Krzyk w Oslo

Katarzyna Norwegia 2 Comments

Już na samym początku dwudniowej „wycieczki” czułam wdzięczność. Słońce zaglądało do kabiny samolotu (w dole płynęły chmury), a ja spokojnie mogłam czytać, pisać, obserwować. Co za relaks.

Wyjazd służbowy do Oslo w związku z 30-leciem działalności firmy w której pracuję w Norwegii dla każdego z nas był atrakcyjny z innych powodów. Dla dwudziestokilkulatków to przede wszystkim okazja do imprezy i darmowego alkoholu (tak, ten argument przemawia do wielu, bo w Norwegii ceny trunków wyskokowych mogą przyprawiać o zawrót głowy prawie tak samo jak sam alkohol). Dla szefów to pewnie trochę obowiązek i okazja, by pozałatwiać sprawy z „szychami” i zacieśnić więzi z własnymi pracownikami. A dla mnie była to okazja, by spać do 9.00, przeczytać w spokoju książkę i poszwędać się po Oslo, w którym byłam kilkakrotnie, zawsze z dziećmi. A wtedy zwiedzanie odbywa się na nieco innych zasadach.

Po dniu wypełnionym szkoleniami i wieczorną imprezką, nastąpił kolejny (tak zwykle bywa). Samolot powrotny był po 16.00, więc kilka godzin można było wyrwać dla siebie. Nie pojechałam z grupką znajomych prosto na lotnisko, by czekać tam przez kilka godzin na samolot. Nie pojechałam do centrum z szefami, by spędzić kilka godzin na sofie w sieciowej restauracji. Za to wybrałam się do Galerii Narodowej. Chciałam zobaczyć obrazy najsławniejszego norweskiego malarza, Edwarda Muncha. W Oslo znajduje się m.in. jego najsłynniejsze dzieło Krzyk, który należy do czołówki 10 najbardziej rozpoznawalnych obrazów świata.

The_Scream

Tak naprawdę tworzenie obrazu pochłonęła Muncha do tego stopnia, że powstały aż 4 jego wersje (wszystkie zachowały się do dziś). Ten obraz niewątpliwie jest kultowy, podobnie jak jego cena, wynosząca 120 mln dolarów. Zanim przyjrzałam mu się z bliska myślałam przede wszystkim, że to przesłanie dotyczące kondycji naszego świata, tak opłakanej, że nic tylko krzyczeć wniebogłosy. Ale obraz ten ma też w sobie coś z obłędu, szaleństwa. Całkiem możliwe, bo powstał niedługo po tym, jak siostra Muncha trafiła do szpitala psychiatrycznego. W każdym razie to samotność, zagubienie i brak zrozumienia (z resztą ile osób, tyle możliwych interpretacji). Tuż obok na ścianie w galerii znajduje się inny obraz Muncha, Taniec życia.

Edvard_Munch_Taniec_zycia

Może nie zachwyca perfekcyjnymi pociągnięciami pędzla, ale mnie ucieszyło to spotkanie. Było dla mnie jak sentymentalna podróż, bo pamiętam jego reprodukcję z podręcznika z liceum, pamiętam interpretacje i w ogóle powróciły do mnie wrażenia z tamtej lekcji polskiego. A miała miejsce jakieś dwie dekady temu. Poczułam się, jakbym trafiła w dziurę w czasie i przeniosła się na chwilę do starej klasy.

Kolejne przyjemne spotkanie to zetknięcie się z drzeworytem Wielka fala w Kanagawie. Jeśli tytuł nie mówi wam zbyt wiele, to z pewnością sam drzeworyt tak. To  najbardziej znana praca Hokusaia Katsushika, a także najbardziej rozpoznawalny przykład sztuki japońskiej. Ten drzeworyt powstał ok. 1831 roku jako pierwszy z cyklu 36 widoków na górę Fudżi (w tle widać tę górę).

Great_Wave_off_Kanagawa_restored

Tyle o sztuce, bo tak naprawdę chciałam wam powiedzieć o oderwaniu od cyklu, od powtarzalności, obowiązków. I odnalezieniu siebie w zgiełku, w wielkim mieście. Nawet przy okazji firmowego wyjazdu. Takie momenty łapię w obie dłonie, chcąc wycisnąć z nich możliwie najwięcej. Czuję, że potrzebuję oddechu. Fali. Tańca. Potrzebuję krzyku, żeby zrozumieć. Żeby stanąć obok. Żeby żyć z całych sił.

***

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

Dobrego dnia!

***

Comments 2

  1. Dziękuję za bloga i wyrazy uznania, za to że Ci się chce. W życiu same pieniążki i kawałek kiełbasy nie wystarczają. (sam nie jem mięsa). :). Z tego powodu Twj blog jest potrzebny.
    Chciałem się podzielić ciekawą analizą okresu w którym tworzył Munk. Otóż jego Krzyk, można zinterpretować jako wyraz stresu z powodu eksistentielle udfordringer på tærsklen til det moderne liv. Jest to cytat z wikipedii o duńskim malarzu Vilhelmie Hammershøi. Munk zdesperowany krzyczał, bo stary dobry świat zanikał na zawsze. Reakcja na te zmiany w Kopenhadze była inna, mianowicie była to pewna nostalgi, ale też i autorefleksja i nadzieja na lepsze jutro. Zobacz https://da.wikipedia.org/wiki/Vilhelm_Hammersh%C3%B8i
    Pozdrowienia
    Tadeusz (zam. w Kopenhadze, w Danii jestem 35 lat)

    PS. Czy mieszkasz w Norwegii i jak długo?

    1. Post
      Author

      O dzięki, bo czasem z motywacją słabo. U Munka z tą nadzieją to chyba nie najlepiej, przynajmniej w moim odbiorze tak to wygląda. A 35 lat na emigracji to szmat czasu, ja owszem, mieszkam w Norwegii, już 7 lat (jak dla mnie „już”) i tęsknię coraz bardziej do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych, itede. Chcę wracać. Przesyłam serdeczności

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *