Pasta, gdzie płaci się jednorazowo 179 DKK i jeść można do syta (dzieci od 3-12 roku życia płacą połowę stawki). Oprócz smacznej pizzy plusem tego miejsca jest przeszklone pingwinarium. Gdy dzieciaki zjadły, pobiegły tam oglądać ptaki i o dziwo było cicho i spokojnie. Świetny patent. Chyba kupię pingwiny do domu 🙂

P1120687
No i mieliśmy szczęście, ponieważ koniec września to czas, kiedy nie przybywa tu wiele osób. Dzięki temu niemal bez czekania mogliśmy korzystać z wszystkich rozrywek. W dodatku słońce świeciło wytrwale.

 

Bilety kupować najlepiej przez internet, można sporo zaoszczędzić. I warto sprawdzić kalendarz, bo park nie jest czynny codziennie. Możesz zrobić to tutaj: Legoland kalendarz. Najlepiej jest pojechać poza sezonem, wówczas ceny są niższe i nie ma kolejek.

W okolicy jest jeszcze sporo atrakcji dla rodzin (m.in. Lalandia – centrum wodnych rozrywek, park Safarii Givskud).

p.s. Brzmi jak artykuł sponsorowany, prawda? Ale nikt nam za to nie płaci. Szczerze polecam.

 

* Wielki Bełt (duń. Storebælt) – to cieśnina na Morzu Bałtyckim, położona między duńskimi wyspami Fionią i Langeland, a Zelandią i Lolland. Most nad Wielkim Bełtem łączy wyspę Zelandię i Fionię i o każdej porze dnia robił na nas duże wrażenie, choć największe chyba nocą.

** Dlaczego park znajduje się akurat w Billund? Bo tu, w 1932 roku powstało przedsiębiorstwo zabawkarskie, które w 1934 przyjęło firmę Lego. Lego po łacinie znaczy składam, lecz nazwa powstała ponoć jako skrót duńskiego zwrotu „Leg godt” (baw się dobrze).
Początkowo firma produkowała m.in. zabawki z drewna. Od 1947 zaczęła wykorzystywać do produkcji tworzywa sztuczne. Pierwszy rodzaj klocków wyprodukowano w 1949 roku i przyniosły one firmie ogromny sukces. W 2010 koncern Lego posiadał ok. 70% udziałów w światowym rynku klocków, a to znaczy, że jego produktami bawi się rocznie ok. 400 mln ludzi.

Do zbudowania parku, oprócz tradycyjnych materiałów, zurzyto ok. 60 milionów klocków i co ważne, żaden z nich nie był docinany albo przerabiany.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *