Każdy koniec jest początkiem nowego

Katarzyna Styl życia

Czy lepszego? Czasem trudno tak myśleć.
Bo gdy kończy się związek, długoletni, intensywny, jakikolwiek, w którym była miłość, albo choćby przyzwyczajenie, to przecież nie jest łatwo myśleć o początku. Myśli się głównie o końcu, czasem nawet o końcu naszego osobistego świata.

I gdy zaglądam za zakurzoną kotarę przeszłości, dostrzegam wreszcie pełny obraz. Dobrze, że nastąpiły tamte końce świata. Dobrze, że swoje przecierpiałam zalewając poduszki Wisłą łez. Cieszę się, bo bez tego nie mogłabym żyć u boku mężczyzny, który daje mi szczęście i którego ja uszczęśliwiam. Bo skoro w tamtych związkach było na tyle źle, że skończyły się rozstaniem, oznacza to ni mniej ni więcej, że ktoś w nich musiał nie czuć się do końca szczęśliwy.

Więc może każdy koniec zmierza do tego, byśmy mogli zacząć szczęśliwsze życie?

Nie, sam z siebie nie ma chyba tyle mocy. Koniec (i początek) są zapłonem. Reszta zależy już od nas. Są tacy magicy, którzy nawet z największej porażki potrafią uczynić sukces. I tacy optymiści, którzy w kończeniu się dobrych rzeczy dostrzegają dobre strony. To rzadkie okazy. W obliczu zdarzeń, które odbierają nam ukochanych ludzi na zawsze, czy rujnują to, na co pracowaliśmy całe życie, trudno się po prostu ucieszyć, myśląc o nowych możliwościach. Chyba, że jesteśmy lekkimi wariatami.

Osobiście bardzo lubię takich świrów. Tych, którzy myślą niestandardowo i umieją patrzeć na życie nie poprzez szare firany rutyny, a okulary wyzwań i przygód. Bo prawdą jest, że szanse i możliwości leżą wokół nas. Wyjście poza szablonowe myślenie to jest jakieś rozwiązanie.

Pamiętacie, jak byliście dziećmi? Wtedy każde marzenie wydawało się realne. Tylko dorośli nas czasem wyśmiewali. Przez tę „dorosłość” sami wpadliśmy w pułapkę ograniczeń. Im częściej mówimy sobie „to niemożliwe”, tym trudniej skutecznie działać.
(Ostatnio moja 6-letnia Kaja pyta mnie dość często: ” Kim chcesz być, jak będziesz dorosła?” Szczęśliwie wreszcie wiem, kim chcę być, jak dorosnę, oprócz bycia sobą, bo to jedno z najpiękniejszych zajęć. To odkrycie też było początkiem nowego, co będzie końcem nie wiadomo).

Początek i koniec są wpisane w życie każdego. Począwszy od narodzin po śmierć. Początek stulecia, koniec szkoły, początek dorosłości, koniec weekendu. Wciąż na nowo. Łatwo się do tego przyzwyczaić. Fajnie jest traktować każdy początek, każdy nowy dzień, jak nową szansę do tego by lepiej żyć, więcej widzieć, bardziej kochać. Działać, odkrywać, cieszyć się. I mniej marudzić. By wieczorem kłaść się spać w dobrych emocjach. I kończyć dzień z uśmiechem. A jak dziś nie wyszło, to można znów spróbować. Od tego są początki.

A przed nami kolejny koniec. Koniec roku. Dla wielu czas podsumowań. Dla innych okres postanowień. Super, jeśli coś z tego wynika. Sama unikam takich działań.

Ale innej tradycji nie odpuszczę. Do czego zmierzam? Oczywiście, że do noworocznych życzeń.

Życzymy Wam właśnie takiego szaleństwa: żebyście mieli nie po kolei w głowie i umieli dostrzegać szanse tam, gdzie inni widzą zgliszcza. I potrafili cieszyć się, nawet bez powodu.

Serdeczności od Trzyimy