Jak podobać się wszystkim

Katarzyna Styl życia Leave a Comment

Cena jest wysoka. Bo zawsze odbywa się to kosztem samego siebie.

I jeśli żyjesz szczęśliwie, to z pewnością nie próbujesz podobać się wszystkim. Bo choćbyś nauczył się stawać na rzęsach, znajdziesz przeciwników. Jedni zarzucą ci, że stoisz tylko na górnych, inni, że pomógł ci wpływowy wujek, a jeszcze ktoś, że to zasługa świetnego tuszu do rzęs, a nie twoja. A z resztą, co komu po staniu na rzęsach? I po podobaniu sie wszystkim? Więc przede wszystkim nie „jak?” tylko „po co?”

Niby nie warto, a jednak przez całe lata dałabym się pokroić za odrobinę akceptacji. A każde słowa krytyki raniły mnie do żywego. Chciałam być taka, jaką chcieli mnie widzieć inni. Zaraz, zaraz, ale skąd niby miałam wiedzieć, jaka dokładnie mam być? Zatem zmierzałam gdzieś w otchłań, za własnymi wyobrażeniami na temat ideału. Chciałam być taką osobą, którą wszyscy lubią. I co? Całkowicie w tym się pogubiłam. Już naprawdę nie wiedziałam, kim jestem, a kim nie. Co jest częścią prawdziwą, a co maską. 嘉盛外汇 To zamieszanie wcale nie czyniło życia lżejszym. Ani przyjemniejszym. Sama przestałam się lubić (a może miało to miejsce dużo wcześniej). Stałam się zlepkiem wyobrażeń i marnych karykatur. Każda osoba, która wydawała mi się ode mnie lepsza, stawała się wzorcem. A ja ślepo kopiowałam również jej głupie zachowania. Naprawdę chciałam być lubiana przez wszystkich. A teraz sama  się dziwię, że byłam lubiana przez kogokolwiek, ale myślę, że to tylko dlatego, że nie wyzbyłem się tak całkowicie samej siebie.

Odkręcanie tych ucieczek zajęło doprawdy lata. Do tej pory czasem łapię się na tym, że kogoś udaję, że nie jestem sobą. To nie jest fajne. Jest wręcz męczące.

Za to odkrywanie na nowo tego, kim się jest, to naprawdę frajda. Odrzucenie tych przebrań i ozdób, które nic wartościowego w życie nie wnoszą, to jak uwolnienie z kajdan. Ale czasem w tej nagości widać defekty. Do pewnych niedoskonałości nie lubię się przyznawać. To boli.

Bycie sobą jest dziecinnie proste. Dlatego wszystkie dzieci do pewnego momentu są autentyczne.

Ale autentycznych, niezakłamanych dorosłych nie znam wielu. Choć nieuświadomione udawanie jest chyba typowe dla nastolatków, zbuntowanych i poszukujących siebie, to nie sądzę, że z tego się wyrasta. Formy łagodnieją, bunt przechodzi w konformizm, jednak to nie znaczy, że człowiek staje się autentyczny.

Chyba zbyt często próbujemy się wcisnąć w ciasne role życiowe. Stajemy się żonami, ojcami, matkami, dyrektorami, sprzedawcami, lekarzami. A jednak nie tak często przy tym wszystkim stajemy się sobą.

Może zbyt dużo filozofuję, niestety brak mi dziecięcej prostoty. Tyle wiem, że bycie sobą to zupełnie inna jakość życia, inny poziom. Tu dopiero spotykam prawdziwą wolność.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *