Kuala Lumpur dla wytrwałych

Katarzyna Malezja 4 Comments

Przed wyjazdem mocno obawiałam się pobytu w Bangkoku z dziećmi. Za to o Kuala Lumpur myślałam jak o mieście – sprzymierzeńcu. A okazało się zupełnie odwrotnie.

Upał, korki (dlatego wybieramy metro), długie przecznice i smutni ludzie. Takie oblicze odsłania przed nami stolica Malezji.

P1100764   P1100768

Jesteśmy z Kubą przyzwyczajeni do pokonywania sporych odcinków miast pieszo. Ja nawet lubię chodzić w upale, Kuba zwykle ciągnie na ocienioną stronę ulicy. Ale z małymi dziećmi przemierzenie choćby niewielkiej części takiej trasy to wyzwanie. Oczywiście o ile muszą iść pieszo. Kaja, która za tydzień kończy 5 lat zdecydowanie używa własnych nóg, trzylatek Mateusz czasem może liczyć na spacer w nosidle, Samuel sam jeszcze nie umie chodzić, więc cały czas jest przy mnie. I to on jest najdzielniejszy, najmniej płacze i prawie nie narzeka. W przeciwieństwie do rodzeństwa, które czasem koncentruje całą swoją energię na narzekaniu. I tak było, gdy szliśmy w kierunku meczetu Masjid Negara i również wówczas, gdy już do niego doszliśmy. Mateusz nie mógł się pogodzić,  że nie może popływać w kanałach wyłożonych niebieskimi kafelkami, które zdobią wejście do meczetu i dość donośnie dawał temu wyraz. Jednak na dziedzińcu, w przewiewnym cieniu kolumn i dachu w kształcie parasola dobry humor im znów dopisywał.

P1100875      P1100867

P1100870

Kolejne wyjście na ulicę i tym razem Kaja zamienia się w marudę. Tak bywa, gdy musimy gdzieś daleko iść. Czasami działają zabawy typu: robimy duże kroki, albo jesteśmy motylami, wtedy dobre samopoczucie powraca. Czasami.

Gdy oglądaliśmy Petronas Towers (Twin Towers), Kaja podsumowała krótko: „nuda”.

 

image   P1100821

 

Wystarczyło przejść kilkadziesiąt metrów i po nudzie nie zostało ani śladu. W pobliżu słynnych wież jest plac zabaw. Obok niego są też brodziki, w których chlapią się dzieci. Plac zabaw, podobnie jak wszystko w okolicy, jest olbrzymi. I jak mało co – bezpłatny. Było to ulubione miejsce naszych dzieciaków. Oferta Kuala Lumpur dla dzieciaków jest spora. Są parki wodne, oraz parki rozrywki, które znajdują się najczęściej w wielkich centrach handlowych. Jest też KidZania dla dzieci od 4 roku życia ( miasteczko w którym mogą wcielać się w dorosłe zawody, na świecie tych parków jest obecnie 16).

image

Obok centrum handlowego KLCC, czyli wciąż w sąsiedztwie wież, jest Aquaria. Wejściówki: 50 ringit (1 Rm to ok. 1 zł) dorośli, dzieci od 3 roku życia – 40 zł. Uważam, że warto. Nie jest olbrzymie, ale za to interesująco zaprojektowane. Można pogłaskać małego rekina i kilka innych rybek, w określone dni o 15.00 nurkowie karmią rekiny. Jeszcze jedną atrakcją jest tunel pod akwarium.

imageimage

Podobało się małym i dużym.

Wieczorem o godzinie 20.00 fontanny w parku za KLCC dostarczyły kolejnych miłych wrażeń. Samuel klaskał z radości.

image

W czasie dwudniowego pobytu połaziliśmy jeszcze trochę po mieście, ale już bardziej zaspokajając naszą ciekawość niż dzieci. Jednak ogólne odczucia spowodowały, że szybko chcieliśmy zostawić za sobą Kuala Lumpur. A w nim litry potu wylane w trakcie spacerów z dziećmi i strzępki nerwów, które tam straciliśmy. W moim odczuciu nie jest to najlepsze miejsce dla rodziców z małymi dziećmi, o ile czasu nie chce się spędzać w handlowych molochach. Pewnie gdybyśmy mieszkali w wygodnym hotelu z basenem, mogłabym mieć inne zdanie. Ale tak nie było i cieszę się ogromnie, że te słowa piszę już z Georgetown.

Comments 4

  1. Dzieciaki dzielnie i tak pewnie znoszą niewygody podróży:))) pozdrawiamy Was Ps….Upały :)))hmmm to do Norge narazie nie macie po co wracać !tu mroźno i zaczyna sypać śnieg:)))

    1. Post
      Author
    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *